06.09.2024, 14:16 ✶
– No o Bazyliszku przecież? – powiedziała i od razu pożałowała, orientując się, że przyjaciółka najwidoczniej. Ach tak... sieć. Może i by pożartowała, że hehe sieć tak to się teraz nazywa hehe, ale odpuściła temat, z jednego względu. Brenna chwilę wsześniej tłumaczyła się z innego gościa, zaprzeczała innej relacji. Ach tak...
Temat do zbadania? Być może Milles sprzed dziesięciu lat wsadziłaby w to swój zadarty nosek. Być może brałaby na przesłuchanie każdego chłopka, który był na plaży, insynuując mu cały przegląd mniej lub bardziej ostentacyjnych aktyności, które mógłby robić z jej przyjaciółką. Kto pierwszy by jej jebnął w obronie honoru Longbottomówny, znaczy właściwy i akuratny. Jakie to szczęście, że na tym party nie było Alexa... na całą resztę mogłaby się zgodzić.
...bo serce Alastora i tak leżało gdzie indziej...
Zainteresowała się nagle kawą, zdecydowanie i z brakiem jakichkolwiek oporów wlewając w siebie gorący wrzątek, który wcale nie przynosił ukojenia. Wręcz przeciwnie, rozedrgane serce było jeszcze bardziej rozedrgane. Prychnęła ostro na wzmiankę o zakochaniu i o mężczyźnie, który miałby jej w ten sposób wskazywać drogę.
– Król mieczy nie ma kutasa w dłoni bejb, tylko rozum. Stal, ostrze, to atrybuty mózg nie ruchania. Raczej chodzi o pracę, ale nie wiem jak, bo... ee... Wiesz, chyba nie chcę wrócić na służbę. Więc trochę chujowe to doradztwo zawodowe, skoro się wybieram na bezrobocie. – Nie podniosła głowy, patrząc na swoje odbicie wyniszczonej dziewczyny, którą nie pokonała walka ze śmierciożercami a konfrontowanie się z rzeczywistością punkt po punkcie.
– Chyba...– podjęła ochryple, kiedy dotarł do niej sens pytania, choć pewnie chodziło o super marzenie na wypasie, a nie o żałośną prośbę, która jej się ulepiła na języku zaciągniętym czernią kofeiny/ – Chyba chciałabym zamieszkać w Księżycowym Stawie. Tak na stałe.
Temat do zbadania? Być może Milles sprzed dziesięciu lat wsadziłaby w to swój zadarty nosek. Być może brałaby na przesłuchanie każdego chłopka, który był na plaży, insynuując mu cały przegląd mniej lub bardziej ostentacyjnych aktyności, które mógłby robić z jej przyjaciółką. Kto pierwszy by jej jebnął w obronie honoru Longbottomówny, znaczy właściwy i akuratny. Jakie to szczęście, że na tym party nie było Alexa... na całą resztę mogłaby się zgodzić.
...bo serce Alastora i tak leżało gdzie indziej...
Zainteresowała się nagle kawą, zdecydowanie i z brakiem jakichkolwiek oporów wlewając w siebie gorący wrzątek, który wcale nie przynosił ukojenia. Wręcz przeciwnie, rozedrgane serce było jeszcze bardziej rozedrgane. Prychnęła ostro na wzmiankę o zakochaniu i o mężczyźnie, który miałby jej w ten sposób wskazywać drogę.
– Król mieczy nie ma kutasa w dłoni bejb, tylko rozum. Stal, ostrze, to atrybuty mózg nie ruchania. Raczej chodzi o pracę, ale nie wiem jak, bo... ee... Wiesz, chyba nie chcę wrócić na służbę. Więc trochę chujowe to doradztwo zawodowe, skoro się wybieram na bezrobocie. – Nie podniosła głowy, patrząc na swoje odbicie wyniszczonej dziewczyny, którą nie pokonała walka ze śmierciożercami a konfrontowanie się z rzeczywistością punkt po punkcie.
– Chyba...– podjęła ochryple, kiedy dotarł do niej sens pytania, choć pewnie chodziło o super marzenie na wypasie, a nie o żałośną prośbę, która jej się ulepiła na języku zaciągniętym czernią kofeiny/ – Chyba chciałabym zamieszkać w Księżycowym Stawie. Tak na stałe.