21.10.2022, 16:19 ✶
Zapach dymu papierosowego był dla Brenny czymś naturalnym, podobnie jak woń kawy, choć po papierosy nie sięgała nigdy, a po kawę rzadko. Wypełniały pomieszczenia Departamentu, w którym pracowała, jakby większość BUMowców i aurorów żyła głównie dzięki kofeinie i nikotynie. W miejscu, gdzie pełno było książek, stanowiło jednak coś na tyle nietypowego, że Brenna przerwała na moment rozważania, czy kupować "Czarodziejkę ze Świata Czarownic", skoro nie dorwała jeszcze "Czarodzieja ze Świata Czarownic". Pociągnęła nosem, ruszając w głąb antykwariatu, wciąż z książką w ręku. Przechodząc między półkami i rozglądając się, bo przez moment miała wrażenie, że ktoś zostawił zapomnianego papierosa gdzieś pośród ksiąg i zaraz będą mieć mały pożar.
Dopiero po chwili, wdeptując w coś, co mogło być popiołem albo niedopałkiem, wypatrzyła wreszcie mężczyznę w cieniu.
Nie poznała go, choć w Hogwarcie był zaledwie rok wyżej. Dzieliły ich jednak nie tylko ten jeden rok, ale też Domy, przepaść charakterów, czas Brenny zagospodarowany co do minuty i wreszcie jakieś dziesięć lat po tym, jak opuścił szkołę, kiedy raczej zbyt często nie krzyżowały się ich ścieżki. Nawet blizny na policzku nie były dostateczną podpowiedzią, może dlatego, że Brenna istnienie śladów na twarzy ot odnotowała, nie poświęcając im więcej wagi.
Może widziała Croucha raz czy dwa. Ale nie skojarzyła tego. Prawdopodobnie dlatego, że jeśli miałaby wymienić, kogo nie spodziewałaby się za nic spotkać w mugolskim Londynie, to bez namysłu padłyby trzy nazwiska: Malfoy, Black, Crouch.
- Poważnie? – spytała tylko, w jej głosie nawet nie było nagany, chyba tylko szczere zdumienie. Niezależnie od tego, czy palił dalej, czy tylko przed chwilą, a ot tu pozostało trochę popiołu (może nawet rzuconego nie przez niego?) i zapach, nie pojmowała, skąd komuś taki pomysł mógł wpaść do głowy. Antykwariat, książki, papieros! Ci mugole, oni jednak miewali dziwne zwyczaje...
Dopiero po chwili, wdeptując w coś, co mogło być popiołem albo niedopałkiem, wypatrzyła wreszcie mężczyznę w cieniu.
Nie poznała go, choć w Hogwarcie był zaledwie rok wyżej. Dzieliły ich jednak nie tylko ten jeden rok, ale też Domy, przepaść charakterów, czas Brenny zagospodarowany co do minuty i wreszcie jakieś dziesięć lat po tym, jak opuścił szkołę, kiedy raczej zbyt często nie krzyżowały się ich ścieżki. Nawet blizny na policzku nie były dostateczną podpowiedzią, może dlatego, że Brenna istnienie śladów na twarzy ot odnotowała, nie poświęcając im więcej wagi.
Może widziała Croucha raz czy dwa. Ale nie skojarzyła tego. Prawdopodobnie dlatego, że jeśli miałaby wymienić, kogo nie spodziewałaby się za nic spotkać w mugolskim Londynie, to bez namysłu padłyby trzy nazwiska: Malfoy, Black, Crouch.
- Poważnie? – spytała tylko, w jej głosie nawet nie było nagany, chyba tylko szczere zdumienie. Niezależnie od tego, czy palił dalej, czy tylko przed chwilą, a ot tu pozostało trochę popiołu (może nawet rzuconego nie przez niego?) i zapach, nie pojmowała, skąd komuś taki pomysł mógł wpaść do głowy. Antykwariat, książki, papieros! Ci mugole, oni jednak miewali dziwne zwyczaje...
Don't promise to live forever. Promise to forever live while you're alive.