06.09.2024, 01:39 ✶
Jonathan uśmiechnął się i rozbawiony pokręcił głową.
– O to nie musisz się akurat martwić Jessie. Kompleksy nam nie grożą – zapewnił go, bo rzeczywiście przez większość czasu Jonathan Selwyn miał się za doskonałego, zwłaszcza jeśli chodziło o jego wygląd. Przecież miał lustro i potrafił na nie patrzeć, a jego twarz nie kalał nawet najmniejszy element, który mógłby wywoływać kompleksy. No może czasem... Gdy myślał o nieubłaganym upływie czasu... Ale to nie było teraz ważne. Swoją drogą ciekawe, czy Lottie też czasem nachodziły takie myśli.
– Jessie, dla mnie samym prezentem jest to, że pomyślałeś aby spróbować – zapewnił go, nie mogąc powstrzymać jeszcze szerszego uśmiechu, bo rzeczywiście Charlotte na jego urodzinach w worku na ziemniaki to byłoby coś.
Jonathan przyjrzał mu się uważnie, próbując wyczuć, czy jego chrześniak mówił prawdę, czy też jednak coś kręcił, chociaż musiał przyznać, że przecież to co mówił miało sens. Nie mógł jednak nie upewnić się jeszcze, czy aby na pewno wszystko było w porządku, nawet jeśli to co chciał powiedzieć miało zabrzmieć głupio.
– Jessie, nie robisz dziwnych rzeczy z krwią, ani rdzą, prawda? – Nie pytał, bo tak zakładał. Pytał, bo sam na przykład przez lata pozwalał dawać się gryźć wampirow, więc jakby się nad tym zastanowić, sam robił dziwne rzeczy z krwią.
Chrześniak zdecydowanie nie uwierzy w jego wymówkę, ale nie zamierzał dalej w to brnąć. Najwyraźniej sam Jessie wiedział, jak to było, gdy nie chciało się opowiadać swoim bliskim o wszystkich aspektach swojego życia.
– Jasperze Kelly – powiedział, nie do końca pewny, czy lepiej było brzmieć na rozbawionego, czy nieco oceniającego. – Czy ty właśnie prosisz mnie, abym nie powiedział czegoś na twoj temat, twojej matce, skazując nas tym samym na karę pozbawienia głowy, jeśli się kiedykolwiek o tym dowie, a zapewniam cię, że pewnie się dowie?
– O to nie musisz się akurat martwić Jessie. Kompleksy nam nie grożą – zapewnił go, bo rzeczywiście przez większość czasu Jonathan Selwyn miał się za doskonałego, zwłaszcza jeśli chodziło o jego wygląd. Przecież miał lustro i potrafił na nie patrzeć, a jego twarz nie kalał nawet najmniejszy element, który mógłby wywoływać kompleksy. No może czasem... Gdy myślał o nieubłaganym upływie czasu... Ale to nie było teraz ważne. Swoją drogą ciekawe, czy Lottie też czasem nachodziły takie myśli.
– Jessie, dla mnie samym prezentem jest to, że pomyślałeś aby spróbować – zapewnił go, nie mogąc powstrzymać jeszcze szerszego uśmiechu, bo rzeczywiście Charlotte na jego urodzinach w worku na ziemniaki to byłoby coś.
Jonathan przyjrzał mu się uważnie, próbując wyczuć, czy jego chrześniak mówił prawdę, czy też jednak coś kręcił, chociaż musiał przyznać, że przecież to co mówił miało sens. Nie mógł jednak nie upewnić się jeszcze, czy aby na pewno wszystko było w porządku, nawet jeśli to co chciał powiedzieć miało zabrzmieć głupio.
– Jessie, nie robisz dziwnych rzeczy z krwią, ani rdzą, prawda? – Nie pytał, bo tak zakładał. Pytał, bo sam na przykład przez lata pozwalał dawać się gryźć wampirow, więc jakby się nad tym zastanowić, sam robił dziwne rzeczy z krwią.
Chrześniak zdecydowanie nie uwierzy w jego wymówkę, ale nie zamierzał dalej w to brnąć. Najwyraźniej sam Jessie wiedział, jak to było, gdy nie chciało się opowiadać swoim bliskim o wszystkich aspektach swojego życia.
– Jasperze Kelly – powiedział, nie do końca pewny, czy lepiej było brzmieć na rozbawionego, czy nieco oceniającego. – Czy ty właśnie prosisz mnie, abym nie powiedział czegoś na twoj temat, twojej matce, skazując nas tym samym na karę pozbawienia głowy, jeśli się kiedykolwiek o tym dowie, a zapewniam cię, że pewnie się dowie?