07.09.2024, 04:06 ✶
Cały czas nie mógł wyjść z podziwu po występie. Pierwszy raz był w cyrku ,a już na pewno w tak niesamowitym. Cieszył się, że zabrał ze sobą Mabel, ale teraz po odstawieniu jej do domu wracał ponownie do cyrku, tylko tym razem to on miał być tym, który "występuje". Teleportował się na powrót do zaułka nieopodal cyrku, wolał nie wzbudzać zainteresowania pojawianiem się na terenie cyrku, wystarczy, że będzie szedł do przyczepy Fiery.
Wyjrzał z zaułka, nie chciał trafić nagle na bandę mugoli, skoro już się teleportował. W sumie o tej porze było już względnie spokojnie, dlatego też po chwili wychynął na chodnik i zaczął zmierzać w stronę cyrku Bellów. Nawet nie podejrzewał jeszcze, ze za chwilę natknie się na niezwykle niecodzienną scenę. Pogrążony w swoich myślach i zarazem próbujący przypomnieć sobie wszelkie możliwe klątwy, które zmieniały ludzi w zwierzęta nie zauważył, że źle skręcił i wylądował w zaułku prowadzącym do do drzwi do piwnicy, z której dochodziła głośna muzyka. Otrząsnął się po chwili, żeby zdać sobie sprawę, że jest nie tu gdzie powinien. Przed oczami miał równie niecodzienną scenę, bo kto w obecnych czasach widzi dwóch mężczyzn w zaułku, którzy pochłonięci są w pocałunku - aż zamrugał czy dobrze widzi. Przełknął ślinę i jak mógł najciszej zaczął się wycofywać, nie chciał dać się złapać na "podglądaniu", nawet jeśli wyszła całkowicie przypadkiem. Prze chwilę zastanowił się, czy faktycznie było t coś tak niecodziennego? Owszem widział tam dwóch mężczyzn, ale czym to się różniło od tego, gdyby jeden z nich był kobietą? Przecież miłość nie wybierała i jeżeli każdej ze stron to pasowało to dlaczego miałoby być inaczej? Wtem przypomniał sobie o podejściu społeczeństwa, szczególnie tego czarodziejskiego, gdzie podobne sytuacje spotkałyby się z ostracyzmem społecznym każdego zaangażowanego w taki rodzaj miłości. Westchnął nie rozumiał do końca dlaczego ludzie musieli wtrącać się w sprawy innych? Bali się tego czego nie rozumieli? Uderzył go fakt, że przecież tego samego dotyczyły związki między czarodziejami o odmiennych statusach krwi, jeżeli czysto krwisty chciał się związać z mugolaczką to w wielu rodach musiał liczyć się z wykluczeniem. Odwrócił się odchodząc i cały czas myśląc dlaczego ludzie nie mogą akceptować innych takimi jakimi są - tamta dwójka nie wydawała się mniej szczęśliwa niż dowolna inna para, która okazywała sobie czułość - trochę tolerancji jeszcze nikogo by nie zabiło. Wszystkim należało się prawo do wyrażania miłości nie tylko w ciemnych zaułkach i po kryjomu - ale dobrze wiedział, że konserwatywne głowy nie były w stanie sobie tego wyobrazić.
Tak pochłonięty myślami nadętym wszystkim doszedł w końcu do miejsca, gdzie rozbił się cyrk Bellów. Otrząsnął się, pozbywając się myśli z głowy, teraz potrzebował się skupić. Poprawił torbę na ramieniu i zaczął szukać przyczepy Fiery. Dobrze, że mu opisała jak ona wygląda, bo inaczej by słodził i pukał do niemal każdej. Ale wreszcie stanął przed tą właściwą i zapukał do drzwi.
Wyjrzał z zaułka, nie chciał trafić nagle na bandę mugoli, skoro już się teleportował. W sumie o tej porze było już względnie spokojnie, dlatego też po chwili wychynął na chodnik i zaczął zmierzać w stronę cyrku Bellów. Nawet nie podejrzewał jeszcze, ze za chwilę natknie się na niezwykle niecodzienną scenę. Pogrążony w swoich myślach i zarazem próbujący przypomnieć sobie wszelkie możliwe klątwy, które zmieniały ludzi w zwierzęta nie zauważył, że źle skręcił i wylądował w zaułku prowadzącym do do drzwi do piwnicy, z której dochodziła głośna muzyka. Otrząsnął się po chwili, żeby zdać sobie sprawę, że jest nie tu gdzie powinien. Przed oczami miał równie niecodzienną scenę, bo kto w obecnych czasach widzi dwóch mężczyzn w zaułku, którzy pochłonięci są w pocałunku - aż zamrugał czy dobrze widzi. Przełknął ślinę i jak mógł najciszej zaczął się wycofywać, nie chciał dać się złapać na "podglądaniu", nawet jeśli wyszła całkowicie przypadkiem. Prze chwilę zastanowił się, czy faktycznie było t coś tak niecodziennego? Owszem widział tam dwóch mężczyzn, ale czym to się różniło od tego, gdyby jeden z nich był kobietą? Przecież miłość nie wybierała i jeżeli każdej ze stron to pasowało to dlaczego miałoby być inaczej? Wtem przypomniał sobie o podejściu społeczeństwa, szczególnie tego czarodziejskiego, gdzie podobne sytuacje spotkałyby się z ostracyzmem społecznym każdego zaangażowanego w taki rodzaj miłości. Westchnął nie rozumiał do końca dlaczego ludzie musieli wtrącać się w sprawy innych? Bali się tego czego nie rozumieli? Uderzył go fakt, że przecież tego samego dotyczyły związki między czarodziejami o odmiennych statusach krwi, jeżeli czysto krwisty chciał się związać z mugolaczką to w wielu rodach musiał liczyć się z wykluczeniem. Odwrócił się odchodząc i cały czas myśląc dlaczego ludzie nie mogą akceptować innych takimi jakimi są - tamta dwójka nie wydawała się mniej szczęśliwa niż dowolna inna para, która okazywała sobie czułość - trochę tolerancji jeszcze nikogo by nie zabiło. Wszystkim należało się prawo do wyrażania miłości nie tylko w ciemnych zaułkach i po kryjomu - ale dobrze wiedział, że konserwatywne głowy nie były w stanie sobie tego wyobrazić.
Tak pochłonięty myślami nadętym wszystkim doszedł w końcu do miejsca, gdzie rozbił się cyrk Bellów. Otrząsnął się, pozbywając się myśli z głowy, teraz potrzebował się skupić. Poprawił torbę na ramieniu i zaczął szukać przyczepy Fiery. Dobrze, że mu opisała jak ona wygląda, bo inaczej by słodził i pukał do niemal każdej. Ale wreszcie stanął przed tą właściwą i zapukał do drzwi.