06.09.2024, 23:12 ✶
Nie odpowiedziała już – przekomarzałaby się może dalej, ale wszystko robiło się trochę zbyt poważne i horrorowate, a ona nie była aż tak pewna siebie czy elokwentna, aby w momentach potencjalnego zagrożenia potrafiła sypać z rękawa złośliwymi ripostami… a i Atreus zdawał się już koncentrować bardziej na dźwiękach i rzeczach, dziejących się w jego domu.
– Nie – przyznała bez oporów. – Miałam wrażenie, że mnożą mi się w oczach.
Nie była nawet pewna, czy on też miał to dziwne wrażenie, co ona – że nagle jakby ich przybywało, że idą jakoś podejrzanie długo. Znów było jej zimno, i też nie była pewna, czy dlatego, że w piwnicy było chłodniej, czy że równowaga, którą prawie już odzyskała na górze, teraz przepadała. Zaczynała mieć wrażenie, że cały ten dzień jest tak przedziwny, że może to był kolejny sen, następna wizja. Może obudzi się zaraz w Warowni, albo na jakimś przeklętym statku lub na plaży. Może nic z tego się nie wydarzyło.
Przystanęła u podnóża schodów i jej spojrzenie przesunęło się po piwnicy. W pierwszej chwili przypatrywała się jego zawartości z kompletnym niezrozumieniem: wyglądało i jak zwykły składzik i… i zupełnie nie, bo ten zwój mógłby chyba równie dobrze spoczywać w podziemiach jakiegoś nawiedzonego zamczyska. Wzdrygnęła się lekko, wyłapując błękitne błyski.
– Poczekaj… – zaczęła, ale Atreus już pomaszerował ku zwojowi, już brał go do ręki, a ona powstrzymała westchnienie. Mogłaby powiedzieć, że pod pewnymi względami przypominał Hadesa McKinnona, i że to chyba Gryfoni mieli biec do przodu na łapu capu, ale w gruncie rzeczy mogła zrozumieć, że on czuł się tutaj znacznie pewniej niż ona. To był dom należący do jego rodziny. Nie spodziewał się pewnie tutaj niczego niebezpiecznego. Sama nie spodziewałaby się czegoś takiego w Warowni. – Em, jesteś pewny, że to tutaj cię zamknięto? I jak bardzo… jak bardzo dziwna jest twoja ciotka?
Słowa Brenny mogły brzmieć dziwacznie, ale gdy podeszła do ściany i przykucnęła, upewniła się, że faktycznie są tutaj runy lub pieczęcie. Nie był to dla niej nowy widok – Morpheus interesował się runami, Thomas pieczętowaniem – ale nie potrafiła ich odczytać ani dezaktywować uruchomionego kręgu.
– Bo wspomniała wam, że ma w piwnicy jakiś dziwny, runiczny krąg, aktywujący się, jak się tu wejdzie, zanim uznała, że możecie tu zamieszkać? – spytała i podniosła się. Kto o zdrowych zmysłach chronił w ten sposób składzik? Jeśli nawet był tu jakiś duch albo potwór, przecież nie zdążyłby postawić pieczęci.
I zdawało się jej, że coś przesunęło pazurem po tych drugich drzwiach, alternatywnym wyjściu z piwnicy… a może przejściu dalej. Skrzywiła się aż lekko, bo dźwięk był nieprzyjemny, z gatunku takich, od których zaczynały boleć zęby. I może też trochę dlatego, że najwyraźniej byli uwięzieni w piwnicy, potencjalnie z jakimś potworem.
– A zawsze miałam Bulstrodów za taką normalną rodzinę – stwierdziła, obracając się do niego. Fanatycy zagadek, ukrytych przejść, trzeba przyznać, że gdy o tym opowiadał, myślała raczej o tajnych pokojach czy tunelach w ścianach, jak w Hogwarcie. Teraz dotarło do niej, że mogła być w tym trochę naiwna – w końcu byli rodem czystej krwi i na pewno zazdrośnie strzegli swoich tajemnic.
Zagadka brzmiała absurdalnie.
Ale Brenna też lubiła zagadki.
