07.09.2024, 00:28 ✶
W piwnicy owszem, było chłodniej, ale nie była to aż tak wyraźna zmiana. Bardziej wyczuwało się panującą tutaj wilgoć i zapach starych mebli; drewna, zwiniętych w rulon dywanów czy ustawionych w kącie obrazów. Nic nadzwyczajnego, oczywiście pomijając fakt, że właśnie zostali zamknięci w jakimś magicznym lochu, gdzie torturą były zagadki, a przynajmniej tak to nieco widział Atreus, kiedy dotarło do niego co trzyma w rękach. Ale przecież mógł się tego spodziewać, bo rzeczona cioteczka, która to wszystko w spadku zostawiła, nie była jakąś szaloną spowinowaconą, a panią Bulstrode z krwi i kości.
Poczekaj, natomiast, nie znajdowało się w słowniku Atreusa jako słowo, na które reagował bezwarunkowo. Mógł co najwyżej się na nią obejrzeć nieco przez ramię, robiąc kolejne kroki i tylko dlatego że miała dookoła siebie tę charakterystyczną aurę, a nie dlatego że uważał że nie powinien iść do przodu z jakiegoś innego powodu. Dla niego sprawa była prosta - skoro nie mogli się cofnąć, to pozostawała jedna droga. Bo co mogło im się tutaj stać? Umrą?
- Nie pamiętam - odparł nieco ponuro, czując że coś mu umyka. Że jest to podobne uczucie, jakie miał jeszcze na plaży, ale też nie dokładnie takie samo. To było jak wspomnienie wspomnienia; tego momentu kiedy wspomnienie miało do niego przyjść, ale je odrzucił. Wiedział, że był w tej piwnicy tylko dlatego, bo był w stanie przywołać anegdotkę, którą czasem przytaczał jego jego ojciec. Ale jak się w niej znalazł ale co tam było? Już nie. - Ma na nazwisko Bulstrode - odpowiedział jej tylko, spoglądając to na nią wymownie, jakby miało to wytłumaczyć wszystko, co mogło ich spotkać w tej piwniczce i jakby zapominając że tym jednym zdaniem podsumowywał właśnie siebie. W sumie po nim można się było spodziewać jeszcze gorszych rzeczy, bo dochodziła do tego krew Prewettów.
Atreus bardzo chciał w tym momencie, by jego krewna wykazała przynajmniej odrobinę dobrej woli i komukolwiek powiedziała o tej małej niespodziance, ale niestety - absolutnie nic o tym nie wiedział. I nie chodziło o to, że nie pamiętał swojego pobytu w piwniczce, a o fakt że nikt o tym przy nim ostatnio nie rozmawiał. Wątpił, żeby matka mu o tym nie powiedziała chociaż... jak się tak zaczął nad tym zastanawiać, to równie dobrze mogła się założyć czy stąd w ogóle uda mu się wyjść bez wzywania pomocy.
Skrzywił się jak na komendę, kiedy znajomy dźwięk znowu się odezwał, i tym razem poza zasięgiem ich wzroku. Coś czaiło się w cieniu, za drzwiami, umykało im a jednocześnie czekało na nich nieustannie. Drażniło i jednocześnie prowokowało, a mimo tego jak wyraźnie brzmiały te dźwięki, jak bardzo bolały od nich zęby, to był absolutnie pewien że po drugiej stronie drzwi znowu nic nie będzie. O ile w ogóle uda im się je otworzyć.
Rozłożył ręce, trochę jakby ją właśnie przepraszał, że Bulstrode'owie nie spełniają pewnych oczekiwań, albo i prezentował jej że oto właśnie jest on, wpisany w ten cały obrazek zagadek, rodzinnej dziwności i no niestety, nie zmieni tego nawet jakby chciał. Mógłby jej jakoś wymownie zasugerować, że jeszcze mogła się wycofać z tego co mogło między nimi być, ale no niestety - z zamkniętymi na głucho drzwiami do piwnicy i runicznym kręgiem nawet nie próbował o tym żartować.
