07.09.2024, 02:02 ✶
Była mu wdzięczna, że niekontrolowanie nie spadł z tej wieży, bo chyba nie ufała swojemu ciału na tyle, by nie bać się braku reakcji na czas. Kiedyś czytała o zdarzeniu, w którym jeden mieszkaniec Nokturnu za bardzo podniecił się na myśl o śmierci i z tego wszystkiego zabił kogoś innego zamiast siebie - skacząc z okna w próbie samobójczej zamiast na chodniku, wylądował na przechodniu. Aspirujący samobójca przegrał tego dnia podwójnie, bo nie dość, że przeżył, to jeszcze niechcący pozbawił życia niewinną osobę. Eden bardzo nie chciałaby podzielić losu ofiary z artykułu, gdyż podczas czytania go głośno oświadczyła rodzinie, że po takiej śmierci to aż wstyd nawiedzać okolicę. Zdania nie zmieniła po dziś dzień.
- Z przyjemnością! - Odkrzyknęła na prośbę chłopaka, odsuwając się grzecznie z pola rażenia. Przynajmniej miała takie wrażenie, średnio się znała na kryminalistyce, nie mogła tak na oko ocenić, w jakich kierunkach może się rozbryzgać Puchon stojący - jeszcze! - na wieży.
A potem coś ją tknęło. Chciałoby się naiwnie rzec, że wyrzuty sumienia rozbrzmiały w sercu Eden, ale tak naprawdę był to egocentryzm. Rozejrzała się uważnie, dzięki czemu dostrzegła, że swoim krzykiem przyciągnęli już kilkoro wstępnie zainteresowanych gapiów. Cholera, niedobrze. Zaraz ktoś zacznie oskarżać ją o znieczulicę, namawianie do samobójstwa, albo - co gorsza - rozpocznie przemowę, że życie jest piękne.
No bo życie jest w sumie piękne, tylko może nie tego Puchona akurat.
- W sumie pozwól, że zajmę ci jeszcze chwilę - zawołała, unosząc palec do góry, jakby chciała zwrócić jego uwagę. No tak, bo powrót na miejsce, z którego się miała odsunąć, w akompaniamencie krzyku by nie wystarczył. - Czemu właściwie chcesz skakać? - Zagaiła, przechylając głowę w zaciekawieniu. Objęła ramionami książki i stała tak niewzruszona, ewidentnie kierując się bardziej ciekawością niż troską. W sumie też trochę badała grunt pod swoją kolejną prośbę, mianowicie salto w trakcie skoku - jeszcze nie była pewna, czy taki wisielczy humor był na miejscu. Niektórzy uznaliby to za naruszenie decorum, w końcu chłopak nie chciał się wieszać, a skoczyć z wieży.
- Z przyjemnością! - Odkrzyknęła na prośbę chłopaka, odsuwając się grzecznie z pola rażenia. Przynajmniej miała takie wrażenie, średnio się znała na kryminalistyce, nie mogła tak na oko ocenić, w jakich kierunkach może się rozbryzgać Puchon stojący - jeszcze! - na wieży.
A potem coś ją tknęło. Chciałoby się naiwnie rzec, że wyrzuty sumienia rozbrzmiały w sercu Eden, ale tak naprawdę był to egocentryzm. Rozejrzała się uważnie, dzięki czemu dostrzegła, że swoim krzykiem przyciągnęli już kilkoro wstępnie zainteresowanych gapiów. Cholera, niedobrze. Zaraz ktoś zacznie oskarżać ją o znieczulicę, namawianie do samobójstwa, albo - co gorsza - rozpocznie przemowę, że życie jest piękne.
No bo życie jest w sumie piękne, tylko może nie tego Puchona akurat.
- W sumie pozwól, że zajmę ci jeszcze chwilę - zawołała, unosząc palec do góry, jakby chciała zwrócić jego uwagę. No tak, bo powrót na miejsce, z którego się miała odsunąć, w akompaniamencie krzyku by nie wystarczył. - Czemu właściwie chcesz skakać? - Zagaiła, przechylając głowę w zaciekawieniu. Objęła ramionami książki i stała tak niewzruszona, ewidentnie kierując się bardziej ciekawością niż troską. W sumie też trochę badała grunt pod swoją kolejną prośbę, mianowicie salto w trakcie skoku - jeszcze nie była pewna, czy taki wisielczy humor był na miejscu. Niektórzy uznaliby to za naruszenie decorum, w końcu chłopak nie chciał się wieszać, a skoczyć z wieży.
I was never as good as I always thought I was
— but I knew how to dress it up —
I was never satisfied, it never let me go
just dragged me by my hair and back on with the show
~♦~
— but I knew how to dress it up —
I was never satisfied, it never let me go
just dragged me by my hair and back on with the show
~♦~