06.09.2024, 19:32 ✶
Mogli się w sumie kłócić o tę klątwę w nieskończoność, dlatego wreszcie na jej temat się zamknął, darując sobie dalsze ciągnięcie teraz tego tematu. Bo był też absolutnie przekonany, że jeszcze nie raz wywlecze ten temat na światło dzienne, ot chociażby właśnie dlatego, żeby się z nią odrobinę podroczyć. Albo bo wreszcie dowie się, jak okropne życie wiódł Basilius w cieniu Brenny.
Bulstrode chyba nawet nie zdawał sobie sprawy z tego, jak wielu rzeczy nie wie o Borginach i ich rodzinie, głównie dlatego że Stanley trzymał wszystko dla siebie, a Anthony o wielu rzeczach nie wiedział. W głowie aurora brakowało informacji na przykład o Crawleyach, a co za tym idzie, morderstwie Susane Borgin, która wyrzekła się swojej rodziny i została za to przykładnie ukarana. Tak samo umykała mu presja pod jaką znajdował się Anthony jako następca w kolejce do zarządzania rodziną, albo tatuaże skrywane pod rękawami. Może gdyby było inaczej to sam w tym momencie podpowiedziałby Brennie to, co w sumie jej samej plątało się po głowie. Że to właśnie Stanley postanowił wziąć wreszcie sprawy w swoje ręce.
- Pazurów? - zmarszczył brwi, czując jak owiewa go ciepłe, sierpniowe powietrze, kiedy na moment zrobił się przeciąg przy otwieraniu i zamykaniu drzwi. Potrząsnął głową, kiedy zadzwoniło mu w uszach, ale nie zwrócił na to zbyt dużej uwagi, bo przecież takie rzeczy się zdarzały i zwykle nie miały nic wspólnego z niepokojącymi dźwiękami wydobywającymi się zza okien i drzwi. W sumie do tego też był chyba odrobinę przyzwyczajony - do tych dziwnych odgłosów, bo kamienica Bulstrode'ów czasami żyła własnym życiem, a kiedy ktoś był nieostrożny dało się usłyszeć przytłumione kroki w ukrytych przejściach. - Myślisz, że to jakieś stworzenie? - podchwycił jeszcze leniwie jej myśl, samemu nie kwapiąc się by wyjść z lepszym pomysłem, ale zaraz zrewidował swoje słowa bo w salonie rozległo się skrzypnięcie. Wyprostował się automatycznie, marszcząc brwi i odwracając w kierunku z którego dochodził dźwięk.
- Jeśli tak, to nie jesteś po prostu przeklęta, a jesteś klątwą wcieloną.
W przeciwieństwie do niej, jego pierwszym odruchem nie było złapanie za różdżkę. Może zbyt pewnie czuł się w tym miejscu, a może jeszcze nie dowierzał że mieli do czynienia z czymś poważnym. Z czymś, co wymagałoby czarów. Niemniej jednak, kiedy Brenna ruszyła do przodu, podążając za dźwiękiem, ruszył zaraz za nią. Ale w pomieszczeniu wszystko wyglądało dla niego dokładnie tak jak powinno; meble zostały zebrane na środku, przykryte prześcieradłami. Leżały tu jakieś pozostawione narzędzia, w kącie stały rolki tapety, którą została pokryta dopiero jedna ze ścian.
Kiedy zaczął kwestionować, czy może im się nie wydawało, bo przecież nie widział niczego co by przelazło przez te drzwi, doszedł ich kolejny dźwięk z kolejnego pomieszczenia. Coś powoli przemieszczało się dalej, w dół do piwnicy. Po otworzeniu drzwi przywitała ich ciemność; pstryknięcie światła nic nie dało, a włącznik kliknął tylko parę razy głucho, kiedy idący za Brenną Atreus spróbował go użyć.
- Wiesz, jak byłem mały to niechcący zatrzasnąłem się w tej piwnicy. I prawdę powiedziawszy od tamtej pory w niej nie bywałem - mruknął, spoglądając w znajdującą się przed nimi ciemność. Gęstą i lepką, która wydawała się o wiele intensywniejsza niż powinna przy świetle dnia, które wpadało im zza pleców. Przez moment znowu była tylko cisza, a potem usłyszeli pstryknięcie i na dole zapaliło się słabe, migotliwe światło w ciepłym odcieniu. A kiedy zaczęli schodzić w dół, schody zaczęły wydawać im się o wiele dłuższe, niż początkowo mogli zakładać czy to przez wzgląd na architekturę takich domków, czy przez samo światełko, które migotało u ich podnóża.
