07.09.2024, 19:38 ✶
Wywrócił oczami. Nie kwestionował tego, czy jego brat był lubiany czy nie, ale czasami wydawał mu wręcz do porzygu nudny. Był jakąś dziwną czarną owcą, która zamiast zostać wystawiona za drzwi, została rodzinną maskotką. Był sztywny i podążał za zasadami w dziwaczny dla Atreusa sposób, bo jego młodszy brat zawsze uważał że istnieją pewne odstępstwa od reguł, a Orion natomiast zdawał się zawierzać im do przesady, jakby nawet najbardziej poruszający moment nie mógł go odwieść od regulaminowego postępowania. Szczerze to szkoda, że nie wiedział o tym jak ostatnio jego starszy brat sobie wesoło poczynał. Jak łamie stereotypy, które zdążyły na niego narosnąć przez lata. Może wtedy zyskałby do niego odrobinę więcej podziwu, no i wyprawił mu przyjęcie z wielkim transparentem 'Gratulacje z okazji pierwszego włamania'! Mama pewnie też byłaby zachwycona, tak całkiem nieironicznie.
- Kto wie, może to jakaś rodowa niekompatybilność? Brzmi trochę jakby Rowena i Godryk mieli się niekoniecznie lubić. Ona układała sobie ładnie zagadki, majtając z zadowoleniem nogami na krześle, a on wpadał z mieczem wrzeszcząc Na pohybel zagadkom - rzucił, tym samym dziwnym tonem, odrobinę zbyt sztywnym jak na takie żarty, ale jednocześnie nie mógł się powstrzymać żeby powiedzieć to, co w tym momencie przychodziło mu do głowy. - Aha, czyli mam rozumieć że przez sześć dni na siedem nosisz w torebce miecz? Czy powinienem zawsze zakładać, że masz taki przy sobie? - i wreszcie uśmiechnął się lekko, odrobinie złośliwie, trącając ją przy tym ramieniem w ramię.
- Wypraszam sobie. Moje ego ma się dobrze i dawno nie zostało niepomiernie rozdmuchane - rzucił, już nieco bardziej kwaśno, bo nie przepadał nad zdawaniem sobie sprawy z tego, jak bardzo czasem bywał zarozumiały i egocentryczny. Spoważniał zaraz, kiedy doszedł ich kolejny dźwięk, oddając jej uścisk dłoni. - Słyszałem - ale jakaś jego część zgadzała się chyba z tym, co i jej chodziło po głowie, że może było to tylko coś co miało ich zachęcić do szybszego działania. Zawsze jednak czaiło się przed nimi i Atreus zaczynał mieć podejrzenia, że jeśli coś popsują to po drugiej stronie drzwi wejściowych nie znajdą kolejnego pomieszczenia, a coś gorszego.
- Bulstrode, Gaunt, Lavinia, architekt, autor, budowniczy, nawet ten murarz... - zaczął wyliczać powoli, przeskakując spojrzeniem po zaprezentowanej im planszy. - Żadne konkretne słowo nie wydaje się tak rozstawione, żeby bez problemu przejść w odpowiedniej kolejności po planszy, ale... może o to chodzi? Wszystko co nam przychodzi do głowy nie ma takiego sensu, ale może nie chodzi o kolejność, a o sam fakt że są to bezpieczne litery? - zasugerował wreszcie, pociągając ją do granicy planszy, tam gdzie znajdowała się litera D. - D, U, L, R, O układają się w prostą drogę na drugi koniec i są to litery z nazwiska mojej rodziny, zakładając że faktycznie jeśli nie wybudowali domu to chociaż chodzi o te piwniczkę.
A potem zrobił krok. Mechanizm litery D ledwo zauważalnie ugiął się pod jego ciężarem, ale nic się nie stało. Auror złapał się nawet na tym, ze na moment chyba nawet wstrzymał oddech, czekając na to co może nastąpić, ale wreszcie rozluźnił się nieco i obejrzał na Brennę, gestem głowy wskazując, że idą dalej w takim razie. Każda kolejna płytka w zasugerowanym przez niego układzie witała ich ciszą, aż wreszcie doszli do O i mogli znaleźć się bezpiecznie po drugiej stronie.
Pstryknięcie, migotanie run i drzwi się uchyliły.
Kolejna sala przywitała ich znajomym światłem rozpalonych lamp w rogach sali, kolejnym mignięciem run i zamknięciem się za nimi drzwi. Pośrodku pomieszczenia ustawione było lustro w zdobionej, ołowianej ramie. Znajdowały się na niej jakieś runy, jednak wydawały się nieaktywne, a sama jego tafla była zamglona i odbijały tylko bardzo rozmazany obraz ich sylwetek, co bardziej przypominało kształtem ciemne smugi niż faktyczny kształt człowieka. Na górze ramy znajdował się napis; Ma wielkie oczy, gdy się do umysłu wtoczy, jednak dzielony mniej twą głowę toczy. Brenna miała też wrażenie, że nad kolejnymi drzwiami znajdowało się coś na ścianie, ale co bardziej zwróciło jej uwagę to znajdujące się po obu stronach lustra zdobienia. Rama sama w sobie wyglądała, jakby znajdujące się na niej istoty podtrzymywały całą strukturę. Przypominały ludzi, ale ciężko było powiedzieć, czy faktycznie nimi były, czy może jakimiś nimfami czy innymi magicznymi istotami. Uśmiechały się, trochę smutno, ale przede wszystkim - po obu stronach lustra zostały wystylizowane tak, by wyciągać dłoń w kierunku tego, kto przed nim stał.
