06.09.2024, 19:59 ✶
- Może? Może chciało mnie zeżreć w tym lesie. Albo na tych schodach. Albo chciało dzieciaka, a ja go zabrałam. A może jednak siedziało tutaj, jak coś słyszałeś... Nie mam pojęcia. Ja chyba teraz w ogóle nie myślę jasno - przyznała, bo skoro w domu było COŚ nie mogła udawać, że jest w pełni sił fizczynych i umysłowych. Przy większości osób robiłaby dobrą minę do złej gry, ale w tamtych przypadkach... byłoby to pewnie podyktowane trochę tym, że niektórzy mogliby sami wpaść w panikę, gdyby przyznała, że nie jest w porządku, albo zaczęliby się nad nią trząść, a tu nie spodziewała się takich reakcji. Zresztą ma ile takie udawanie miało sens, skoro Atreus i tak mógłby zobaczyć jej aurę, gdyby tylko zechciał? Nie było tak źle, jak wtedy, gdy siedziała na schodach, ale i gorzej niż kiedy szli razem przez wioskę - i nie miała szans wyłapać w tym wzoru, zwalając to we własnej głowie na to, że działy się... dziwne rzeczy.
Ale to nie przeszkadzało jej rzucać się przodem najpierw za źródłem hałasu, potem w ślad za nim, do piwnicy.
Może w innych okolicznościach uśmiechnęlaby się nawet na tę klątwę wcieloną: a może zaczęłaby się zastanawiać, czy jednak czegoś w tym nie ma. Czy to nie ona sprowadza ludziom pecha na głowy, i to nie tylko złymi decyzjami, ale w jakiś mistyczny sposób. W tej chwili jednak za bardzo skupiała się na otoczeniu.
- To pewnie będziesz musiał wezwać klątwołamacza. Jak uzna, że pozbyć się mnie nie da rady, może odklątwi chociaż dom, bo chyba coś z nim nie tak... - stwierdziła, gdy wyszli na te schody i ktoś, coś, rozpaliło na dole światło, a kiedy pokonała parę stopni zaczęła mieć wrażenie, że wcale, ale to wcale ich nie ubywa.
Każdy rozsądny człowiek wzywałby na tym etapie wsparcie. Ale oni oboje czasem zapominali o rozsądku, a poza tym... to oni też byliby normalnie tym wzywanym wsparciem - przecież właśnie w takich sytuacjach fiukało się przez sieć Fiuu czy teleportowało do ich Departamentu.
Gdzieś z ciemności dobiegł taki dźwięk, jakby coś ostrzyło sobie pazury o ścianę. Nieprzyjemny, wwiercający się w uszy. A przynajmniej usłyszała go Brenna i tym razem szepnęła cicho inkantację lumos, przywołując więcej światła, unosząc różdżkę. Wydobyła z kieszeni lewą ręką jakiegoś cukierka i rzuciła go w dół, po schodach: ot tak, chcąc sprawdzić, czy faktycznie coś z nimi nie tak, czy ona znowu wariuje albo ma omamy.
Zaczynała mieć paskudne wrażenie, że coś ich do tej piwnicy ściąga.
Ale to nie przeszkadzało jej rzucać się przodem najpierw za źródłem hałasu, potem w ślad za nim, do piwnicy.
Może w innych okolicznościach uśmiechnęlaby się nawet na tę klątwę wcieloną: a może zaczęłaby się zastanawiać, czy jednak czegoś w tym nie ma. Czy to nie ona sprowadza ludziom pecha na głowy, i to nie tylko złymi decyzjami, ale w jakiś mistyczny sposób. W tej chwili jednak za bardzo skupiała się na otoczeniu.
- To pewnie będziesz musiał wezwać klątwołamacza. Jak uzna, że pozbyć się mnie nie da rady, może odklątwi chociaż dom, bo chyba coś z nim nie tak... - stwierdziła, gdy wyszli na te schody i ktoś, coś, rozpaliło na dole światło, a kiedy pokonała parę stopni zaczęła mieć wrażenie, że wcale, ale to wcale ich nie ubywa.
Każdy rozsądny człowiek wzywałby na tym etapie wsparcie. Ale oni oboje czasem zapominali o rozsądku, a poza tym... to oni też byliby normalnie tym wzywanym wsparciem - przecież właśnie w takich sytuacjach fiukało się przez sieć Fiuu czy teleportowało do ich Departamentu.
Gdzieś z ciemności dobiegł taki dźwięk, jakby coś ostrzyło sobie pazury o ścianę. Nieprzyjemny, wwiercający się w uszy. A przynajmniej usłyszała go Brenna i tym razem szepnęła cicho inkantację lumos, przywołując więcej światła, unosząc różdżkę. Wydobyła z kieszeni lewą ręką jakiegoś cukierka i rzuciła go w dół, po schodach: ot tak, chcąc sprawdzić, czy faktycznie coś z nimi nie tak, czy ona znowu wariuje albo ma omamy.
Zaczynała mieć paskudne wrażenie, że coś ich do tej piwnicy ściąga.
Don't promise to live forever. Promise to forever live while you're alive.