- Wiesz co...? - zaczął, trochę się wahając, kiedy usłyszał jej odpowiedź, ale wtedy znowu rozległo się pstryknięcie, dokładnie takie samo jak kiedy zaczęli schodzić po schodach. Drzwi prowadzące z pomieszczenia zgrzytnęły i uchyliły się nieco, a blade światło run zamigało. Część z nich wygasiła się - akurat te, które prowadziły do drzwi w głąb piwnicy. - To akurat bardzo dobra odpowiedź, ale chyba muszę cię ostrzec, że te zagadki to są zazwyczaj jednej próby. Znaczy, znając moją rodzinę... - skrzywił się nieco, zwinął zwój na ciasno, a potem rzucił go w kierunku jednego ze zwiniętych niedbale dywanów. Zwój odbił się od ściany i wsunął do środka.
Uśmiechnął się do niej blado, spoglądając jeszcze na moment w stronę z której weszli do piwnicy, a potem przesunął się tam, do samych runicznych znaków. Nie znał ich i nawet nie próbował ich odczytać, ale co zrobił to wyciągnął rękę w kierunku schodów. Runy zasyczały ostrzegawczo, a kiedy jego dłoń znalazła się w punkcie równoległym do krawędzi ściany, magia trzepnęła go niewinnie, jasno jednak ostrzegając że przejścia w tamtą stronę faktycznie nie było. Westchnął i wrócił do Longbottom, ujmując ją za dłoń i ciągnąc za sobą w stronę drzwi.
- Droga jest jedna, czyli do przodu. Rozwiążemy je, czy nie, pewnie i tak uda nam się stąd wyjść. Ale wolę wiesz... w jednym kawałku - uprzedził tylko, otwierając drzwi i przekraczając ich próg.
Schemat powtórzył się; runy zamigotały, a drzwi za nimi zatrzasnęły się, kiedy znaleźli się parę kroków za nimi. To pomieszczenie było niemal całkowicie puste; przed nimi znajdował się pas niezagospodarowanej podłogi, ale dalej mieli przed sobą planszę. Składała się z kwadratów ustawionych w pięciu rzędach i kolumnach, na których znajdowały się poszczególne litery alfabetu, rozrzucone bez ładu i składu. Po chwili przyglądania się kafelkom, oboje mogli zauważyć, że nie przylegały one ciasno do podłogi; odstawały od niej ledwo zauważalnie, a między nimi znajdowały się niewielkie przestrzenie, sugerujące że mógł być to jakiś rodzaj mechanizmu. Przed nimi natomiast, po drugiej stronie planszy, znajdowały się kolejne drzwi nad którymi widniał napis; Przejdą tylko ci, którzy ten przybytek wznieśli.
Poczekaj, natomiast, nie znajdowało się w słowniku Atreusa jako słowo, na które reagował bezwarunkowo. Mógł co najwyżej się na nią obejrzeć nieco przez ramię, robiąc kolejne kroki i tylko dlatego że miała dookoła siebie tę charakterystyczną aurę, a nie dlatego że uważał że nie powinien iść do przodu z jakiegoś innego powodu. Dla niego sprawa była prosta - skoro nie mogli się cofnąć, to pozostawała jedna droga. Bo co mogło im się tutaj stać? Umrą?
- Nie pamiętam - odparł nieco ponuro, czując że coś mu umyka. Że jest to podobne uczucie, jakie miał jeszcze na plaży, ale też nie dokładnie takie samo. To było jak wspomnienie wspomnienia; tego momentu kiedy wspomnienie miało do niego przyjść, ale je odrzucił. Wiedział, że był w tej piwnicy tylko dlatego, bo był w stanie przywołać anegdotkę, którą czasem przytaczał jego jego ojciec. Ale jak się w niej znalazł ale co tam było? Już nie. - Ma na nazwisko Bulstrode - odpowiedział jej tylko, spoglądając to na nią wymownie, jakby miało to wytłumaczyć wszystko, co mogło ich spotkać w tej piwniczce i jakby zapominając że tym jednym zdaniem podsumowywał właśnie siebie. W sumie po nim można się było spodziewać jeszcze gorszych rzeczy, bo dochodziła do tego krew Prewettów.
