06.09.2024, 20:00 ✶
– Ah, no cóż mój drogi. To rzeczywiście tragedia, że reszta świata musi żyć w naszym cieniu, ale niestety nie każdej tragedii da się zapobiec, ani zaradzić – oznajmił z udawanym ubolewaniem. Jonathan i tak próbował aktywnie walczyć z jedną nadciągająch tragedii, jaką byli Śmierciożercy i ich lord od siedmiu boleści. Było jednak coś przyjemnego w myśli, że z pewnością za każdym razem, gdy stanie, lub stawał, naprzeciwko tych przeklętych masek skrywający się za nimi tchórze, mieli świadomość, że nie dość, że zaraz przegrają, to jeszcze nigdy nie będą wyglądać przy tym tak dobrze, jak ten który ich pokona. Samego przywódcę ich tego samozwańczego kółka żałosnych czarodziejów też to dotyczyło.
A więc może kiedyś zobaczy Charlotte Crouch - Kelly w worku. Ciekawa perspektywa. Uśmiechnął się na tę myśl.
Do Jonathana dotarło, że w sumie nic nie przychodziło mu do głowy, gdy Jessie spytał się go co miał na myśli, mówiąc o dziwnych rzeczach z krwią, a to mu do tej głowy przyszło zdecydowanie nie nadawało się do wypowiedzenia na głos przy uszach tak młodej osoby, jaką był jego chrześniak.
– A o czym ty pomyślałeś, gdy powiedziałem dziwne rzeczy? – spróbował odbić piłeczkę, przypatrujac mu się z uwagą. Chyba nieco się zgubił w tej dziwnej rozmowie.
Westchnął cicho I pokręcił z niedowierzaniem głową, zakładając ręce na piersi. Naprawdę! Używać jego własnej sztuczki z pełnym imieniem na nim samym! Coś podobnego!
– Jessie, rozumiem czemu nie chcesz jej o tym mówić i mogę obiecać ci, że ja nic nie powiem, ale uważam, że ty powinieneś. A co jeśli ten wampir spotka cię ponownie przy niej i postanowi zrobić coś głupiego, a tylko jedno z was będzie gotowe na potencjalny atak? Albo Charlotte będzie miała możliwość dorwania go, ale tego nie zrobi, bo nie będzie wiedziała, że to on? – Jonathan Selwyn wspinał się w tym momencie na wyżyny hipokryzji, ale przecież jego cudowny chrześniak nie mógł o tym wiedzieć.
A więc może kiedyś zobaczy Charlotte Crouch - Kelly w worku. Ciekawa perspektywa. Uśmiechnął się na tę myśl.
Do Jonathana dotarło, że w sumie nic nie przychodziło mu do głowy, gdy Jessie spytał się go co miał na myśli, mówiąc o dziwnych rzeczach z krwią, a to mu do tej głowy przyszło zdecydowanie nie nadawało się do wypowiedzenia na głos przy uszach tak młodej osoby, jaką był jego chrześniak.
– A o czym ty pomyślałeś, gdy powiedziałem dziwne rzeczy? – spróbował odbić piłeczkę, przypatrujac mu się z uwagą. Chyba nieco się zgubił w tej dziwnej rozmowie.
Westchnął cicho I pokręcił z niedowierzaniem głową, zakładając ręce na piersi. Naprawdę! Używać jego własnej sztuczki z pełnym imieniem na nim samym! Coś podobnego!
– Jessie, rozumiem czemu nie chcesz jej o tym mówić i mogę obiecać ci, że ja nic nie powiem, ale uważam, że ty powinieneś. A co jeśli ten wampir spotka cię ponownie przy niej i postanowi zrobić coś głupiego, a tylko jedno z was będzie gotowe na potencjalny atak? Albo Charlotte będzie miała możliwość dorwania go, ale tego nie zrobi, bo nie będzie wiedziała, że to on? – Jonathan Selwyn wspinał się w tym momencie na wyżyny hipokryzji, ale przecież jego cudowny chrześniak nie mógł o tym wiedzieć.