06.09.2024, 22:49 ✶
– Głuchy na pewne rzeczy jesteś z pewnością. Ślepy w dodatku też – odparła Charlotte nieco kapryśnym tonem, bo oczywiście, że Jonathan był wspaniały, ale miał jedną, niewątpliwą wadę: uparcie nie dostrzegał, że to ona jest tą ładniejszą i inteligentniejszą. Nie tylko z ich dwójki, ale ogólnie ze wszystkich, którzy znali. I z tych, których nie znali też.
Przynajmniej gdy twierdziła, że jest też najskromniejsza, robiła to tylko w żartach.
– To logika bardzo pasująca do mojej matki – przyznała po chwili zamyślenia. – Chociaż chyba nie chciała przesadzić z obawy, że się zbuntuję, skoro wybrała ciebie. A mogłaby próbować mnie wydać za… sama nie wiem, jakiegoś prawdziwego Mulcibera, a nie tylko takiego udawanego? – zastanowiła się na głos i stuknęła go lekko w ramię. Rodzice zdobyli się na zdumiewający jak na nich rozsądek, wybierając kogoś, kogo Charlotte lubiła – kogo żoną pewnie mogłaby nawet zostać w ramach takiego aranżowanego małżeństwa… gdyby nie Ned i gdyby nie to, jak bardzo nie chciała robić tego, czego życzyła sobie matka. – Twoi rodzice czasem bywają w porządku, moja matka prawdopodobnie dawno kazała sobie usunąć serce. Jeśli je kiedykolwiek posiadała.
Charlotte była jeszcze młoda. I kiedyś, w przyszłości, jej boginem miała być ona sama z siwizną i zmarszczkami: teraz jednak, gdy była właśnie za młoda na lękanie się starości, była nim ona sama, tak podobna do matki, że ledwo możliwa do odróżnienia. Łączyło je sporo, więcej niż Crouchówna chciałaby i potrafiła przyznać, i nie była pewna, czy matka nie zdoła przerobić jej w końcu na swój obraz i podobieństwo.
Chociaż męża do tego wybrała zaiste kiepskiego, bo czego jak czego, ale tego, że Jonathan będzie po jej stronie, była pewna. Udowodnił to zresztą zaraz, tak szybko podchwytując słowa Charlotte. Słowa, co do których nie wiedziała sama, czy rzuca je tylko na wiatr, czy faktycznie snuje już plany – czy to był tylko żart, czy może idea, która miała przerodzić się w działanie?
– Wiesz, że wtedy tu zostałbyś z nimi, i to na ciebie byliby wściekli? – spytała, spoglądając na niego, a postanowienie kiełkowało w jej duszy. – Mogłabym zostawić list, że och, uciekam sprzed ołtarza, bo wyglądałeś lepiej ode mnie w szatach ślubnych. Dla ciebie posunęłabym się do tak oczywistego kłamstwa. Nikt by ci nie współczuł, że złamałam ci serce, jestem pewna.
Przynajmniej gdy twierdziła, że jest też najskromniejsza, robiła to tylko w żartach.
– To logika bardzo pasująca do mojej matki – przyznała po chwili zamyślenia. – Chociaż chyba nie chciała przesadzić z obawy, że się zbuntuję, skoro wybrała ciebie. A mogłaby próbować mnie wydać za… sama nie wiem, jakiegoś prawdziwego Mulcibera, a nie tylko takiego udawanego? – zastanowiła się na głos i stuknęła go lekko w ramię. Rodzice zdobyli się na zdumiewający jak na nich rozsądek, wybierając kogoś, kogo Charlotte lubiła – kogo żoną pewnie mogłaby nawet zostać w ramach takiego aranżowanego małżeństwa… gdyby nie Ned i gdyby nie to, jak bardzo nie chciała robić tego, czego życzyła sobie matka. – Twoi rodzice czasem bywają w porządku, moja matka prawdopodobnie dawno kazała sobie usunąć serce. Jeśli je kiedykolwiek posiadała.
Charlotte była jeszcze młoda. I kiedyś, w przyszłości, jej boginem miała być ona sama z siwizną i zmarszczkami: teraz jednak, gdy była właśnie za młoda na lękanie się starości, była nim ona sama, tak podobna do matki, że ledwo możliwa do odróżnienia. Łączyło je sporo, więcej niż Crouchówna chciałaby i potrafiła przyznać, i nie była pewna, czy matka nie zdoła przerobić jej w końcu na swój obraz i podobieństwo.
Chociaż męża do tego wybrała zaiste kiepskiego, bo czego jak czego, ale tego, że Jonathan będzie po jej stronie, była pewna. Udowodnił to zresztą zaraz, tak szybko podchwytując słowa Charlotte. Słowa, co do których nie wiedziała sama, czy rzuca je tylko na wiatr, czy faktycznie snuje już plany – czy to był tylko żart, czy może idea, która miała przerodzić się w działanie?
– Wiesz, że wtedy tu zostałbyś z nimi, i to na ciebie byliby wściekli? – spytała, spoglądając na niego, a postanowienie kiełkowało w jej duszy. – Mogłabym zostawić list, że och, uciekam sprzed ołtarza, bo wyglądałeś lepiej ode mnie w szatach ślubnych. Dla ciebie posunęłabym się do tak oczywistego kłamstwa. Nikt by ci nie współczuł, że złamałam ci serce, jestem pewna.