07.09.2024, 00:45 ✶
– Wolę selekcjonować tych mniej inteligentnych stażystów raczej poprzez egzaminy i udział w sekcjach niż przydzielanie morderczych zadań tym głupszym. Ale jeśli coś jest potencjalnie zbyt niebezpieczne dla nich, a są… inne sposoby, zapewne jest zbyt niebezpieczne i dla nas.
Większość stażystów nie cierpiała Florence. Była wymagająca i bywała złośliwa. Umiała zrobić nagłe dyktando z nazw składników eliksirów jako wejściówkę na zajęcia z podstaw klątwołamania. Na prośbę o punkty dodatkowe za ładny uśmiech sugerować, że skoro komuś takich potrzeba, lepiej ten uśmiech wykorzysta w castingu na modela Rosierów niż na sali wykładowej. Rzadko miała dla nich dobre słowo i surowo wytykała wszystkie błędy. Ale jednocześnie rzadko traktowała ich jak idiotów: i naprawdę zupełnie jej nie obchodziło, z jakich pochodzą rodzin, jaki jest status ich krwi i ile mają pieniędzy. Mieli opanować potrzebne zaklęcia, nazwy eliksirów i postępowanie właściwe przy różnych przypadkach obrażeń magicznych. Nie było tu jednak miejsca na zmiłowanie – ich niedociągnięcia mogły narazić czyjeś zdrowie albo nawet życie.
Skinęła jednak głową, kiedy Ambroise uznał, że jednak ryzyko nie jest aż wielkie, ostatecznie nie upierając się przy ściąganiu dodatkowej pomocy, póki nie spróbuje – może postanowiła zaufać jego profesjonalnemu osądowi jako nie tylko uzdrowiciela, ale też do pewnego stopnia magobotanika.
A jeśli szło o wielką inwentaryzację… nie chodziło tylko o sytuacje takie jak ta, choć to było kluczowe: że ktoś nie zgłosi zapotrzebowania, bo według informacji eliksiry są, a potem okaże się, że ich jednak nie ma, w kluczowej sytuacji. Nie chodziło też o zamiłowanie Florence do porządku ani nawet o to, że ktoś – albo kilka osób – zaniedbywał tutaj swoje obowiązki. Chodziło to, że ktoś mógł okradać szpital. Okradając szpital, okradał pacjentów. A także swoich kolegów z pracy, bo przecież musiał to być któryś z pracowników. Takie zbrodnie, bo inaczej nie dało się tego nazwać, w oczach Florence należało karać z całą surowością.
Po kolei przerzucała resztki roślin od pojemnika, ale to małe zwycięstwo okazało się niezbyt satysfakcjonujące, gdy Ambroise powiedział, że wymagało całej zawartości jednej z zaledwie dwóch fiolek. Florence spochmurniała wyraźnie: szczerze wątpiła, aby mieli dość eliksiru na pozbycie się pnączy z jej gabinetu.
– W takim razie pójdę do kierownika oddziału i zobaczymy, co uda się zrobić – zgodziła się, zerkając na zegarek, bo oczywiście, skoro umawiali się tutaj za kwadrans, zamierzała wrócić za piętnaście minut, ani minuty później. Jeżeli kierownik nie zechciałby z nią rozmawiać, mogła spróbować u kilku innych osób. Florence potrafiła mieć siłę przebicia taranu, jeżeli na czymś naprawdę jej zależało.
Odeszła więc szybkim krokiem, w stronę gabinetu kierownika – do którego wpakowała się moment później dość bezceremonialnie, by przedstawić naturę problemu. Cóż, chyba niezbyt go zaskoczyła – wszak takie rzeczy zdarzały się w Mungu. I równo kwadrans później pojawiła się z powrotem pod drzwiami swojego nieszczęsnego gabinetu, z komunikatem, że Brygadę Uderzeniową powiadomiono, mają przybyć, by dowiedzieć się więcej o morderczej potencjalnie klątwie i być może pomóc w pozbyciu się potencjalnie morderczych pędów…
Większość stażystów nie cierpiała Florence. Była wymagająca i bywała złośliwa. Umiała zrobić nagłe dyktando z nazw składników eliksirów jako wejściówkę na zajęcia z podstaw klątwołamania. Na prośbę o punkty dodatkowe za ładny uśmiech sugerować, że skoro komuś takich potrzeba, lepiej ten uśmiech wykorzysta w castingu na modela Rosierów niż na sali wykładowej. Rzadko miała dla nich dobre słowo i surowo wytykała wszystkie błędy. Ale jednocześnie rzadko traktowała ich jak idiotów: i naprawdę zupełnie jej nie obchodziło, z jakich pochodzą rodzin, jaki jest status ich krwi i ile mają pieniędzy. Mieli opanować potrzebne zaklęcia, nazwy eliksirów i postępowanie właściwe przy różnych przypadkach obrażeń magicznych. Nie było tu jednak miejsca na zmiłowanie – ich niedociągnięcia mogły narazić czyjeś zdrowie albo nawet życie.
Skinęła jednak głową, kiedy Ambroise uznał, że jednak ryzyko nie jest aż wielkie, ostatecznie nie upierając się przy ściąganiu dodatkowej pomocy, póki nie spróbuje – może postanowiła zaufać jego profesjonalnemu osądowi jako nie tylko uzdrowiciela, ale też do pewnego stopnia magobotanika.
A jeśli szło o wielką inwentaryzację… nie chodziło tylko o sytuacje takie jak ta, choć to było kluczowe: że ktoś nie zgłosi zapotrzebowania, bo według informacji eliksiry są, a potem okaże się, że ich jednak nie ma, w kluczowej sytuacji. Nie chodziło też o zamiłowanie Florence do porządku ani nawet o to, że ktoś – albo kilka osób – zaniedbywał tutaj swoje obowiązki. Chodziło to, że ktoś mógł okradać szpital. Okradając szpital, okradał pacjentów. A także swoich kolegów z pracy, bo przecież musiał to być któryś z pracowników. Takie zbrodnie, bo inaczej nie dało się tego nazwać, w oczach Florence należało karać z całą surowością.
Po kolei przerzucała resztki roślin od pojemnika, ale to małe zwycięstwo okazało się niezbyt satysfakcjonujące, gdy Ambroise powiedział, że wymagało całej zawartości jednej z zaledwie dwóch fiolek. Florence spochmurniała wyraźnie: szczerze wątpiła, aby mieli dość eliksiru na pozbycie się pnączy z jej gabinetu.
– W takim razie pójdę do kierownika oddziału i zobaczymy, co uda się zrobić – zgodziła się, zerkając na zegarek, bo oczywiście, skoro umawiali się tutaj za kwadrans, zamierzała wrócić za piętnaście minut, ani minuty później. Jeżeli kierownik nie zechciałby z nią rozmawiać, mogła spróbować u kilku innych osób. Florence potrafiła mieć siłę przebicia taranu, jeżeli na czymś naprawdę jej zależało.
Odeszła więc szybkim krokiem, w stronę gabinetu kierownika – do którego wpakowała się moment później dość bezceremonialnie, by przedstawić naturę problemu. Cóż, chyba niezbyt go zaskoczyła – wszak takie rzeczy zdarzały się w Mungu. I równo kwadrans później pojawiła się z powrotem pod drzwiami swojego nieszczęsnego gabinetu, z komunikatem, że Brygadę Uderzeniową powiadomiono, mają przybyć, by dowiedzieć się więcej o morderczej potencjalnie klątwie i być może pomóc w pozbyciu się potencjalnie morderczych pędów…