07.09.2024, 22:29 ✶
Ciepłe powietrze, wyczarowane przez Atreusa, zaczęło stapiać szron – Brenna też machnęła różdżką, starając się pozbyć się go z run. Białe ślady znikły szybko, pozostawiając na podłodze tylko trochę wilgoci, ale zdało się im, że zimny podmuch, jakby próbując walczyć z przywołanym ciepłem, przemknął przez pomieszczenie i uderzył o drzwi, a runy na nich na moment zalśniły.
Brenna wzdrygnęła się, gdy chłód jej dosięgnął, ale ledwo chwilę później zrobiło się znów cieplej. Ostatni duch zamigotał i rozmył się, dziwne kształty, pojawiające się w pustych oczodołach kryształowej czaszki, znikły bez śladu, a pan Digby otarł pot z czoła. Sebastian nie marzł już – czuł tylko zimno na policzku, tam gdzie musnęły go usta ducha.
– Bardzo się przywiązałeś do tej idei umawiania z duchami – zakpiła lekko Brenna na słowa Atreusa, może w pewnego rodzaju obronie zrzędliwego egzorcysty, a może po prostu nie potrafiąc sobie podarować drobnej złośliwości. Zaraz jednak ruszyła w stronę kręgu, bo pan Digby zachwiał się lekko wstając, wyraźnie zmęczony i wyciągnęła ręce, chcąc go podtrzymać. – Dobrze się pan czuje?
– Właśnie otwieraliśmy przejście do Limbo, młoda damo, by odesłać do niego duchy pomordowanych: oczywiście, że nie czuję się dobrze – odparł mężczyzna, podpierając się o nią przez chwilę, ale zaraz się wyprostował. – Nic mi nie będzie. Muszę jedynie odpocząć. Dziękuję państwu za asystę – stwierdził i ruszył do drzwi, powoli, ale już nie chwiejnym krokiem. Brenna odprowadziła go spojrzeniem, a potem zwróciła wzrok ku czaszce.
– Patrick, ty ją zabierasz, czy też konfiskują ją niewymowni? – spytała, bo na ich znaleziskach w Mokradłach położył ręce Departament Tajemnic i z perspektywy czasu Brenna miała wrażenie, że był to okropny błąd. I wiedziała, że będzie musiała we wrześniu znaleźć chwilę, by spróbować przestudiować wszystkie dostępne informacje o czarnoksiężniku oraz ponownie odwiedzić miejsce jego domniemanego pochówku. Ta cholerna księga… – Zostanę i tutaj posprzątam, więc możecie się zbierać – rzuciła, tym razem zwracając różdżkę na resztki po wygasłych świecach.
Brenna wzdrygnęła się, gdy chłód jej dosięgnął, ale ledwo chwilę później zrobiło się znów cieplej. Ostatni duch zamigotał i rozmył się, dziwne kształty, pojawiające się w pustych oczodołach kryształowej czaszki, znikły bez śladu, a pan Digby otarł pot z czoła. Sebastian nie marzł już – czuł tylko zimno na policzku, tam gdzie musnęły go usta ducha.
– Bardzo się przywiązałeś do tej idei umawiania z duchami – zakpiła lekko Brenna na słowa Atreusa, może w pewnego rodzaju obronie zrzędliwego egzorcysty, a może po prostu nie potrafiąc sobie podarować drobnej złośliwości. Zaraz jednak ruszyła w stronę kręgu, bo pan Digby zachwiał się lekko wstając, wyraźnie zmęczony i wyciągnęła ręce, chcąc go podtrzymać. – Dobrze się pan czuje?
– Właśnie otwieraliśmy przejście do Limbo, młoda damo, by odesłać do niego duchy pomordowanych: oczywiście, że nie czuję się dobrze – odparł mężczyzna, podpierając się o nią przez chwilę, ale zaraz się wyprostował. – Nic mi nie będzie. Muszę jedynie odpocząć. Dziękuję państwu za asystę – stwierdził i ruszył do drzwi, powoli, ale już nie chwiejnym krokiem. Brenna odprowadziła go spojrzeniem, a potem zwróciła wzrok ku czaszce.
– Patrick, ty ją zabierasz, czy też konfiskują ją niewymowni? – spytała, bo na ich znaleziskach w Mokradłach położył ręce Departament Tajemnic i z perspektywy czasu Brenna miała wrażenie, że był to okropny błąd. I wiedziała, że będzie musiała we wrześniu znaleźć chwilę, by spróbować przestudiować wszystkie dostępne informacje o czarnoksiężniku oraz ponownie odwiedzić miejsce jego domniemanego pochówku. Ta cholerna księga… – Zostanę i tutaj posprzątam, więc możecie się zbierać – rzuciła, tym razem zwracając różdżkę na resztki po wygasłych świecach.
Don't promise to live forever. Promise to forever live while you're alive.