Znając już wystarczająco długo Olivię, Tristan nie zastanawiał się i nie czekał na zakończenie zamieszania, rozkręcającego się na dobre przed restauracją. Od razu posłuchał dziewczyny, dokonał płatności i zabrał z miejsca, gdzie jeszcze przebywali. Również sam się nie mieszkał, nie chcąc narobić sobie problemów. Jeszcze by brakowało, żeby dawni znajomi z Biura Brygady lub Aurorów mieli go na przesłuchaniu. Bowiem zamiast żyć sobie na uboczu, pakuje się w inne problemy. Wystarczająco ma życie nie miłe. I tylko jedna osoba mu oświetlała właściwą drogę. Jego ukochana Olivia.
Na podziękowanie jedynie skinął głową, że je przyjmuje. Zmartwił się nieco jej podejściem do wcześniejszej sytuacji, mając nadzieję że jej zaraz przejdzie, dlatego podał butelkę z wodą.
Także podążył wzrokiem na wcześniejszy incydent z szarpaniną, ale na szczęście sytuacja była już jakby opanowana.
Spojrzał na Olivię, odbierając od niej butelkę wody i chowając do torby. Posłał jej lekki uśmiech zrozumienia, na słowa, że jej przeszło. Skinieniem głowy potwierdził także, że mogą ruszać dalej. Chwycił więc jej dłoń i prowadził ich w znanym sobie kierunku. Mogli wyglądać na zakochaną parę. A on nie krył się ze swoim szczęściem.
Daleko nie mieli, aż po przebyciu parunastu metrów, znaleźli się przed zamkniętym lokalem, który pomimo ciemnych zamkniętych drzwi, niezbyt przychylnie wyglądał od zewnątrz. Ponury, porzucony, pusty wewnątrz, gdy patrzyło się przez zabrudzone okna witryny sklepowej.
Ward wskazał, że to najpewniej tutaj. Dotknął klamki i okazało się jednak, że drzwi ustąpiły. Lecz otwierając, skrzypnęły ostrzegawczo. Kolejna rzecz do naprawy.
Otworzył drzwi szerzej i wszedł pierwszy, rozglądając się. Pomieszczenie w środku miało dużą wolną przestrzeń ze starymi i zniszczonymi trochę w niektórych miejscach meblami. Lada sklepowa, Jakieś stoliki z boku, obgryziona kanapa w kącie. Na szczęście nie było tutaj żadnej żywności, która mogły zgnić przez swój czas.
Tristan spojrzał na Olivię, czy odważyła się wejść i sama ocenić.