15.01.2023, 16:30 ✶
(Ten post był ostatnio modyfikowany: 15.01.2023, 16:31 przez Florence Bulstrode.)
Amanda pewnie musiałaby się bardzo postarać, aby Florence odebrała ją źle. Ewentualnie być jej stażystką i zaniedbywać obowiązki. Na oddziale Bulstrode była twarda niczym stal i równie jak ona chłodna, krewni jednak – nawet jeżeli i wobec nich niekoniecznie była najbardziej otwartą i wesołą osobą pod słońcem – mogli liczyć na olbrzymią taryfę ulgową.
Może to z jej powodu Florence nie przyszło do głowy zezłościć się na Lestrange, gdy okazało się, że przyszła poszukując pracy. Chociaż niewykluczone, że Flo i tak by się nie zezłościła. To nie było tak, że utalentowani uzdrowiciele rośli na drzewach. Przesiew pośród kandydatów i stażystów był spory, a czarodzieje umieli być bardzo kreatywni, gdy szło o wypadki.
- Pokaż dyplom, proszę – powiedziała, jak się okazało nawet niepotrzebnie się o niego upominając, bo Amanda wyciągnęła odpowiednie papiery. Tych francuskich Florence nie przeglądała. Mimo spędzenia czterech miesięcy na stażu we Francji nie nauczyła się tego języka i głównie dlatego go nie przedłużyła: bariera językowa między nią a pacjentami była zbyt duża, Florence znała podstawowe zwroty, ale miała problemy z czytaniem po francusku. Przestudiowała bardzo dokładnie całość papierów, milcząc w tym czasie, skupiona na sprawdzaniu odbytych kursów i ocen. Wyglądało na to, że Amanda nie miała doświadczenia w samym szpitalu zbyt dużego, za to wykształcenie zdobyła dużo bardziej wszechstronne niż wielu magomedyków z Munga.
- Interesuje cię konkretnie wydział urazów pomagicznych i klątwołamania czy jakakolwiek praca? – spytała w końcu, oddając Amandzie papiery. Dopiero, kiedy upewniła się, że ta ma dobre noty i wszystkie niezbędne egzaminy, odpowiedziała, bo rodzina nie rodzina, nie kiwnęłaby palcem, gdyby uznała, że oceny Lestrange pozostawiają wiele do życzenia. – Na moim oddziale prawdopodobnie znalazłoby się coś przynajmniej na pół etatu, bo… od listopada 1970 mamy znacznie więcej pracy niż wcześniej, a uzdrowicieli nie przybyło, ale muszę porozmawiać o tym z ordynatorem i oczywiście musiałabyś odbyć z nim rozmowę. Chociaż patrząc po tych wszystkich kursach, może byłabyś bardziej zainteresowania zatruciami eliksirami albo pracą na stanowisku naszego alchemika. Musiałabym dowiedzieć się, czy to wykonalne. I w przypadku alchemika na pewno czekałby cię wewnętrzny test.
W przypadku zatruć eliksirami raczej nie mieli dużo większego oblężenia niż kiedy, ale Florence mogła się zorientować, czy kogoś nie poszukują. Jeśli szło o przygotowywanie eliksirów na potrzeby szpitala, to tutaj potrzeby były już duże i coś jej dzwoniło, że chyba jedna osoba wybierała się wkrótce na emeryturę. Niemniej zanim zacznie to sprawdzać, chciała dowiedzieć się, w czym Amanda czuje się najlepiej. W przypadku urazów pomagicznych… cóż, tu sama wiedziała: nie wyrabiają. Odkąd Voldemort i śmierciożercy zaczęli się panoszyć, częściej niż kiedyś mieli nagłe wezwania.
Może to z jej powodu Florence nie przyszło do głowy zezłościć się na Lestrange, gdy okazało się, że przyszła poszukując pracy. Chociaż niewykluczone, że Flo i tak by się nie zezłościła. To nie było tak, że utalentowani uzdrowiciele rośli na drzewach. Przesiew pośród kandydatów i stażystów był spory, a czarodzieje umieli być bardzo kreatywni, gdy szło o wypadki.
- Pokaż dyplom, proszę – powiedziała, jak się okazało nawet niepotrzebnie się o niego upominając, bo Amanda wyciągnęła odpowiednie papiery. Tych francuskich Florence nie przeglądała. Mimo spędzenia czterech miesięcy na stażu we Francji nie nauczyła się tego języka i głównie dlatego go nie przedłużyła: bariera językowa między nią a pacjentami była zbyt duża, Florence znała podstawowe zwroty, ale miała problemy z czytaniem po francusku. Przestudiowała bardzo dokładnie całość papierów, milcząc w tym czasie, skupiona na sprawdzaniu odbytych kursów i ocen. Wyglądało na to, że Amanda nie miała doświadczenia w samym szpitalu zbyt dużego, za to wykształcenie zdobyła dużo bardziej wszechstronne niż wielu magomedyków z Munga.
- Interesuje cię konkretnie wydział urazów pomagicznych i klątwołamania czy jakakolwiek praca? – spytała w końcu, oddając Amandzie papiery. Dopiero, kiedy upewniła się, że ta ma dobre noty i wszystkie niezbędne egzaminy, odpowiedziała, bo rodzina nie rodzina, nie kiwnęłaby palcem, gdyby uznała, że oceny Lestrange pozostawiają wiele do życzenia. – Na moim oddziale prawdopodobnie znalazłoby się coś przynajmniej na pół etatu, bo… od listopada 1970 mamy znacznie więcej pracy niż wcześniej, a uzdrowicieli nie przybyło, ale muszę porozmawiać o tym z ordynatorem i oczywiście musiałabyś odbyć z nim rozmowę. Chociaż patrząc po tych wszystkich kursach, może byłabyś bardziej zainteresowania zatruciami eliksirami albo pracą na stanowisku naszego alchemika. Musiałabym dowiedzieć się, czy to wykonalne. I w przypadku alchemika na pewno czekałby cię wewnętrzny test.
W przypadku zatruć eliksirami raczej nie mieli dużo większego oblężenia niż kiedy, ale Florence mogła się zorientować, czy kogoś nie poszukują. Jeśli szło o przygotowywanie eliksirów na potrzeby szpitala, to tutaj potrzeby były już duże i coś jej dzwoniło, że chyba jedna osoba wybierała się wkrótce na emeryturę. Niemniej zanim zacznie to sprawdzać, chciała dowiedzieć się, w czym Amanda czuje się najlepiej. W przypadku urazów pomagicznych… cóż, tu sama wiedziała: nie wyrabiają. Odkąd Voldemort i śmierciożercy zaczęli się panoszyć, częściej niż kiedyś mieli nagłe wezwania.