07.09.2024, 16:51 ✶
– Co? Tylko cztery karty? – zdziwiła się, tak bardzo przyzwyczajona do celtyckiego krzyża, że nie mająca za bardzo intuicji co do rozpoznawania innych układów od razu, gdy tylko ktoś poda liczbę. Oczywiście mogła każdej z kart przypasować znaczenie z miejsca, ale kluczowe było to jakie miejsce w szeregu mają. Gdyby jej król mieczy był w przeszłości, niechybnie widziałaby w nim ojca i pluła na tę kartę nie bacząc na dobrostan kart. Ale był w przyszłości i niósł nadzieję, na jakikolwiek rozsądek w podejmowaniu decyzji. Choć to był król, to ona przecież mogła dzierżyć miecz. Odciąć przeszłość, ruszyć ku przyszłości.
Siorbnęła kawę raz czy dwa i sięgnęła do własnej kieszeni, wyciągając własne karty.
– Koło Fortuny to dla mnie TOTALNIE Twoja karta, odkąd ją wyciągnęłam przy okazji Bazyliszkowej randki, pamiętasz, z tą jebniętą księgarką. As denarów wskazuje na mienie, głupiec i paziuch na nowe początki. A paziuch kielichów na nowe związki. – Czujne złociste oko przeszyło Brennę, chociaż Millie wiedziała, że jeśli Longbottomówna nie będzie chciała się zwierzać to nie i chuj.
Karty poszły w ruch. Moody po raz pierwszy tego poranka wyglądała na osobę, która była odprężona. Nie... która mogłaby być odprężona za tydzień czy dwa w jakimś luksusowym kurorcie. Był to mimo wszystko postęp w stosunku do punktu wyjściowego.
– Nie przeszkadza mi Johny, dam mu wchodzić na drabinę tak często jak się da. Ma niezły tyłek. –i nie wmusza we mnie jedzenia dodała w myślach, dalej w swojej bezczelności ignorując bekon. - Ja Ci postawię tarota. Może na ten Twój nie-jesteśmy-razem układ hmm? Kilka porad sercowych, daj się odwdzięczyć po starej znajomości. – Erik przed miesiącem odmówił, ale kto wie, może jego siostra nie będzie na tyle mądra, by pójśc w jego ślady. A Millie rozpaczliwie potrzebowała myśleć o czymś innym niż o Eden i Alastorze stojących w pewnym oddaleniu od pozostałych i... rozmawiających. Tak. Na pewno. Na pewno tylko rozmawiali. Ale ale, serduszko Brenny i jej situłejszonszipa, Moody chciała wiedzieć. Nie lubiła jednak mimo wszystko pytać kart bez consentu z drugiej strony więc czekała na jakikolwiek sygnał by zatopić się w świat małych i wielkich arkanów.
Siorbnęła kawę raz czy dwa i sięgnęła do własnej kieszeni, wyciągając własne karty.
– Koło Fortuny to dla mnie TOTALNIE Twoja karta, odkąd ją wyciągnęłam przy okazji Bazyliszkowej randki, pamiętasz, z tą jebniętą księgarką. As denarów wskazuje na mienie, głupiec i paziuch na nowe początki. A paziuch kielichów na nowe związki. – Czujne złociste oko przeszyło Brennę, chociaż Millie wiedziała, że jeśli Longbottomówna nie będzie chciała się zwierzać to nie i chuj.
Karty poszły w ruch. Moody po raz pierwszy tego poranka wyglądała na osobę, która była odprężona. Nie... która mogłaby być odprężona za tydzień czy dwa w jakimś luksusowym kurorcie. Był to mimo wszystko postęp w stosunku do punktu wyjściowego.
– Nie przeszkadza mi Johny, dam mu wchodzić na drabinę tak często jak się da. Ma niezły tyłek. –i nie wmusza we mnie jedzenia dodała w myślach, dalej w swojej bezczelności ignorując bekon. - Ja Ci postawię tarota. Może na ten Twój nie-jesteśmy-razem układ hmm? Kilka porad sercowych, daj się odwdzięczyć po starej znajomości. – Erik przed miesiącem odmówił, ale kto wie, może jego siostra nie będzie na tyle mądra, by pójśc w jego ślady. A Millie rozpaczliwie potrzebowała myśleć o czymś innym niż o Eden i Alastorze stojących w pewnym oddaleniu od pozostałych i... rozmawiających. Tak. Na pewno. Na pewno tylko rozmawiali. Ale ale, serduszko Brenny i jej situłejszonszipa, Moody chciała wiedzieć. Nie lubiła jednak mimo wszystko pytać kart bez consentu z drugiej strony więc czekała na jakikolwiek sygnał by zatopić się w świat małych i wielkich arkanów.