06.09.2024, 10:05 ✶
Odesłanie Leonarda było mądrym zagraniem, bo nie tylko dzięki temu ojciec zadbał o Sophie, ale też pozwolił, by zostali sam na sam. A więc to teraz nadejdzie złość?! Chalres gotowy był na przyjęcie na siebie wszystkiego, całej tej tyrady, wszystkich bolesnych słów. Ale te nie nadeszły. Charlie spojrzał na ojca, spojrzenie Richarda spotkało się z tym Charlesowym, niemal identycznym w ich ciemnym odcieniu.
Nie było złości, było rozczarowanie. Łatwiej byłoby zmierzyć się ze złością.
- Wiem, tato. Ja nie chcę tam pracować! - Zaparł się, zaciskając na chwilę powieki, lecz emocje trzymał na wodzy, jedynie lekko podnosząc głos. - Ale jeśli będę musiał, to jaki mam wybór? - Ojciec zbliżał się, a Charlie miał ochotę uciekać, zrobić chociaż kilka kroków w tył. Czy ojciec znów to uderzy? Charles nie sądził, a i nienawidził siebie za samą taką myśl. To nie był Richard, jakiego znał. Richard podniósł rękę tylko dlatego, że został do tego zmuszony. Na domiar złego, w całą sytuację został zamieszany również wuj. - Onkel? - Dopytał i wraz z realizacją oblała go kolejna fala wstydu. Shafiq musiał być rozczarowany jeszcze bardziej, niż rodzina. Czy widział wywiad? Półnagie zdjęcia? - Dziękuję, że go zapytałeś, tato. Myślisz, że... Że pomoże mi? Nawet po tym wszystkim?
Był tylko dzieckiem, gdy rozwijały się jego kontakty z Anthonym. Teraz, gdy zaczynały się dorosłe problemy, Anthony mógł nie chcieć mieć nic wspólnego z Charliem, który pokazał, jak bardzo zręcznie może przynieść rodzinie wstyd.
Lorraine Malfoy. Charlie pamiętał Lorraine i spodziewał się, że kuzynka nie mogła być zadowolona z penisowej świeczki. Ale od kogo mogła ją dostać? Miał wielu klientów. Nie skojarzył paczki, którą wysłał pod adres zakładu pogrzebowego.
- Jeśli nie zamawiała, to czemu miałbym jej je wysłać, tato...? - Zapytał, nie dowierzając, że ojciec może choćby dopuszczać taką wersję wydarzeń. Nie był żartownisiem, który nękałby panny sprośnościami! - Napiszę jej list. I... Tato?
Nadszedł czas na najważniejszą część tej rozmowy. Charlie był tego dnia pokonany na więcej niż jeden sposób. Westchnął ciężko, opuszczając wzrok.
- Przepraszam, że cię nie posłuchałem. - Przyznał cicho, wstydząc się nawet dźwięku tych słów. Cokolwiek Leo próbował mu wmówić... Nie padło na podatny grunt. Ojciec był przecież ojcem. - Miałeś rację, zawsze masz. I przepraszam, że wygadywałem takie głupoty o tobie i... I wuju. - Przyznanie się do wycofania słów o Robercie przyszło mu z większym problemem. - Nie zasłużyłem na twój szacunek i pomoc. Jeśli będziesz chciał mnie wyrzucić, wyrzec się mnie i zapomnieć, zrozumiem to. Jeśli nie, będę wdzięczny, bo przecież... Masz dość problemów, nie musisz mierzyć się jeszcze z tym. Przepraszam, że przynoszę ci wstyd. Bycie twoim synem to nie wszystko. Muszę jeszcze zasłużyć, żeby móc się tak nazywać.
Każdego dnia pogrążał się bardziej. Najpierw pomysły ze świeczkami, teraz bunt. Anglia źle na niego działała.
- Zrobię wszystko, czego chcesz. Powiedz tylko, jakich świeczek i ile potrzeba.
Nie było złości, było rozczarowanie. Łatwiej byłoby zmierzyć się ze złością.
- Wiem, tato. Ja nie chcę tam pracować! - Zaparł się, zaciskając na chwilę powieki, lecz emocje trzymał na wodzy, jedynie lekko podnosząc głos. - Ale jeśli będę musiał, to jaki mam wybór? - Ojciec zbliżał się, a Charlie miał ochotę uciekać, zrobić chociaż kilka kroków w tył. Czy ojciec znów to uderzy? Charles nie sądził, a i nienawidził siebie za samą taką myśl. To nie był Richard, jakiego znał. Richard podniósł rękę tylko dlatego, że został do tego zmuszony. Na domiar złego, w całą sytuację został zamieszany również wuj. - Onkel? - Dopytał i wraz z realizacją oblała go kolejna fala wstydu. Shafiq musiał być rozczarowany jeszcze bardziej, niż rodzina. Czy widział wywiad? Półnagie zdjęcia? - Dziękuję, że go zapytałeś, tato. Myślisz, że... Że pomoże mi? Nawet po tym wszystkim?
Był tylko dzieckiem, gdy rozwijały się jego kontakty z Anthonym. Teraz, gdy zaczynały się dorosłe problemy, Anthony mógł nie chcieć mieć nic wspólnego z Charliem, który pokazał, jak bardzo zręcznie może przynieść rodzinie wstyd.
Lorraine Malfoy. Charlie pamiętał Lorraine i spodziewał się, że kuzynka nie mogła być zadowolona z penisowej świeczki. Ale od kogo mogła ją dostać? Miał wielu klientów. Nie skojarzył paczki, którą wysłał pod adres zakładu pogrzebowego.
- Jeśli nie zamawiała, to czemu miałbym jej je wysłać, tato...? - Zapytał, nie dowierzając, że ojciec może choćby dopuszczać taką wersję wydarzeń. Nie był żartownisiem, który nękałby panny sprośnościami! - Napiszę jej list. I... Tato?
Nadszedł czas na najważniejszą część tej rozmowy. Charlie był tego dnia pokonany na więcej niż jeden sposób. Westchnął ciężko, opuszczając wzrok.
- Przepraszam, że cię nie posłuchałem. - Przyznał cicho, wstydząc się nawet dźwięku tych słów. Cokolwiek Leo próbował mu wmówić... Nie padło na podatny grunt. Ojciec był przecież ojcem. - Miałeś rację, zawsze masz. I przepraszam, że wygadywałem takie głupoty o tobie i... I wuju. - Przyznanie się do wycofania słów o Robercie przyszło mu z większym problemem. - Nie zasłużyłem na twój szacunek i pomoc. Jeśli będziesz chciał mnie wyrzucić, wyrzec się mnie i zapomnieć, zrozumiem to. Jeśli nie, będę wdzięczny, bo przecież... Masz dość problemów, nie musisz mierzyć się jeszcze z tym. Przepraszam, że przynoszę ci wstyd. Bycie twoim synem to nie wszystko. Muszę jeszcze zasłużyć, żeby móc się tak nazywać.
Każdego dnia pogrążał się bardziej. Najpierw pomysły ze świeczkami, teraz bunt. Anglia źle na niego działała.
- Zrobię wszystko, czego chcesz. Powiedz tylko, jakich świeczek i ile potrzeba.