06.09.2024, 23:38 ✶
Podróże sprzyjały nie tylko poznawaniu czarodziejskich zwyczajów i kultury w innych krajach czy kontynentach, ale żeby mieć pełen obraz Thomas sięgał bardzo chętnie po mugolski książki historyczne i nie tylko. Lubił mieć pełen obraz i wiedzieć więcej - szczególnie, że nie pochodził z czystokrwistej rodziny, przez co od małego miał zaszczepione zaciekawienie do mogolskich spraw. Nadal uważał, że czarodzieje tracą dużo pięknej muzyki, która jest tworzona przez mugoli właśnie.
Pamiętał ten szok, kiedy po raz pierwszy zawitał do niewielkiej afrykańskiej wioski - brakowało tam wszystkiego, a woda była luksusem, który nie zawsze był dostępny. Podróżując widział niezliczoną ilość cierpienia - nadal nie potrafił zrozumieć jak tak losowa rzecz jak miejsce urodzenia czasami wyznaczał oczy ktoś dożyje dziesięciu lat czy będzie w męczarniach dogorywał w wieku dziecięcym. Potrząsnął głową odganiając od siebie te myśli.
- Tak jakbyś potrafiła, nie jesteście w stanie przestać mnie kochać i za mną tęsknić - powiedział z pewnym siebie uśmiechem, oboje mogli grać w te grę, szczególnie, że Thomas uwielbiał te potyczki. - Tak jak i ja was. - dodał już bez żartu w głosie, aby zaraz rzucić kolejnym, przecież nie mogli tu siedzieć i ckliwie mówić o tym jak to za sobą tęsknili. - Niedługo będziecie mieć mnie dosyć i sami mnie gdzieś wyślecie - chichot jednak ugrzązł mu już w gardle przez nieproszonego gościa.
- Jeżeli już ktoś ma na ciebie patrzeć z góry - zaczął wyraźnie już poirytowany i nie zamierzał tego ukrywać, ta baba nie dość, że naruszyła ich prywatność to jeszcze śmiała rzucać oskarżeniami. Co mówiła o nim miał w głębokim poważaniu, ale nie pozwoli tak bezpodstawnie rzucać słowami w Brennę. - To nie z powodu twojego statusu krwi, którego notabene nie masz wypisanego na czole. Ale przez tego martwego ptaka na głowie. Doprawdy to już nie epoka wiktoriańska - dodał, bo w pierwszym odruchu chciał wyciągnąć różdżkę i położyć na stole dłoń, która ją trzymała. No ale to nie był najmądrzejszy ruch tak otwarcie komuś grozić z tyloma gapiami wokół i przedstawicielką służb strzegących prawa siedzącą naprzeciwko - dlatego postanowił poprzestać na słownym wyrażeniu dezaprobaty. Przewrócił oczami i zerknął na swoją towarzyszkę - gdyby nie fakt, że już zamówili i dostali jedzenie to najzwyczajniej w świecie by ją stąd zabrał.
- Ciężko ignorować kogoś, kto przeszkadza innym, myślisz, ze przyprawiając nieznajomych o zgagę sprawisz, że zyskasz jakichkolwiek sojuszników? - rzucił jeszcze marszcząc brwi, kwestia tego, że ani Brenna ani Thomas nie potrzebowali jakiejkolwiek zachęty do walki nie byłą czymś co pragnął i zamierzał tu poruszać.
Pamiętał ten szok, kiedy po raz pierwszy zawitał do niewielkiej afrykańskiej wioski - brakowało tam wszystkiego, a woda była luksusem, który nie zawsze był dostępny. Podróżując widział niezliczoną ilość cierpienia - nadal nie potrafił zrozumieć jak tak losowa rzecz jak miejsce urodzenia czasami wyznaczał oczy ktoś dożyje dziesięciu lat czy będzie w męczarniach dogorywał w wieku dziecięcym. Potrząsnął głową odganiając od siebie te myśli.
- Tak jakbyś potrafiła, nie jesteście w stanie przestać mnie kochać i za mną tęsknić - powiedział z pewnym siebie uśmiechem, oboje mogli grać w te grę, szczególnie, że Thomas uwielbiał te potyczki. - Tak jak i ja was. - dodał już bez żartu w głosie, aby zaraz rzucić kolejnym, przecież nie mogli tu siedzieć i ckliwie mówić o tym jak to za sobą tęsknili. - Niedługo będziecie mieć mnie dosyć i sami mnie gdzieś wyślecie - chichot jednak ugrzązł mu już w gardle przez nieproszonego gościa.
- Jeżeli już ktoś ma na ciebie patrzeć z góry - zaczął wyraźnie już poirytowany i nie zamierzał tego ukrywać, ta baba nie dość, że naruszyła ich prywatność to jeszcze śmiała rzucać oskarżeniami. Co mówiła o nim miał w głębokim poważaniu, ale nie pozwoli tak bezpodstawnie rzucać słowami w Brennę. - To nie z powodu twojego statusu krwi, którego notabene nie masz wypisanego na czole. Ale przez tego martwego ptaka na głowie. Doprawdy to już nie epoka wiktoriańska - dodał, bo w pierwszym odruchu chciał wyciągnąć różdżkę i położyć na stole dłoń, która ją trzymała. No ale to nie był najmądrzejszy ruch tak otwarcie komuś grozić z tyloma gapiami wokół i przedstawicielką służb strzegących prawa siedzącą naprzeciwko - dlatego postanowił poprzestać na słownym wyrażeniu dezaprobaty. Przewrócił oczami i zerknął na swoją towarzyszkę - gdyby nie fakt, że już zamówili i dostali jedzenie to najzwyczajniej w świecie by ją stąd zabrał.
- Ciężko ignorować kogoś, kto przeszkadza innym, myślisz, ze przyprawiając nieznajomych o zgagę sprawisz, że zyskasz jakichkolwiek sojuszników? - rzucił jeszcze marszcząc brwi, kwestia tego, że ani Brenna ani Thomas nie potrzebowali jakiejkolwiek zachęty do walki nie byłą czymś co pragnął i zamierzał tu poruszać.