07.09.2024, 12:48 ✶
Głos. Ta cała sytuacja. Muzyka. Woń róży. Myśli. Nie rozumiał co się działo, ani czemu narastało w nim, aż tak silne zdenerwowanie. Miał wrażenie, że wszystko poza postacią czarownicy stawało się niewyraźne, jakby właśnie został uwięziony w obrazie impresjonistycznego artysty. Musiał się uspokoić. Musiał go znaleźć, zaciągnąć do pustego pomieszczenia i wtulić się w niego, poczuć jego palce w swoich włosach, aż serce uspokoi się i powróci do normalnego tempa, a to wszystko przestanie być tak strasznie dziwne.
A potem słowa kobiety sprawiły, że już chyba nic nie mogło być dzisiejszej nocy spokojne.
– Żałoby... – wyszeptał z niedowierzaniem, ale i uczuciem, którego nie mógł, albo nie chciał zdefiniować. Ulga? Czuł, jak z serca spadł mu kamień, z serca w które jednocześnie wbijała się tona małych cierni. – Ja... Proszę dać mi chwilę. Zaraz powrócę do pani i porozmawiamy – powiedział do kobiety, siląc się na kolejny uśmiech i odszedł od niej rozkojarzony, boleśnie zdając sobie sprawę z tego, że nie był w stanie powiedzieć żadnej dobrej rzeczy o zmarłym.
Hrabia był... Potwornie fascynujący?
Hrabia był... Potwornie zakochany we mnie?
Hrabia był...
Potworem?
Przystanął, próbując rozejrzeć się za kimkolwiek kogo by znał. Anthony? Lottie? Morpheus? Gdzie oni byli? Czemu ich teraz tutaj nie było? Tańczący żałobnicy napawali go przerażeniem, było coś absolutnie nienaturalnego w tych zahipnotyzowanych, nawet jeśli i krzywych, krokach i pogrążonych w dziwnej, niemalże sennej żałobie, twarzach. Byli jak lalki, na które ktoś założył maski. Jean nie żył. Jean nie żył. Jean nie żył. Kto? Jak? Co? Kiedy? Patrząsnął głową. Zdał sobie sprawę, że stał w kącie, otoczony wazonami z czarnymi różami. To nie miało sensu. Nic nie miało sensu.
A potem słowa kobiety sprawiły, że już chyba nic nie mogło być dzisiejszej nocy spokojne.
– Żałoby... – wyszeptał z niedowierzaniem, ale i uczuciem, którego nie mógł, albo nie chciał zdefiniować. Ulga? Czuł, jak z serca spadł mu kamień, z serca w które jednocześnie wbijała się tona małych cierni. – Ja... Proszę dać mi chwilę. Zaraz powrócę do pani i porozmawiamy – powiedział do kobiety, siląc się na kolejny uśmiech i odszedł od niej rozkojarzony, boleśnie zdając sobie sprawę z tego, że nie był w stanie powiedzieć żadnej dobrej rzeczy o zmarłym.
Hrabia był... Potwornie fascynujący?
Hrabia był... Potwornie zakochany we mnie?
Hrabia był...
Potworem?
Przystanął, próbując rozejrzeć się za kimkolwiek kogo by znał. Anthony? Lottie? Morpheus? Gdzie oni byli? Czemu ich teraz tutaj nie było? Tańczący żałobnicy napawali go przerażeniem, było coś absolutnie nienaturalnego w tych zahipnotyzowanych, nawet jeśli i krzywych, krokach i pogrążonych w dziwnej, niemalże sennej żałobie, twarzach. Byli jak lalki, na które ktoś założył maski. Jean nie żył. Jean nie żył. Jean nie żył. Kto? Jak? Co? Kiedy? Patrząsnął głową. Zdał sobie sprawę, że stał w kącie, otoczony wazonami z czarnymi różami. To nie miało sensu. Nic nie miało sensu.