Atreus bardzo chciał w tym momencie, by jego krewna wykazała przynajmniej odrobinę dobrej woli i komukolwiek powiedziała o tej małej niespodziance, ale niestety - absolutnie nic o tym nie wiedział. I nie chodziło o to, że nie pamiętał swojego pobytu w piwniczce, a o fakt że nikt o tym przy nim ostatnio nie rozmawiał. Wątpił, żeby matka mu o tym nie powiedziała chociaż... jak się tak zaczął nad tym zastanawiać, to równie dobrze mogła się założyć czy stąd w ogóle uda mu się wyjść bez wzywania pomocy.
Skrzywił się jak na komendę, kiedy znajomy dźwięk znowu się odezwał, i tym razem poza zasięgiem ich wzroku. Coś czaiło się w cieniu, za drzwiami, umykało im a jednocześnie czekało na nich nieustannie. Drażniło i jednocześnie prowokowało, a mimo tego jak wyraźnie brzmiały te dźwięki, jak bardzo bolały od nich zęby, to był absolutnie pewien że po drugiej stronie drzwi znowu nic nie będzie. O ile w ogóle uda im się je otworzyć.
Rozłożył ręce, trochę jakby ją właśnie przepraszał, że Bulstrode'owie nie spełniają pewnych oczekiwań, albo i prezentował jej że oto właśnie jest on, wpisany w ten cały obrazek zagadek, rodzinnej dziwności i no niestety, nie zmieni tego nawet jakby chciał. Mógłby jej jakoś wymownie zasugerować, że jeszcze mogła się wycofać z tego co mogło między nimi być, ale no niestety - z zamkniętymi na głucho drzwiami do piwnicy i runicznym kręgiem nawet nie próbował o tym żartować.
- Wiesz co...? - zaczął, trochę się wahając, kiedy usłyszał jej odpowiedź, ale wtedy znowu rozległo się pstryknięcie, dokładnie takie samo jak kiedy zaczęli schodzić po schodach. Drzwi prowadzące z pomieszczenia zgrzytnęły i uchyliły się nieco, a blade światło run zamigało. Część z nich wygasiła się - akurat te, które prowadziły do drzwi w głąb piwnicy. - To akurat bardzo dobra odpowiedź, ale chyba muszę cię ostrzec, że te zagadki to są zazwyczaj jednej próby. Znaczy, znając moją rodzinę... - skrzywił się nieco, zwinął zwój na ciasno, a potem rzucił go w kierunku jednego ze zwiniętych niedbale dywanów. Zwój odbił się od ściany i wsunął do środka.
Uśmiechnął się do niej blado, spoglądając jeszcze na moment w stronę z której weszli do piwnicy, a potem przesunął się tam, do samych runicznych znaków. Nie znał ich i nawet nie próbował ich odczytać, ale co zrobił to wyciągnął rękę w kierunku schodów. Runy zasyczały ostrzegawczo, a kiedy jego dłoń znalazła się w punkcie równoległym do krawędzi ściany, magia trzepnęła go niewinnie, jasno jednak ostrzegając że przejścia w tamtą stronę faktycznie nie było. Westchnął i wrócił do Longbottom, ujmując ją za dłoń i ciągnąc za sobą w stronę drzwi.
- Droga jest jedna, czyli do przodu. Rozwiążemy je, czy nie, pewnie i tak uda nam się stąd wyjść. Ale wolę wiesz... w jednym kawałku - uprzedził tylko, otwierając drzwi i przekraczając ich próg.
Schemat powtórzył się; runy zamigotały, a drzwi za nimi zatrzasnęły się, kiedy znaleźli się parę kroków za nimi. To pomieszczenie było niemal całkowicie puste; przed nimi znajdował się pas niezagospodarowanej podłogi, ale dalej mieli przed sobą planszę. Składała się z kwadratów ustawionych w pięciu rzędach i kolumnach, na których znajdowały się poszczególne litery alfabetu, rozrzucone bez ładu i składu. Po chwili przyglądania się kafelkom, oboje mogli zauważyć, że nie przylegały one ciasno do podłogi; odstawały od niej ledwo zauważalnie, a między nimi znajdowały się niewielkie przestrzenie, sugerujące że mógł być to jakiś rodzaj mechanizmu. Przed nimi natomiast, po drugiej stronie planszy, znajdowały się kolejne drzwi nad którymi widniał napis; Przejdą tylko ci, którzy ten przybytek wznieśli.
plansza