05.09.2024, 13:09 ✶
Zaklęcie Atreusa się nie powiodło, a sznur nawet się nie utworzył. Jedno zamigotało coś na jego kształt, lecz zaklęcie było zbyt niestabilne, by się utrzymało dłużej niż ułamek sekundy. To właśnie chciał wykorzystać nekromanta - był już naprawdę blisko różdżki, ale nagle sapnął, jakby coś ścisnęło jego płuca. Cofnął rękę i złapał się za szyję, dając Atreusowi czas na ponowienie zaklęcia albo sięgnięcie po mniej magiczne metody.
Rodolphus z kolei przyjrzał się bliżej tajemniczym kamieniom. Dostrzegł wyryte pod ich podnóżem runy, ale na runach kompletnie się przecież nie znał. Miał jednak nieco oleju w głowie i doskonale wiedział, że to wszystko na kilometr śmierdziało nekromancją. Nie bez powodu wysłali tutaj Niewymownych, w tym jednego z Komnaty Śmierci. Czy podejrzewali to, czy może to był po prostu łut szczęścia? Tego nie mógł wiedzieć, ale domyślił się, że krąg działa niezależnie od nekromanty, czyli zapewne to był rytuał, nie zaklęcie. Lecz każdy rytuał dało się rozproszyć.
To właśnie zrobił Nicholas, który rzucił na krąg odpowiednie zaklęcie. Obsydianowe kamienie zaczęły blednąć, a ich moc była wyczuwalnie słabsza. Krąg bronił się i Travers to wyczuwał. Czuł opór, zupełnie tak jakby walczył z żywą istotą - a raczej z czymś na kształt sił witalnych. Jego zaklęcie jednak było silniejsze, a energia powoli rozpraszała się w eter.
Aurorzy jednak nie budzili się - wciąż pozostawali nieprzytomni. Nadal śmierdziało tu czarną magią i śmiercią, a nekromanta wciąż był niebezpieczny, bo mimo iż na chwilę przestał się czołgać: teraz znowu podjął tę próbę. Koniecznie chciał dostać się do różdżki.
- NIE! - chciał wrzasnąć, ale z jego gardła wydobył się zaledwie żałosny jęk, gdy zorientował się, że jego krąg przestał działać.