07.09.2024, 00:35 ✶
(Ten post był ostatnio modyfikowany: 07.09.2024, 00:44 przez Thomas Figg.)
Popatrzył z uwagą na kobietę, kiedy opowiadała historię naszyjnika i pary z nim związanej. Wbrew pozorom ,nawet takie błahostki były niezwykle istotne jeżeli chodzi o łamanie klątw. Diabeł tkwił w szczegółach i nawet niepozorna informacja mogła być istotna dla niego w całym procesie.
- Cóż, jeżeli coś pójdzie nie tak to Brenna szybko się dowie, w drugim wydaniu również - stwierdził z rozbawieniem, bo z panną Longbottom widział się dość często. A skoro ona była podczas znalezienia tego amuletu to zapewne nie ominie go pytanie dokładnie jak poszło łamanie klątwy,
Uwijał się jak w ukropie, musiał naprędce nakreślić nowy, bardziej skomplikowany wzór n a ziemi przy użyciu swojej różdżki. Doprawdy nie lubił takich niespodzianek, zupełnie jakby jego różdżka nie zadziałała jak powinna? Czyżby złą ilośc razy powtórzył mantrę rytuału? Nie miał czasu nad tym się zastanawiać, musiał szybciej i sprawniej działać. Tak samo jak wytyczył kręgi, tak samo różdżką rozstawił świeczki i zapalił je. Czas go naglił ,ale nie mógł przyspieszyć rytuału, ale był coraz bardziej gotowy.
Złamanie klątwy:
Poczuł dziwne mrowienie na karku, kiedy tak kończył rytuał i przygotowywał się do rzucenia zaklęcia, zupełnie jakby coś miało pójść nie tak. Cóż, był z takim obrotem spraw zawsze pogodzony, jeżeli zaglądało się do paszczy bestii to nie można było być zdziwionym, że w końcu odgryzłaby mu głowę.
Ale nie tym razem, nie tutaj i nie dzisiaj. Moc zaklęcia otoczyła amulet wygaszając jego poświatę. Świece buchnęły ogniem większym niż one same wypalając się w zatrważającym tempie, a po polanie potoczył się przeraźliwy, głośny pisk - jakby ktoś szurał widelcem po talerzu. A potem nagle rozbłysnęło jaskrawe-czerwone światło, wypalone świece zgasły i wszystko ustało. Zarówno Thomas jak i Olivia usłyszeli ciche "dziękuję", ale czy faktycznie ktoś coś takiego powiedział, czy to była jedynie ich wyobraźnia?
Amulet spadł na ziemię, a Thomas ruchem różdżki pozbył się kręgów i resztek wosku. Podszedł do przedmiotu, i nachylił się nad nim. Powoli i ostrożnie wziął go do ręki - czuł jedynie chłód metalu, to na powrót był zwyczajny element biżuterii. Uniósł w górę głowę i przez korony drzew popatrzył na chmury leniwie sunące po niebie. Zaśmiał się, jakby z ulgą, w końcu udało mu się wykonać zadanie.
- Jest czysty, nikomu już nic nie grozi - powiedział podnosząc się i podchodząc do Quirke, aby na wyciągniętej dłoni ofiarować jej amulet.
- Cóż, jeżeli coś pójdzie nie tak to Brenna szybko się dowie, w drugim wydaniu również - stwierdził z rozbawieniem, bo z panną Longbottom widział się dość często. A skoro ona była podczas znalezienia tego amuletu to zapewne nie ominie go pytanie dokładnie jak poszło łamanie klątwy,
Uwijał się jak w ukropie, musiał naprędce nakreślić nowy, bardziej skomplikowany wzór n a ziemi przy użyciu swojej różdżki. Doprawdy nie lubił takich niespodzianek, zupełnie jakby jego różdżka nie zadziałała jak powinna? Czyżby złą ilośc razy powtórzył mantrę rytuału? Nie miał czasu nad tym się zastanawiać, musiał szybciej i sprawniej działać. Tak samo jak wytyczył kręgi, tak samo różdżką rozstawił świeczki i zapalił je. Czas go naglił ,ale nie mógł przyspieszyć rytuału, ale był coraz bardziej gotowy.
Złamanie klątwy:
Rzut Z 1d100 - 11
Akcja nieudana
Akcja nieudana
Rzut Z 1d100 - 82
Sukces!
Sukces!
Poczuł dziwne mrowienie na karku, kiedy tak kończył rytuał i przygotowywał się do rzucenia zaklęcia, zupełnie jakby coś miało pójść nie tak. Cóż, był z takim obrotem spraw zawsze pogodzony, jeżeli zaglądało się do paszczy bestii to nie można było być zdziwionym, że w końcu odgryzłaby mu głowę.
Ale nie tym razem, nie tutaj i nie dzisiaj. Moc zaklęcia otoczyła amulet wygaszając jego poświatę. Świece buchnęły ogniem większym niż one same wypalając się w zatrważającym tempie, a po polanie potoczył się przeraźliwy, głośny pisk - jakby ktoś szurał widelcem po talerzu. A potem nagle rozbłysnęło jaskrawe-czerwone światło, wypalone świece zgasły i wszystko ustało. Zarówno Thomas jak i Olivia usłyszeli ciche "dziękuję", ale czy faktycznie ktoś coś takiego powiedział, czy to była jedynie ich wyobraźnia?
Amulet spadł na ziemię, a Thomas ruchem różdżki pozbył się kręgów i resztek wosku. Podszedł do przedmiotu, i nachylił się nad nim. Powoli i ostrożnie wziął go do ręki - czuł jedynie chłód metalu, to na powrót był zwyczajny element biżuterii. Uniósł w górę głowę i przez korony drzew popatrzył na chmury leniwie sunące po niebie. Zaśmiał się, jakby z ulgą, w końcu udało mu się wykonać zadanie.
- Jest czysty, nikomu już nic nie grozi - powiedział podnosząc się i podchodząc do Quirke, aby na wyciągniętej dłoni ofiarować jej amulet.