08.09.2024, 00:52 ✶
Patrick uśmiechnął się mimowolnie pod nosem, słysząc uwagę Atreusa. Znowu posłał nieświadomemu egzorcyście spojrzenie z ukosa. Czy on naprawdę nie zauważył? Czy też z premedytacją próbował udawać, że nie widzi, że nie poczuł tych odbitych na swoim policzku ust?
Trochę z uporem lepszej sprawy zdecydował się zignorować słowa pana Digby’ego. Popatrzył tylko za nim, gdy ten się oddalał, zastanawiając się, czy zrzędliwość była jakimś podstawowym elementem szkolenia na egzorcystę. Może to się właśnie do tego sprowadzało i im lepszy był w swoim fachu, tym więcej marudził?
- Obawiam się, że nawet jeśli ją zabiorę i zdeponuję w magazynie i tak przejmą ją niewymowni. – I to nie tak, żeby Steward jakoś szczególnie im nie ufał. Ale gdyby to od niego zależało, rozbiłby kryształową czaszkę w drobny mak. Tak na wszelki wypadek, żeby w przyszłości nie pojawił się jakiś śmiałek gotowy napełnić ją z powrotem duszami. Albo, żeby Departament Tajemnic nie odkrył, jak przypadkiem stworzyć kolejne takie kryształowe czaszki.
Na swój sposób nawet oddanie jej Sebastianowi, byłoby w oczach Patricka lepszym rozwiązaniem. Być może wyglądała upiornie, ale ten raczej, na jej podstawie, nie miał wiedzy i sił, by zająć się masową produkcją takich naczyń. A czy próbowałby napełnić ją ponownie? Coś zakuło aurora w środku na tę sugestię. Obawiał się, że mógłby tego spróbować, ale tylko w dobrej – w swoim mniemaniu – intencji.
- O, ty śmieszku, dobrze widzieć, że wrócił ci dobry humor – rzucił w stronę Sebastiana. – Ulżyło ci, że egzorcyzm poszedł dobrze? Czy to te wargi odbite na twoim policzku zadziałały tak odżywczo? – zapytał, podchodząc do pustego artefaktu. Podniósł go, by go zabrać, skatalogować w biurze i odesłać do magazynu. – Idziesz ze mną? Postawię ci gorącą czekoladę. Wyglądasz jakbyś trochę zmarł – rzucił jeszcze.
A potem pożegnał się z Brenną, kiwnął głową na pożegnanie Atreusowi i wyszedł z Sebastianem (czy tego egzorcysta chciał czy nie za bardzo) z pomieszczenia. Nie miał tu już nic do zrobienia.
Trochę z uporem lepszej sprawy zdecydował się zignorować słowa pana Digby’ego. Popatrzył tylko za nim, gdy ten się oddalał, zastanawiając się, czy zrzędliwość była jakimś podstawowym elementem szkolenia na egzorcystę. Może to się właśnie do tego sprowadzało i im lepszy był w swoim fachu, tym więcej marudził?
- Obawiam się, że nawet jeśli ją zabiorę i zdeponuję w magazynie i tak przejmą ją niewymowni. – I to nie tak, żeby Steward jakoś szczególnie im nie ufał. Ale gdyby to od niego zależało, rozbiłby kryształową czaszkę w drobny mak. Tak na wszelki wypadek, żeby w przyszłości nie pojawił się jakiś śmiałek gotowy napełnić ją z powrotem duszami. Albo, żeby Departament Tajemnic nie odkrył, jak przypadkiem stworzyć kolejne takie kryształowe czaszki.
Na swój sposób nawet oddanie jej Sebastianowi, byłoby w oczach Patricka lepszym rozwiązaniem. Być może wyglądała upiornie, ale ten raczej, na jej podstawie, nie miał wiedzy i sił, by zająć się masową produkcją takich naczyń. A czy próbowałby napełnić ją ponownie? Coś zakuło aurora w środku na tę sugestię. Obawiał się, że mógłby tego spróbować, ale tylko w dobrej – w swoim mniemaniu – intencji.
- O, ty śmieszku, dobrze widzieć, że wrócił ci dobry humor – rzucił w stronę Sebastiana. – Ulżyło ci, że egzorcyzm poszedł dobrze? Czy to te wargi odbite na twoim policzku zadziałały tak odżywczo? – zapytał, podchodząc do pustego artefaktu. Podniósł go, by go zabrać, skatalogować w biurze i odesłać do magazynu. – Idziesz ze mną? Postawię ci gorącą czekoladę. Wyglądasz jakbyś trochę zmarł – rzucił jeszcze.
A potem pożegnał się z Brenną, kiwnął głową na pożegnanie Atreusowi i wyszedł z Sebastianem (czy tego egzorcysta chciał czy nie za bardzo) z pomieszczenia. Nie miał tu już nic do zrobienia.