06.09.2024, 09:21 ✶
Magia tego miejsca najwyraźniej działała zarówno na Atreusa, jak i Nicholasa - temu pierwszemu omsknęła się ręka i zamiast przywalić nekromancie w ryj, po prostu pierdolnął go w ramię jak jakiś psychol, który lubi patrzeć na cierpienie innych. Można byłoby to porównać do kopania leżącego, ale tylko Bulstrode wiedział, że po prostu źle wycelował. Może jeszcze wyjdzie z tego z twarzą. Jeżeli chodzi zaś o Nicholasa, to jego zaklęcie nie zadziałało, liny oczywiście się pojawiły ale dosłownie na ułamek sekundy, a potem zniknęły. Dopiero zaklęcie Rodolphusa sprawiło, że wokół kostek, nadgarstków i przedramion nekromanty pojawiły się grube liny, które mocno zacisnęły się na jego ciele. Mężczyzna sapnął i próbował się uwolnić, ale więzy były zbyt mocne. W końcu udało im się pokonać pokonanego.
Aurorzy wciąż się nie budzili, w zasadzie to nikt z całej trójki nie dawał o nich jebania, byli zbyt zajęci nekromantą i próbą unieruchomienia go. Nikt nawet nie sprawdził, czy żyją.