Norka miała na głowie sporo. W końcu była początkującą przedsiębiorczynią, która próbowała udowodnić, że Londynowi brakowało Nory. Miała wrażenie, że udawało jej się to coraz bardziej. W końcu pojawiały się tu coraz większe tłumy. Poczta pantoflowa działała, zauważała też, że ludzie wracali. Rozpoznawała coraz więcej twarzy, co tylko utwierdzało ją w tym, że robi to dobrze. Musiało się im tutaj podobać, skoro wracali do tego miejsca. Nie do końca była pewna, czemu to zawdzięczała, może po prostu chodziło o atmosferę tego miejsca? Zależało jej na tym, by stworzyć przestrzeń, w której każdy będzie czuł się dobrze, gdzie będzie można złapać oddech od tego wszystkiego, co działo się wokół. Nie oceniała swoich bywalców, byli dla niej klientami, którzy postanowili zagościć właśnie w jej progach, co tylko powodowało jej zadowolenie. Nie starała się ich dopasowywać do grupy ludzi, których reprezentują, w końcu powierzchowność mogła być myląca, a panna Figg nigdy nie oceniała, każdemu dawała szansę.
- Nie jest to wcale taki głupi pomysł, choć jeśli mam być szczera, to średnio się znam na takich zaklęciach, potrafiłbyś coś takiego zrobić? - Jeśli nie to może powinna poszukać gdzieś indziej. Jak tak dalej pójdzie, to ludzie zaczną stać jeden na drugim, co nie będzie komfortowe, a skoro zainteresowanie było coraz większe lepiej szybciej reagować, żeby mieć przygotowane jakieś rozwiązanie. - Nico się skarżył? - Lustrowała Fergusa uważnie wzrokiem nieco zaniepokojona. Myślała, że bratu nie jest wcale u niej tak źle, zawsze lepiej być w Londynie, niż na wsi u rodziców, może miała mylne wrażenie i Nicholasowi wcale się u niej nie podobało?
Nie dało się nie zauważyć, że Fergus miał jej za złe, że nie wspomniała mu o tym, że ich wspólny znajomy grywa tu wieczorami. - Odradził? No co Ty, zobacz jak się świetnie prezentuje na tej scenie, myślę, że nie tylko ja tak uważam. - Pokazała mu wzrokiem kilka dziewcząt, które siedziały gdzieś w okolicy sceny zapatrzone w Rookwooda. Zadecydowanie był powodem dla którego one tutaj przychodziły, zresztą nie dziwiła im się wcale, sama Norka była zapatrzona w niego jak w obrazek, kiedy wyciągał gitarę, może i nie tylko wtedy? Miała do niego jakiś taki dziwny sentyment. Sama nie wiedziała dlaczego tak na niego reagowała, nie zamierzała też póki co, szukać odpowiedzi na to pytanie, ważne, że im się dobrze razem współpracowało. W końcu gdyby było inaczej, to by tu tak często nie przychodził.
- Cztery lata to tyle, co nic. Ja urwałam kontakt z większością osób na dłużej i nikt nie miał mi tego za złe. - Starała się bronić Rookwooda, w końcu nie miała pojęcia dlaczego przestał odzywać się do Fergusa, to były ich sprawy, w które nie była wtajemniczona. Sama też nie powiedziała Saurielowi o wszystkim, jakoś nadal zapomniała wspomnieć o tym, że ma córkę. Przychodził tu w takich godzinach, w których Mabel już słodko spała na tyłach cukierni.
Poczuła, że jej policzki zrobiły się ciepłe, kiedy Sauriel wspomniał o zmianie waluty swojego wynagrodzenia. Nie dało się nie zauważyć różanych rumieńców, które pojawiły się na jej twarzy. Uśmiechnęła się do niego promiennie. - - Nie wiem ile to by musiało być buziaków, coś czuję, że mogłabym Ci się nie wypłacić.- Zawstydził ją trochę, nie potrafiła jednak walczyć z tym, w jaki sposób reagowało jej ciało, wolałaby tego nie pokazywać, szczególnie przy Ollivanderze, jednak nie miała na to najmniejszego wpływu. Pozostawało się z tym pogodzić.
Spoglądała na Fergusa, kiedy witał się z mężczyzną, miała wrażenie, że coś jest nie tak, nie potrafiła jednak stwierdzić co. Upiła łyk alkoholu ze swojej szklanki przyglądając się im uważnie. - Tęskniłam, nie bez powodu przecież go tutaj zaprosiłam, straszenie się cieszę, że współpraca nam się układa. - Jej słowa były zupełnie szczere.