05.09.2024, 20:54 ✶
To miał być dobry dzień i Peregrinus nie miał dość samozaparcia, by go zepsuć. To znaczy, gdyby naprawdę się postarał, może mógłby wbić Charlesowi nóż w plecy, ale Charles nie spodziewał się takich zagrań po nowym znajomym. Mieli przecież być współpracownikami na usługach Dolohovów. I chociaż karty milczały, to Charles był jak otwarta książka. A może nie? A może udawał, by wywrzeć inne wrażenie? Tego nikt miał się nie dowiedzieć.
- Och, z mistrzem Dolohovem! - Charlie zdziwił się uprzejmie. Zapisał sobie w głowie, by tak wyrażać się o panu domu: mistrz. Niezależnie od tego, jak niedorzecznie to brzmiało! - Wiele o nim słyszałem, lecz jeszcze nie miałem przyjemności.
Przeszedł przez próg, skinąwszy głową w podzięce. Półmrok był przyjemny, odgradzał ich od żaru, który wkrótce miał polać się z nieba. Anglia miała być deszczowa, lecz Charles dostrzegł, że lato było przesadnie wręcz ciepłe! Nawykły do gór północnej Szwecji, nie znosił dobrze takich klimatów.
- Nie będzie problemem, jeśli poczekam na panią Dolohovową - przejął tę rozkoszną, prześmieszną i zupełnie niedorzeczną manierę w wymawianiu nazwiska - tutaj? Nie miałem okazji wcześniej poznać dobrze kamienicy... - Zdradził i dla podkreślenia swojej ciekawości, rozejrzał się po poczekalni, po ścianach, po suficie i gwieździstych ozdobach. Nie był to styl, do jakiego nawykł. - Spotkałem się tylko z panią doktor, w jej gabinecie. Bardzo dziękuję, kawa byłaby doskonała! Nie zdążyłem wypić rano, w domu. - Podzielił się, a samo nazwanie mieszkania Rolpha domem zabrzmiało jak fałsz. Żerował na dobroci dopiero co poznanych ludzi i nawet zaczął się zastanawiać, co będzie musiał dać w zamian. Annaleigh będzie wymagała ciężkiej pracy, którą zamierzał jej dać. Ale Rolph? Co zyskiwał? - Nie mogę uwierzyć w moje szczęście, to prawda! Pani doktor jest rzeczywiście wspaniałą osobą.
Zajął miejsce przy biurku Peregrinusa. Wydawało się o wiele bardziej odpowiednie niż kanapa przeznaczona dla gości. Klientów. Pacjentów. Czy Vakel również traktował swój zawód jako pomoc, czy jako coś innego? Charles nie miał pojęcia, ale mógł się dowiedzieć.
- A ty czym się zajmujesz, Peregrinusie? - Zagadnął uprzejmie. - Jesteś wróżem? Mój wuj jest wróżem. - Przypomniał, jakby to miało jakieś znaczenie. - Alexander. Być może razem z mistrzem go znacie. - Paplał bez krzty ciemności w sercu.
- Och, z mistrzem Dolohovem! - Charlie zdziwił się uprzejmie. Zapisał sobie w głowie, by tak wyrażać się o panu domu: mistrz. Niezależnie od tego, jak niedorzecznie to brzmiało! - Wiele o nim słyszałem, lecz jeszcze nie miałem przyjemności.
Przeszedł przez próg, skinąwszy głową w podzięce. Półmrok był przyjemny, odgradzał ich od żaru, który wkrótce miał polać się z nieba. Anglia miała być deszczowa, lecz Charles dostrzegł, że lato było przesadnie wręcz ciepłe! Nawykły do gór północnej Szwecji, nie znosił dobrze takich klimatów.
- Nie będzie problemem, jeśli poczekam na panią Dolohovową - przejął tę rozkoszną, prześmieszną i zupełnie niedorzeczną manierę w wymawianiu nazwiska - tutaj? Nie miałem okazji wcześniej poznać dobrze kamienicy... - Zdradził i dla podkreślenia swojej ciekawości, rozejrzał się po poczekalni, po ścianach, po suficie i gwieździstych ozdobach. Nie był to styl, do jakiego nawykł. - Spotkałem się tylko z panią doktor, w jej gabinecie. Bardzo dziękuję, kawa byłaby doskonała! Nie zdążyłem wypić rano, w domu. - Podzielił się, a samo nazwanie mieszkania Rolpha domem zabrzmiało jak fałsz. Żerował na dobroci dopiero co poznanych ludzi i nawet zaczął się zastanawiać, co będzie musiał dać w zamian. Annaleigh będzie wymagała ciężkiej pracy, którą zamierzał jej dać. Ale Rolph? Co zyskiwał? - Nie mogę uwierzyć w moje szczęście, to prawda! Pani doktor jest rzeczywiście wspaniałą osobą.
Zajął miejsce przy biurku Peregrinusa. Wydawało się o wiele bardziej odpowiednie niż kanapa przeznaczona dla gości. Klientów. Pacjentów. Czy Vakel również traktował swój zawód jako pomoc, czy jako coś innego? Charles nie miał pojęcia, ale mógł się dowiedzieć.
- A ty czym się zajmujesz, Peregrinusie? - Zagadnął uprzejmie. - Jesteś wróżem? Mój wuj jest wróżem. - Przypomniał, jakby to miało jakieś znaczenie. - Alexander. Być może razem z mistrzem go znacie. - Paplał bez krzty ciemności w sercu.