06.09.2024, 15:09 ✶
Charles nie wiedział wiele o przeszłości swojej rodziny. Słyszał o problemach, o wymaszerowaniu z Ministerstwa, ale nie interesował się tym zbyt mocno, gdy był jeszcze dzieckiem, kiedy do tego doszło.
- Wszyscy szanujący się czystokrwiści powinni byli odejść tego dnia. Albo do tego nie dopuścić. - Zaparł się, bo choć był pijany, bo choć nie przepadał za wujem, to nie mógł stanąć po stronie mugoli i mugolaków. - Dlaczego nikt tego nie powstrzymał? To wstyd na cały kraj. - Marudził, śledząc spojrzeniem sufit. - I to nie jest sekret. Ani tajemnica, ani niedopowiedzenie. To fakt, skandal i wstyd.
Poglądy zostały wpajane mu od dziecka, a uczęszczanie do szkoły, do której nie przyjmowano szlam, a nawet otwarcie uczono nienawiści do nich, również miało wpływ na jego stosunek do niemagicznych. Czystokrwiści czarodzieje stali na szczycie wszystkiego i nie było możliwości, by powiedzieć inaczej.
- Mój tata byłby dobrym Ministrem... - Mruknął, zsuwając się nieco po siedzeniu. Głowę mógł oprzeć nieco wygodniej, a że była w pionie, mógł nawet upić ze szklanki z whisky, idąc za przykładem Rolpha. - Mój tata jest mądry... Tak mi się wydaje. - Ziarenko niepewności zasiane przez Leonarda kiełkowało. Mała siewka zrozumienia, że Richard również miał minusy, dawała o sobie znać zdradliwym podszeptem gdzieś z tyłu głowy. - Mówił, że powinienem skończyć z... z penisami. - Dodał nieśmiało, samo wspomnienie dawało mu powód do zaczerwienienia się! - Ale nie muszą być penisy. Muszelki. Sówki. Inne... Rzeczy. Dla kobiet. - Wspominał, nie potrafiąc uporządkować myśli.
Jego słowa musiały zostać jednak urwane, bo Rolph działał. Charlie drgnął, ale nie bronił się przed dotykiem. Kojarzył mu się z kimś innym, inny mężczyzna całkiem niedawno dotykał go w podobny sposób i od tamtej pory często wracał do jego myśli. Czy podobnie będzie z Rodolphusem? Na moment zacisnął powieki, jakby chcąc się odciąć od tego momentu. Został tylko wstyd, utrzymujący się jak smród papierosów we włosach, i przyjemne wsparcie kolegi. Przyjaciela.
Rodolphus mógł napawać się bólem w jego oczach, który jednak przygasł na dźwięk rodzinnej dewizy. Było w niej coś kojącego, gdy wszystko, co złe, miało być tylko koszmarem. Charles złapał się tej myśli. Wkrótce przecież się obudzi, gdy tylko te złe czasy miną. Wkrótce będzie lepiej.
Delikatnie skinął głową.
- Czas się obudzić.
- Wszyscy szanujący się czystokrwiści powinni byli odejść tego dnia. Albo do tego nie dopuścić. - Zaparł się, bo choć był pijany, bo choć nie przepadał za wujem, to nie mógł stanąć po stronie mugoli i mugolaków. - Dlaczego nikt tego nie powstrzymał? To wstyd na cały kraj. - Marudził, śledząc spojrzeniem sufit. - I to nie jest sekret. Ani tajemnica, ani niedopowiedzenie. To fakt, skandal i wstyd.
Poglądy zostały wpajane mu od dziecka, a uczęszczanie do szkoły, do której nie przyjmowano szlam, a nawet otwarcie uczono nienawiści do nich, również miało wpływ na jego stosunek do niemagicznych. Czystokrwiści czarodzieje stali na szczycie wszystkiego i nie było możliwości, by powiedzieć inaczej.
- Mój tata byłby dobrym Ministrem... - Mruknął, zsuwając się nieco po siedzeniu. Głowę mógł oprzeć nieco wygodniej, a że była w pionie, mógł nawet upić ze szklanki z whisky, idąc za przykładem Rolpha. - Mój tata jest mądry... Tak mi się wydaje. - Ziarenko niepewności zasiane przez Leonarda kiełkowało. Mała siewka zrozumienia, że Richard również miał minusy, dawała o sobie znać zdradliwym podszeptem gdzieś z tyłu głowy. - Mówił, że powinienem skończyć z... z penisami. - Dodał nieśmiało, samo wspomnienie dawało mu powód do zaczerwienienia się! - Ale nie muszą być penisy. Muszelki. Sówki. Inne... Rzeczy. Dla kobiet. - Wspominał, nie potrafiąc uporządkować myśli.
Jego słowa musiały zostać jednak urwane, bo Rolph działał. Charlie drgnął, ale nie bronił się przed dotykiem. Kojarzył mu się z kimś innym, inny mężczyzna całkiem niedawno dotykał go w podobny sposób i od tamtej pory często wracał do jego myśli. Czy podobnie będzie z Rodolphusem? Na moment zacisnął powieki, jakby chcąc się odciąć od tego momentu. Został tylko wstyd, utrzymujący się jak smród papierosów we włosach, i przyjemne wsparcie kolegi. Przyjaciela.
Rodolphus mógł napawać się bólem w jego oczach, który jednak przygasł na dźwięk rodzinnej dewizy. Było w niej coś kojącego, gdy wszystko, co złe, miało być tylko koszmarem. Charles złapał się tej myśli. Wkrótce przecież się obudzi, gdy tylko te złe czasy miną. Wkrótce będzie lepiej.
Delikatnie skinął głową.
- Czas się obudzić.