05.09.2024, 21:54 ✶
(Ten post był ostatnio modyfikowany: 05.09.2024, 22:05 przez Brenna Longbottom.)
- Nie słyszę żadnego śmiechu. Czuć tu zioła, może to one - wyrzuciła z siebie Brenna, krótki komunikat, bo usiłowała oszczędzać oddech. Wyrzucała sobie teraz głupotę: czuła zapach jako wilk, bardzo mocny, a potem, kiedy się odmieniła wciąż wisiał w powietrzu i choć był przecież dziwny w opuszczonej kamienicy po pożarze, nie zwróciła na niego większej uwagi.
Wycelowała różdżką, rzucając zaklęcie bąblogłowy na siebie i na Heather. To, które otoczyło głowę Brenny było słabe, ale powinno wystarczyć przynajmniej na kilka minut, za to bańka która pojawiła się wokół Wood stanowiła istny majstersztyk: zapewne najwięksi mistrzowie zaklęć w Anglii nie potrafiliby utkać jej tak perfekcyjnie.
Brenna spojrzała na Roya, przygryzając wargę, wyraźnie rozdarta. Nie było widać drugiego Brygadzisty i nie wiedzieli, skąd bierze się ten zapach - ani co działo się z tymi, którzy zgłosili, że coś tu się dzieje. Podstawowa zasada postępowania w takich wypadkach brzmiała, aby najpierw zadbać o własne bezpieczeństwo, Brenna jednak zazwyczaj w takich sytuacjach trochę zapominała o procedurach. Ale nie mogła ot tak zostawić nieprzytomnego funkcjonariusza na podłodze.
Jej uszu wciąż dobiegał płacz, żałosny, drażniący, doprowadzający niemalże do szału, bo nie była już pewna, czy to na pewno tylko właściwości ziół, których nawdychała się tak, że efekt nie mijał, czy może jednak się myliła i nie miały niczego wspólnego z tymi dziwnymi zjawiskami. Co jeśli ktoś tam potrzebował pomocy…? Za to Heather nie słyszała już żadnego śmiechu – może był to efekt zaklęcia, które teraz dostarczało jej idealnie świeży tlen, a może po prostu ten konkretny omam minął.
– Dasz radę sama go wyciągnąć? – spytała, zbierając Brygadzistę z podłogi. Musiała przynajmniej zajrzeć za te drzwi. Normalnie próbowałaby znaleźć drugiego Brygadzistę jako wilczyca… ale teraz wcale nie chciała lepiej wyczuwać tych ziółek. Znowu przez głowę przyszło jej, że przydałaby się zaiste ta miotła Heather, która pozwoliłaby przyspieszyć ewakuację.
Kształtowanie, pod edycję
Wycelowała różdżką, rzucając zaklęcie bąblogłowy na siebie i na Heather. To, które otoczyło głowę Brenny było słabe, ale powinno wystarczyć przynajmniej na kilka minut, za to bańka która pojawiła się wokół Wood stanowiła istny majstersztyk: zapewne najwięksi mistrzowie zaklęć w Anglii nie potrafiliby utkać jej tak perfekcyjnie.
Brenna spojrzała na Roya, przygryzając wargę, wyraźnie rozdarta. Nie było widać drugiego Brygadzisty i nie wiedzieli, skąd bierze się ten zapach - ani co działo się z tymi, którzy zgłosili, że coś tu się dzieje. Podstawowa zasada postępowania w takich wypadkach brzmiała, aby najpierw zadbać o własne bezpieczeństwo, Brenna jednak zazwyczaj w takich sytuacjach trochę zapominała o procedurach. Ale nie mogła ot tak zostawić nieprzytomnego funkcjonariusza na podłodze.
Jej uszu wciąż dobiegał płacz, żałosny, drażniący, doprowadzający niemalże do szału, bo nie była już pewna, czy to na pewno tylko właściwości ziół, których nawdychała się tak, że efekt nie mijał, czy może jednak się myliła i nie miały niczego wspólnego z tymi dziwnymi zjawiskami. Co jeśli ktoś tam potrzebował pomocy…? Za to Heather nie słyszała już żadnego śmiechu – może był to efekt zaklęcia, które teraz dostarczało jej idealnie świeży tlen, a może po prostu ten konkretny omam minął.
– Dasz radę sama go wyciągnąć? – spytała, zbierając Brygadzistę z podłogi. Musiała przynajmniej zajrzeć za te drzwi. Normalnie próbowałaby znaleźć drugiego Brygadzistę jako wilczyca… ale teraz wcale nie chciała lepiej wyczuwać tych ziółek. Znowu przez głowę przyszło jej, że przydałaby się zaiste ta miotła Heather, która pozwoliłaby przyspieszyć ewakuację.
Kształtowanie, pod edycję
Rzut W 1d100 - 24
Slaby sukces...
Slaby sukces...
Rzut W 1d100 - 99
Sukces!
Sukces!
Don't promise to live forever. Promise to forever live while you're alive.