07.09.2024, 23:00 ✶
Absolutnie nie. Ale nie powiedział tylko na głos. Nie musiał, bo skrzywił się przy tym z obrzydzeniem. Philip Nott absolutnie nie nadawał się na materiał na kogoś z kim robiło się jakiekolwiek interesy i z kim wprowadziło się jakiekolwiek przybytki. Na sam dźwięk jego imienia to go aż mdliło i skręcało gdzieś w środku, ale dzięki temu wręcz dobitnie załapał o co jej chodziło. No tak. Może ci założyciele faktycznie musieli się darzyć jakąkolwiek sympatią, żeby bawić się w coś takiego jak prowadzenie szkoły i ustalanie zasad jej działania.
- Jak wróci kiedyś z wycieczki to możesz ją nawet sama poznać i ocenić wtedy co myślisz o niej po spotkaniu twarzą w twarz - rzucił, bo sam nie wiedział którą z tych opcji sam by wybrał. No, może dołożyłby jeszcze do tej trójki czwartą opcję, gdzie się na nią złości za te wygłupy z torem zagadek.
Fajnie było słyszeć, że ciocia byłaby z niego dumna. Nawet się na te słowa lekko uśmiechnął, ale aktualna sytuacja trochę nie sprzyjała łapczywemu opijaniu się pochwałami. I Atreus tylko wyciągnął rękę, kiedy Brenna postanowiła zrobić to samo, samemu ujmując nimfę za dłoń.
Rama rozbłysła ponownie, kiedy rzędy run podświetliły się, tym razem po obu stronach. Runiczny krąg zamknął się i obydwoje mogli mieć wrażenie, że nimfy ściskają nieco mocniej ich dłonie, na co ich ciało zareagowało samo. Strachem. Delikatnym jego ukłuciem, ale gdyby się bardziej nad tym zastanowic to bardziej sprawiało wrażenie wywołania do tablicy odpowiedniej myśli, niż naturalnej reakcji ciała.
Mogło im przejść przez głowę, że coś było nie tak. Dzwonienie w uszach pojawiło się na moment, a wzrok zafiksował na tafli lustra, kiedy nimfy cofneły dłonie, a potem wskazującymi palcami dotknęły jego powierzchni, która zafalowała. Wyglądało to trochę jak woda, po której rozlały się charakterystyczne kręgi; najpierw osobne, przenikające się i krzyżujące, aż wreszcie zlały w jeden rytm. Atreus i Brenna nie mogli być pewni kiedy dokładnie, ale w pewnym momencie kiedy zaburzenia na tafli lustra zaczęły się uspokajać, uświadomili sobie że nie odbijały się w nim dwie sylwetki, a już jedna.
Plama powiększała się, zbliżała i wyostrzała, aż wreszcie postać w lustrze wyciągnęła do przodu dłoń i złapała za ramę.
Atreus i Brenna zwrócili uwagę na dwie zupełne inne rzeczy, w pierwszym momencie całkowicie poświęcając im swoją uwagę, kiedy wcześniejsze uczucie strachu napęczniało i rozlało się wreszcie po ich ciele. Longbottom właściwie najpierw wyczuła charakterystyczny zapach okopconej, nadpalonej roślinności. Świeżej, nie tak dawno dopiero zebranej i splecionej w wiosenny wieniec, tkwiący na głowie postaci wychodzącej z lustra. Część z kwiatów była nadpalona, ale inne trzymały się jako tako, odrobine tylko zwiędłe, ale przede wszystkim splamione czerwienią.
Bulstrode natomiast widział coś innego, albo raczej na czym innym koncentrował swoją uwagę. Dłoń, która chwyciła za ramę była zakrwawiona i ze zdartymi niemal całkiem knykciami. W pierwszej chwili wzdrygnął się, ale kiedy za ręką ruszyła głowa, zrobił krok w tył czując jak co wewnątrz go mrozi. Nie chodziło o to, że postać miała jego twarz, a bardziej o jej spojrzenie, pełne furii przykrywającej bezradność. Spojrzenie, które znał tak dobrze i którego tak bardzo się wstydził i bał pokazać komukolwiek
- Jak wróci kiedyś z wycieczki to możesz ją nawet sama poznać i ocenić wtedy co myślisz o niej po spotkaniu twarzą w twarz - rzucił, bo sam nie wiedział którą z tych opcji sam by wybrał. No, może dołożyłby jeszcze do tej trójki czwartą opcję, gdzie się na nią złości za te wygłupy z torem zagadek.
Fajnie było słyszeć, że ciocia byłaby z niego dumna. Nawet się na te słowa lekko uśmiechnął, ale aktualna sytuacja trochę nie sprzyjała łapczywemu opijaniu się pochwałami. I Atreus tylko wyciągnął rękę, kiedy Brenna postanowiła zrobić to samo, samemu ujmując nimfę za dłoń.
Rama rozbłysła ponownie, kiedy rzędy run podświetliły się, tym razem po obu stronach. Runiczny krąg zamknął się i obydwoje mogli mieć wrażenie, że nimfy ściskają nieco mocniej ich dłonie, na co ich ciało zareagowało samo. Strachem. Delikatnym jego ukłuciem, ale gdyby się bardziej nad tym zastanowic to bardziej sprawiało wrażenie wywołania do tablicy odpowiedniej myśli, niż naturalnej reakcji ciała.
Mogło im przejść przez głowę, że coś było nie tak. Dzwonienie w uszach pojawiło się na moment, a wzrok zafiksował na tafli lustra, kiedy nimfy cofneły dłonie, a potem wskazującymi palcami dotknęły jego powierzchni, która zafalowała. Wyglądało to trochę jak woda, po której rozlały się charakterystyczne kręgi; najpierw osobne, przenikające się i krzyżujące, aż wreszcie zlały w jeden rytm. Atreus i Brenna nie mogli być pewni kiedy dokładnie, ale w pewnym momencie kiedy zaburzenia na tafli lustra zaczęły się uspokajać, uświadomili sobie że nie odbijały się w nim dwie sylwetki, a już jedna.
Plama powiększała się, zbliżała i wyostrzała, aż wreszcie postać w lustrze wyciągnęła do przodu dłoń i złapała za ramę.
Atreus i Brenna zwrócili uwagę na dwie zupełne inne rzeczy, w pierwszym momencie całkowicie poświęcając im swoją uwagę, kiedy wcześniejsze uczucie strachu napęczniało i rozlało się wreszcie po ich ciele. Longbottom właściwie najpierw wyczuła charakterystyczny zapach okopconej, nadpalonej roślinności. Świeżej, nie tak dawno dopiero zebranej i splecionej w wiosenny wieniec, tkwiący na głowie postaci wychodzącej z lustra. Część z kwiatów była nadpalona, ale inne trzymały się jako tako, odrobine tylko zwiędłe, ale przede wszystkim splamione czerwienią.
Bulstrode natomiast widział coś innego, albo raczej na czym innym koncentrował swoją uwagę. Dłoń, która chwyciła za ramę była zakrwawiona i ze zdartymi niemal całkiem knykciami. W pierwszej chwili wzdrygnął się, ale kiedy za ręką ruszyła głowa, zrobił krok w tył czując jak co wewnątrz go mrozi. Nie chodziło o to, że postać miała jego twarz, a bardziej o jej spojrzenie, pełne furii przykrywającej bezradność. Spojrzenie, które znał tak dobrze i którego tak bardzo się wstydził i bał pokazać komukolwiek