05.09.2024, 20:03 ✶
(Ten post był ostatnio modyfikowany: 05.09.2024, 20:03 przez Charles Mulciber.)
Znów był spóźniony. Spóźniony na swoje pierwsze spotkanie biznesowe! Ledwie miał ugadywać współpracę, a już zawalił na całej linii i to bynajmniej nie przez bycie Naprawdę Poważnie Zajętym, a przez własne gapiostwo. Z drugiej strony, to jego nowa praca nie pozwoliła mu spotkać się z Electrą na czas, gdy miał zbyt wiele do sprawdzenia, uporządkowania, przetarcia, zwinięcia, schowania, zaplanowania, przygotowania, zapytania (chociaż Peregrinus nie był zadowolony z tych pytań!), i ogólnego ogarnięcia, nim w pełni zacznie pracę dla pani Dolohovej. I chociaż bycie asystą, pomocą i sekretarką w jednym nie było szczytem jego marzeń, nie mógł się doczekać, aż w pełni zacznie! Mógł się tyle nauczyć!
Kiedy jednak spojrzał na swój kieszonkowy zegarek i spostrzegł, że jest już dziesięć minut po umówionym z panną Prewett czasie, nie miał wymówki i musiał się pospieszyć. Umył ręce (plamy po lekko zawilgłej korze wyjątkowo żywicznego cedrowca nie tak łatwo zmyć!), poprawił włosy, założył szarą marynarkę, pasującą do nieco ciemniejszych odcieniem spodnim i pędem puścił się do miejsca spotkania, które szczęśliwie nie było daleko, bo ledwie parę kamienic dalej. Przynajmniej nie musiał używać już perfum dla odświeżenia, bo jego koszulę przesiąkł zapach sandałowca, drzewa różanego i lawendy, które wcześniej układał, przygotowując stanowisko dla własnej wygody pracy. Kadzidła i świeczki miały ten plus, że przynajmniej pachniały ładnie.
Wpadł do kawiarni jak burza i rozejrzał się za umówioną z nim kobietą. Oddychał ciężko, bo choć bieg nie był długi, to pogoda zupełnie nie sprzyjała tego typu aktywnościom. Miał tylko nadzieję, że nie obpocił się cały, bo jakby wyglądał przed panną Prewett? Zastanawiał się, jak ta rzeczona panienka wyglądała, ale nie spodziewał się, że może być w jego wieku, skoro oferowała pomoc na tym poziomie. Domyślał się raczej, że będzie to wdowa, która po śmierci męża przeszła na powrót do "panienkowania"... Rozejrzał się po kawiarni, spodziewając, że Electra sama da o sobie znać, o ile ciągle była w lokalu.
Kiedy jednak spojrzał na swój kieszonkowy zegarek i spostrzegł, że jest już dziesięć minut po umówionym z panną Prewett czasie, nie miał wymówki i musiał się pospieszyć. Umył ręce (plamy po lekko zawilgłej korze wyjątkowo żywicznego cedrowca nie tak łatwo zmyć!), poprawił włosy, założył szarą marynarkę, pasującą do nieco ciemniejszych odcieniem spodnim i pędem puścił się do miejsca spotkania, które szczęśliwie nie było daleko, bo ledwie parę kamienic dalej. Przynajmniej nie musiał używać już perfum dla odświeżenia, bo jego koszulę przesiąkł zapach sandałowca, drzewa różanego i lawendy, które wcześniej układał, przygotowując stanowisko dla własnej wygody pracy. Kadzidła i świeczki miały ten plus, że przynajmniej pachniały ładnie.
Wpadł do kawiarni jak burza i rozejrzał się za umówioną z nim kobietą. Oddychał ciężko, bo choć bieg nie był długi, to pogoda zupełnie nie sprzyjała tego typu aktywnościom. Miał tylko nadzieję, że nie obpocił się cały, bo jakby wyglądał przed panną Prewett? Zastanawiał się, jak ta rzeczona panienka wyglądała, ale nie spodziewał się, że może być w jego wieku, skoro oferowała pomoc na tym poziomie. Domyślał się raczej, że będzie to wdowa, która po śmierci męża przeszła na powrót do "panienkowania"... Rozejrzał się po kawiarni, spodziewając, że Electra sama da o sobie znać, o ile ciągle była w lokalu.