- Kto wie, może to jakaś rodowa niekompatybilność? Brzmi trochę jakby Rowena i Godryk mieli się niekoniecznie lubić. Ona układała sobie ładnie zagadki, majtając z zadowoleniem nogami na krześle, a on wpadał z mieczem wrzeszcząc Na pohybel zagadkom - rzucił, tym samym dziwnym tonem, odrobinę zbyt sztywnym jak na takie żarty, ale jednocześnie nie mógł się powstrzymać żeby powiedzieć to, co w tym momencie przychodziło mu do głowy. - Aha, czyli mam rozumieć że przez sześć dni na siedem nosisz w torebce miecz? Czy powinienem zawsze zakładać, że masz taki przy sobie? - i wreszcie uśmiechnął się lekko, odrobinie złośliwie, trącając ją przy tym ramieniem w ramię.
- Wypraszam sobie. Moje ego ma się dobrze i dawno nie zostało niepomiernie rozdmuchane - rzucił, już nieco bardziej kwaśno, bo nie przepadał nad zdawaniem sobie sprawy z tego, jak bardzo czasem bywał zarozumiały i egocentryczny. Spoważniał zaraz, kiedy doszedł ich kolejny dźwięk, oddając jej uścisk dłoni. - Słyszałem - ale jakaś jego część zgadzała się chyba z tym, co i jej chodziło po głowie, że może było to tylko coś co miało ich zachęcić do szybszego działania. Zawsze jednak czaiło się przed nimi i Atreus zaczynał mieć podejrzenia, że jeśli coś popsują to po drugiej stronie drzwi wejściowych nie znajdą kolejnego pomieszczenia, a coś gorszego.
- Bulstrode, Gaunt, Lavinia, architekt, autor, budowniczy, nawet ten murarz... - zaczął wyliczać powoli, przeskakując spojrzeniem po zaprezentowanej im planszy. - Żadne konkretne słowo nie wydaje się tak rozstawione, żeby bez problemu przejść w odpowiedniej kolejności po planszy, ale... może o to chodzi? Wszystko co nam przychodzi do głowy nie ma takiego sensu, ale może nie chodzi o kolejność, a o sam fakt że są to bezpieczne litery? - zasugerował wreszcie, pociągając ją do granicy planszy, tam gdzie znajdowała się litera D. - D, U, L, R, O układają się w prostą drogę na drugi koniec i są to litery z nazwiska mojej rodziny, zakładając że faktycznie jeśli nie wybudowali domu to chociaż chodzi o te piwniczkę.
A potem zrobił krok. Mechanizm litery D ledwo zauważalnie ugiął się pod jego ciężarem, ale nic się nie stało. Auror złapał się nawet na tym, ze na moment chyba nawet wstrzymał oddech, czekając na to co może nastąpić, ale wreszcie rozluźnił się nieco i obejrzał na Brennę, gestem głowy wskazując, że idą dalej w takim razie. Każda kolejna płytka w zasugerowanym przez niego układzie witała ich ciszą, aż wreszcie doszli do O i mogli znaleźć się bezpiecznie po drugiej stronie.
Pstryknięcie, migotanie run i drzwi się uchyliły.
Kolejna sala przywitała ich znajomym światłem rozpalonych lamp w rogach sali, kolejnym mignięciem run i zamknięciem się za nimi drzwi. Pośrodku pomieszczenia ustawione było lustro w zdobionej, ołowianej ramie. Znajdowały się na niej jakieś runy, jednak wydawały się nieaktywne, a sama jego tafla była zamglona i odbijały tylko bardzo rozmazany obraz ich sylwetek, co bardziej przypominało kształtem ciemne smugi niż faktyczny kształt człowieka. Na górze ramy znajdował się napis; Ma wielkie oczy, gdy się do umysłu wtoczy, jednak dzielony mniej twą głowę toczy. Brenna miała też wrażenie, że nad kolejnymi drzwiami znajdowało się coś na ścianie, ale co bardziej zwróciło jej uwagę to znajdujące się po obu stronach lustra zdobienia. Rama sama w sobie wyglądała, jakby znajdujące się na niej istoty podtrzymywały całą strukturę. Przypominały ludzi, ale ciężko było powiedzieć, czy faktycznie nimi były, czy może jakimiś nimfami czy innymi magicznymi istotami. Uśmiechały się, trochę smutno, ale przede wszystkim - po obu stronach lustra zostały wystylizowane tak, by wyciągać dłoń w kierunku tego, kto przed nim stał.