07.09.2024, 23:27 ✶
Tylko kochankowie przeżyją.
Jakie piękne zdanie, którym można zdobyć serce ukochanego, lub doprowadzić do zawału byłego kochanka.
Spokój.
Znowu mógł oddychać, nic go nie dusiło, nic nie mroziło mu ciała do takiego stopnia, że nie mógł się ruszać. Stał opatry o płytę nagrobną, której chłód zdawał się gasić jego nerwy. A może to była kwestia tego, że nawiedziły go kojące wspomnienia. Czy był pierwszym komu powiedział o tym wyrafinowanym żarcie? Czy tylko on dostąpił tego zaszczytu, czy zdradzał go wielu?
Osunął się na ziemię i wciąż opierając się o kawałek kamienia, przymknął oczy. Czy tym razem był to jego prawdziwy grób? Jeśli tak, to czemu czuł tak bardzo... Nic. Zupełnie nic. Pierwszy raz od momentu, gdy jego miłość połamała mu żebra czuł jedynie pustkę. Jakby wyglądała teraz jego aurą, gdyby odważył się na nią spojrzeć?
Tyle lat gniewu, smutku, strachu, tęskoty, furii, nieprzespanych nocy, listów, kłamstw, zmartwień, błagania w myślach, aby to się nigdy nie wydarzyło, błagania w myślach, aby dostać z nim jeszcze jeden dzień, kiedy wszystko będzie dobrze, a teraz po prostu tkwił tutaj, pozbawiony emocji. Jean żył? Nie żył?
– Czasem zastanawiam się, czy kiedykolwiek rozumiałeś czym jest miłość. – Pełen bólu szept po prostu wypłynął z jego ust. – A potem szukam dowodów na to, że rozumiałeś, bo w przeciwnym razie nie chcę nawet myśleć o tym z czym ją pomyliłem.
Musiał go kochać, prawda? Przynajmniej na początku, zanim zaczął traktować go jako obiekt pożądania, którego nie mógł mieć.
A przecież okazywał mu miłości. Wtedy, gdy na początku ich związku rozbudzał go na milion sposób, tak by upewnić się, na jego własne życzenie, że Jonathan zaśnie dopiero razem z nim nad ranem w jednym łóżku. Albo podczas tych wszystkich wspólnych nocy. Lub gdy uśmiechał się z kupowanych przez Selwyna podarków. Teoretycznie to, że zaoferował mu wspólną wieczność też mogło być oznaką miłości, prawda?
– Zastanawia mnie tylko... – kontynuował, przenosząc wzrok na pobliskie drzewo, o które kiedyś oparł go niespodziewanie, gdy powoli wracali do apartamentu ambasadora, a Jean myślał, że był to już koniec pocałunków na ten moment. – Gdyby ktoś traktował mnie tak, jak ty teraz, zabiłbyś go. Czemu więc robisz to mi?
Może dlatego właśnie siedział teraz oparty o jego grób.