06.09.2024, 19:36 ✶
– Wybacz mi Lottie, ale jako Gryfon naturalnie jestem głuchy na takie zaprzeczenia oczywistej prawdy – odparł szczerząc zęby, bo może I jeśli coś się działo, to Charlotte była idealna osobą do proszenia o pomoc w radzeniu sobie z kłopotami, ale jednak w tym małym aspekcie to on zawsze, ale to zawsze miał rację. I to nie tak, że Charlotte nie była idealna. On był po prostu muzyką płynącą z pianina geniusza muzyki, a ona tą wypływającą spod palców jego najlepszego ucznia, który może i nigdy nie przerośnie mistrza, ale był z nim niemal na równi.
– A może to też właśnie chodzi o to, by zeswatać szybko dzieci i by stały się nieszczęśliwe? Nieszczęśliwymi dziećmi się chyba trochę łatwiej manipuluje, nie sądzisz? — powiedział, uznając że jeśli kiedykolwiek będzie miał dzieci, to absolutnie nie będzie ich zmuszał do jakichkolwiek szybkich ślubów. – Wiesz... Myślę też, że moi rodzice... Oni chyba się martwią. To znaczy... Wojna chyba wbiła im do głowy, że teraz czarodziejskie społeczeństwo potrzebuje szybko stabilizacji i powrotu do tradycji. Tak mi się przynajmniej wydaje, że taką mają logikę, bo wcześniej raczej tacy nie byli. – Nie że była to logika słuszna. Absolutnie nie. – Klęknął chociaż na jedno kolano?
Ned... Ned był sympatyczny, ale mógł jednak czasem nieco się bardziej postarać.
Przekrzywił głowę, aby spojrzeć na nią zaciekawiony. Rodziny na pewno dałyby im pieniądze na udaną podróż podróż poślubną, zwłaszcza jeśli miałoby to nieco bardziej zachęcić młodych do wspólnej przyszłości.
– Lottie, proszę cię, po pierwsze to cała Europa by wiwatowała, że wciąż jestem singlem i wciąż mają u mnie szanse, a po drugie cokolwiek planujesz, chcę brać w tym aktywny udział. Odmawiam roli smutnego narzeczonego. Niech nie myślą, że złamałaś mi serce!
– A może to też właśnie chodzi o to, by zeswatać szybko dzieci i by stały się nieszczęśliwe? Nieszczęśliwymi dziećmi się chyba trochę łatwiej manipuluje, nie sądzisz? — powiedział, uznając że jeśli kiedykolwiek będzie miał dzieci, to absolutnie nie będzie ich zmuszał do jakichkolwiek szybkich ślubów. – Wiesz... Myślę też, że moi rodzice... Oni chyba się martwią. To znaczy... Wojna chyba wbiła im do głowy, że teraz czarodziejskie społeczeństwo potrzebuje szybko stabilizacji i powrotu do tradycji. Tak mi się przynajmniej wydaje, że taką mają logikę, bo wcześniej raczej tacy nie byli. – Nie że była to logika słuszna. Absolutnie nie. – Klęknął chociaż na jedno kolano?
Ned... Ned był sympatyczny, ale mógł jednak czasem nieco się bardziej postarać.
Przekrzywił głowę, aby spojrzeć na nią zaciekawiony. Rodziny na pewno dałyby im pieniądze na udaną podróż podróż poślubną, zwłaszcza jeśli miałoby to nieco bardziej zachęcić młodych do wspólnej przyszłości.
– Lottie, proszę cię, po pierwsze to cała Europa by wiwatowała, że wciąż jestem singlem i wciąż mają u mnie szanse, a po drugie cokolwiek planujesz, chcę brać w tym aktywny udział. Odmawiam roli smutnego narzeczonego. Niech nie myślą, że złamałaś mi serce!