Bulstrode chyba nawet nie zdawał sobie sprawy z tego, jak wielu rzeczy nie wie o Borginach i ich rodzinie, głównie dlatego że Stanley trzymał wszystko dla siebie, a Anthony o wielu rzeczach nie wiedział. W głowie aurora brakowało informacji na przykład o Crawleyach, a co za tym idzie, morderstwie Susane Borgin, która wyrzekła się swojej rodziny i została za to przykładnie ukarana. Tak samo umykała mu presja pod jaką znajdował się Anthony jako następca w kolejce do zarządzania rodziną, albo tatuaże skrywane pod rękawami. Może gdyby było inaczej to sam w tym momencie podpowiedziałby Brennie to, co w sumie jej samej plątało się po głowie. Że to właśnie Stanley postanowił wziąć wreszcie sprawy w swoje ręce.
- Pazurów? - zmarszczył brwi, czując jak owiewa go ciepłe, sierpniowe powietrze, kiedy na moment zrobił się przeciąg przy otwieraniu i zamykaniu drzwi. Potrząsnął głową, kiedy zadzwoniło mu w uszach, ale nie zwrócił na to zbyt dużej uwagi, bo przecież takie rzeczy się zdarzały i zwykle nie miały nic wspólnego z niepokojącymi dźwiękami wydobywającymi się zza okien i drzwi. W sumie do tego też był chyba odrobinę przyzwyczajony - do tych dziwnych odgłosów, bo kamienica Bulstrode'ów czasami żyła własnym życiem, a kiedy ktoś był nieostrożny dało się usłyszeć przytłumione kroki w ukrytych przejściach. - Myślisz, że to jakieś stworzenie? - podchwycił jeszcze leniwie jej myśl, samemu nie kwapiąc się by wyjść z lepszym pomysłem, ale zaraz zrewidował swoje słowa bo w salonie rozległo się skrzypnięcie. Wyprostował się automatycznie, marszcząc brwi i odwracając w kierunku z którego dochodził dźwięk.
- Jeśli tak, to nie jesteś po prostu przeklęta, a jesteś klątwą wcieloną.
W przeciwieństwie do niej, jego pierwszym odruchem nie było złapanie za różdżkę. Może zbyt pewnie czuł się w tym miejscu, a może jeszcze nie dowierzał że mieli do czynienia z czymś poważnym. Z czymś, co wymagałoby czarów. Niemniej jednak, kiedy Brenna ruszyła do przodu, podążając za dźwiękiem, ruszył zaraz za nią. Ale w pomieszczeniu wszystko wyglądało dla niego dokładnie tak jak powinno; meble zostały zebrane na środku, przykryte prześcieradłami. Leżały tu jakieś pozostawione narzędzia, w kącie stały rolki tapety, którą została pokryta dopiero jedna ze ścian.
Kiedy zaczął kwestionować, czy może im się nie wydawało, bo przecież nie widział niczego co by przelazło przez te drzwi, doszedł ich kolejny dźwięk z kolejnego pomieszczenia. Coś powoli przemieszczało się dalej, w dół do piwnicy. Po otworzeniu drzwi przywitała ich ciemność; pstryknięcie światła nic nie dało, a włącznik kliknął tylko parę razy głucho, kiedy idący za Brenną Atreus spróbował go użyć.
- Wiesz, jak byłem mały to niechcący zatrzasnąłem się w tej piwnicy. I prawdę powiedziawszy od tamtej pory w niej nie bywałem - mruknął, spoglądając w znajdującą się przed nimi ciemność. Gęstą i lepką, która wydawała się o wiele intensywniejsza niż powinna przy świetle dnia, które wpadało im zza pleców. Przez moment znowu była tylko cisza, a potem usłyszeli pstryknięcie i na dole zapaliło się słabe, migotliwe światło w ciepłym odcieniu. A kiedy zaczęli schodzić w dół, schody zaczęły wydawać im się o wiele dłuższe, niż początkowo mogli zakładać czy to przez wzgląd na architekturę takich domków, czy przez samo światełko, które migotało u ich podnóża.