07.09.2024, 17:52 ✶
Wyglądało na to, że decyzja zapadła. Ot tak, w parę sekund, szast prast, a była to zmiana, spora, w pewnym sensie dla nich obu. Brenna jednak w pewnych sytuacjach po prostu płynęła z prądem i to była chyba właśnie jedna z nich. Żadnego rozważania za i przeciw, żadnego zastanawiania się.
– Nie, było ich więcej, po prostu to zapamiętałam. A, i że Głupiec to była moja karta, ale musi odejść, wujek ma wobec mnie naprawdę duże wymagania. Żebym ja jeszcze wiedziała, co powinno go zastąpić – stwierdziła, absolutnie celowo robiąc przy tym komiczną minę, może w swego rodzaju próbie rozbawienia Millie.
Wyłapała czujność we wzroku Millie, ale posłała jej jedynie uśmiech. Jak na kogoś, kto mówił tak dużo, i kto nie miał zwykle problemów w opowiadaniu o żenujących momentach swojego życia, Brenna była jednostką zadziwiająco skrytą – tylko zwykle ludzie tego nie wyłapywali, choćby dlatego, że przecież ciągle o czymś gadała. Nie lubiła opowiadać o problemach. Nie lubiła przyznawać, gdy coś było nie tak. I nie za bardzo chciała się zwierzać, kiedy nie była pewna, co właściwie miałaby powiedzieć. Ale i nie próbowała się teraz zarzekać, że przecież - nikogo - i - niczego - nie - ma.
– Bogowie, Millie – roześmiała się, już całkiem szczerze, kiedy ta wspomniała o tym nie-związku i od razu wydobyła z kieszeni karty. – Naprawdę nie sądzę, żebym potrzebowała takiego rozkładu.
Nie wiedziała wiele o tarocie: ale była pewna, że nie da jej odpowiedzi, których już nie było w sercu i głowie. To pierwsze rwało się do chłopaka, to drugie podpowiadało najpierw, że to chłopak absolutnie nieodpowiedni, a teraz to już tylko wyświetlało napis „nie mam pojęcia, co się do cholery dzieje”. I chwilowo Brenna po prostu starała się nie zastanawiać za wiele, a po prostu… zobaczyć. Jutro mogła być martwa, więc po co za bardzo się przejmować? Nie była pewna, czy w ogóle chciałaby zobaczyć, co powiedziałyby karty: bo co jeśli zgodziłyby się z tą pierwszą reakcją głowy?
– Ale możesz zadać dowolne inne pytanie, jeśli masz ochotę… jeżeli zjesz ten boczek. Albo tost i pomidory. Albo kefir. Albo jajecznicy – powiedziała Brenna, pochylając się lekko nad stołem i trącając talerz. A potem spojrzała Moody prosto w oczy, myśląc o jej aurze, dla niej niewidocznej: a o której Atreus mówił, że nie jest już przytłumiona przez leki, ale że wciąż nie wygląda dobrze. – Chciałabym czasem wiedzieć, co dzieje się w twojej głowie, Miles – przyznała, unosząc dłoń i tym razem, bardzo, bardzo lekko, trącając ją w czoło.
– Nie, było ich więcej, po prostu to zapamiętałam. A, i że Głupiec to była moja karta, ale musi odejść, wujek ma wobec mnie naprawdę duże wymagania. Żebym ja jeszcze wiedziała, co powinno go zastąpić – stwierdziła, absolutnie celowo robiąc przy tym komiczną minę, może w swego rodzaju próbie rozbawienia Millie.
Wyłapała czujność we wzroku Millie, ale posłała jej jedynie uśmiech. Jak na kogoś, kto mówił tak dużo, i kto nie miał zwykle problemów w opowiadaniu o żenujących momentach swojego życia, Brenna była jednostką zadziwiająco skrytą – tylko zwykle ludzie tego nie wyłapywali, choćby dlatego, że przecież ciągle o czymś gadała. Nie lubiła opowiadać o problemach. Nie lubiła przyznawać, gdy coś było nie tak. I nie za bardzo chciała się zwierzać, kiedy nie była pewna, co właściwie miałaby powiedzieć. Ale i nie próbowała się teraz zarzekać, że przecież - nikogo - i - niczego - nie - ma.
– Bogowie, Millie – roześmiała się, już całkiem szczerze, kiedy ta wspomniała o tym nie-związku i od razu wydobyła z kieszeni karty. – Naprawdę nie sądzę, żebym potrzebowała takiego rozkładu.
Nie wiedziała wiele o tarocie: ale była pewna, że nie da jej odpowiedzi, których już nie było w sercu i głowie. To pierwsze rwało się do chłopaka, to drugie podpowiadało najpierw, że to chłopak absolutnie nieodpowiedni, a teraz to już tylko wyświetlało napis „nie mam pojęcia, co się do cholery dzieje”. I chwilowo Brenna po prostu starała się nie zastanawiać za wiele, a po prostu… zobaczyć. Jutro mogła być martwa, więc po co za bardzo się przejmować? Nie była pewna, czy w ogóle chciałaby zobaczyć, co powiedziałyby karty: bo co jeśli zgodziłyby się z tą pierwszą reakcją głowy?
– Ale możesz zadać dowolne inne pytanie, jeśli masz ochotę… jeżeli zjesz ten boczek. Albo tost i pomidory. Albo kefir. Albo jajecznicy – powiedziała Brenna, pochylając się lekko nad stołem i trącając talerz. A potem spojrzała Moody prosto w oczy, myśląc o jej aurze, dla niej niewidocznej: a o której Atreus mówił, że nie jest już przytłumiona przez leki, ale że wciąż nie wygląda dobrze. – Chciałabym czasem wiedzieć, co dzieje się w twojej głowie, Miles – przyznała, unosząc dłoń i tym razem, bardzo, bardzo lekko, trącając ją w czoło.
Don't promise to live forever. Promise to forever live while you're alive.