I przede wszystkim lubiła Tolkiena, i teraz natychmiast w jej głowie rozbrzmiało: powiedz „Przyjacielu”…
– Bardzo durnie zabrzmię, jak powiem, że może rozwiązanie to faktycznie odpowiedź? Znaczy się… jestem odpowiedzią? – zasugerowała niepewnie, podchodząc bliżej.
– Nie – przyznała bez oporów. – Miałam wrażenie, że mnożą mi się w oczach.
Nie była nawet pewna, czy on też miał to dziwne wrażenie, co ona – że nagle jakby ich przybywało, że idą jakoś podejrzanie długo. Znów było jej zimno, i też nie była pewna, czy dlatego, że w piwnicy było chłodniej, czy że równowaga, którą prawie już odzyskała na górze, teraz przepadała. Zaczynała mieć wrażenie, że cały ten dzień jest tak przedziwny, że może to był kolejny sen, następna wizja. Może obudzi się zaraz w Warowni, albo na jakimś przeklętym statku lub na plaży. Może nic z tego się nie wydarzyło.
Przystanęła u podnóża schodów i jej spojrzenie przesunęło się po piwnicy. W pierwszej chwili przypatrywała się jego zawartości z kompletnym niezrozumieniem: wyglądało i jak zwykły składzik i… i zupełnie nie, bo ten zwój mógłby chyba równie dobrze spoczywać w podziemiach jakiegoś nawiedzonego zamczyska. Wzdrygnęła się lekko, wyłapując błękitne błyski.
– Poczekaj… – zaczęła, ale Atreus już pomaszerował ku zwojowi, już brał go do ręki, a ona powstrzymała westchnienie. Mogłaby powiedzieć, że pod pewnymi względami przypominał Hadesa McKinnona, i że to chyba Gryfoni mieli biec do przodu na łapu capu, ale w gruncie rzeczy mogła zrozumieć, że on czuł się tutaj znacznie pewniej niż ona. To był dom należący do jego rodziny. Nie spodziewał się pewnie tutaj niczego niebezpiecznego. Sama nie spodziewałaby się czegoś takiego w Warowni. – Em, jesteś pewny, że to tutaj cię zamknięto? I jak bardzo… jak bardzo dziwna jest twoja ciotka?
Słowa Brenny mogły brzmieć dziwacznie, ale gdy podeszła do ściany i przykucnęła, upewniła się, że faktycznie są tutaj runy lub pieczęcie. Nie był to dla niej nowy widok – Morpheus interesował się runami, Thomas pieczętowaniem – ale nie potrafiła ich odczytać ani dezaktywować uruchomionego kręgu.
– Bo wspomniała wam, że ma w piwnicy jakiś dziwny, runiczny krąg, aktywujący się, jak się tu wejdzie, zanim uznała, że możecie tu zamieszkać? – spytała i podniosła się. Kto o zdrowych zmysłach chronił w ten sposób składzik? Jeśli nawet był tu jakiś duch albo potwór, przecież nie zdążyłby postawić pieczęci.
I zdawało się jej, że coś przesunęło pazurem po tych drugich drzwiach, alternatywnym wyjściu z piwnicy… a może przejściu dalej. Skrzywiła się aż lekko, bo dźwięk był nieprzyjemny, z gatunku takich, od których zaczynały boleć zęby. I może też trochę dlatego, że najwyraźniej byli uwięzieni w piwnicy, potencjalnie z jakimś potworem.
– A zawsze miałam Bulstrodów za taką normalną rodzinę – stwierdziła, obracając się do niego. Fanatycy zagadek, ukrytych przejść, trzeba przyznać, że gdy o tym opowiadał, myślała raczej o tajnych pokojach czy tunelach w ścianach, jak w Hogwarcie. Teraz dotarło do niej, że mogła być w tym trochę naiwna – w końcu byli rodem czystej krwi i na pewno zazdrośnie strzegli swoich tajemnic.
Zagadka brzmiała absurdalnie.
Ale Brenna też lubiła zagadki.
I przede wszystkim lubiła Tolkiena, i teraz natychmiast w jej głowie rozbrzmiało: powiedz „Przyjacielu”…
– Bardzo durnie zabrzmię, jak powiem, że może rozwiązanie to faktycznie odpowiedź? Znaczy się… jestem odpowiedzią? – zasugerowała niepewnie, podchodząc bliżej.
Don't promise to live forever. Promise to forever live while you're alive.