08.09.2024, 14:01 ✶
Każda ze stron miała swoje ekstremalne jednostki, z dwojga złego, dobrze było, że trafili na kogoś relatywnie niegroźnego niż popleczników Ciemnego Pana. Na szczęście też nie widział interakcji jaka wydarzyła się między Brenną i kobietą, może nie uciekłby się do przemocy, albo dość dobitnie by wyraził swoje zdanie poprzez pomaganie kobiecie w opuszczeniu lokalu. Jednak jej obecność tylko utwierdziła go w tym, że dobrze zrobił wracając.
Zerknął jeszcze czy kobieta nie chce dalej ich niepokoić i kontynuował.
- Myślę, że bardzo by chcieli, ale był tak stary, że zanim sprawa wyszła na jaw, to zmarło mu się i nie wiedzieli jak zdjąć te klątwę - z sztućcami w dłoniach popatrzył na Brennę uważnie. - Na szczęście obyło się bez strat w ludziach, ale był blisko, jedna z kur już szła pod topór gdy się przemieniła z powrotem w człowieka - nie wspominając o traumie jednej i drugiej osoby, na szczęście przemienił się zanim stracił głowę, bo wtedy byłoby o wiele gorzej. I faktycznie klątwa zdawała się być formą żartu, jednak lokalni przedstawiciele prawa mieli z nią sporo problemu, wyśledzenie wszystkich przemienionych mugoli i wymazanie ich pamięci nastręczyło im sporo problemów.
Całą uwagę skupiał teraz na swojej rozmówczyni, uparcie ignorując kobietę z sępem na głowie, dopóki nie dochodziło do rękoczynów czy gróźb to zamierzał ignorować całą jej obecność, żeby nie karmić chorego zachowania dodatkową pożywką - zabrał się więc za jedzenie. Faktycznie naleśniki były dobre - użyli dobrego mięsa i nie żałowali sera, mimo, że delektowanie się nimi zostało nieco zakłócone wcześniejszym najściem nieznajomej to teraz mogli wrócić do rozmowy i jedzenia.
- Uhh, to brzmi jak dość popularna klątwa stosowana do zabezpieczania kurhanów przed złodziejami na Kaukazie - oczywiście, że zaczął analizować to co mu powiedziała poznał jej też dość paskudną formę, która była już mniej "zabawna", a o takie klątwy na razie nie prosiła. - A czemu mówisz o niej dopiero teraz? Wiesz, że wystarczyło napisać, pewnie wróciłbym świstoklikiem szybciej niż sowa po takiej podróży - rzucił żartobliwie i próbował sobie przypomnieć gdzie znajdował się rok temu. Gdzieś pomiędzy Peru a Egiptem właśnie, ale to nie przeszkadzałoby mu rzucić wszystkiego i wrócić do Anglii, gdyby dowiedział się, że ktoś z jego bliskich potrzebuje pomocy i on jest niemal najlepszą osobą do jej udzielenia. - Na szczęście widzę pozbyliście się jej, chyba, że nie i to dlatego to wszystko - wykonał delikatny ruch głową w stronę poprzedniego stolika, choć to był bardziej żart. Wątpił, żeby pozostawiła na sobie klątwę na tak długo.
- Myślę, że możesz nie mieć tyle czasu, żeby usłyszeć o wszystkich, ale to dobrze, będzie co ciekawego opowiadać na kolejnych spotkaniach - rzucił żartem i chwilę zastanowił się od czego zacząć, w międzyczasie pochłonął połowę swojego naleśnika, był tak dobry, ze nie mógł się powstrzymać, przed kolejnymi kęsami.
- W Libanie był pewien rzemieślnik, który sławił się w wykonywaniu niesamowitej jakości butów, niemal cały kraj zjeżdżał się do niego, żeby mieć choć jedną parę sygnowaną jego znakiem. O dziwo to nie jest historia o zazdrosnym konkurencie, bo szkolił każdego kto do niego przyszedł po porady. - nabrał nieco tchu, bo zaczynał już wpadać w tryb, ze mówi aż braknie mu oddechu. - Jednak niektórzy próbowali się wycwanić i nie dość, że próbowali go oszukać na zapłacie to jeszcze korzystali z różnych taktyk na przebranie się. Raz dowiedział się o skąpej parze, która wykorzystywała swoje bogactwo i niemal siłą za bezcen odkupowała buty od biedniejszych mieszkańców kraju - uśmiechnął się perfidnie, bo zbliżali się do puenty. - Dlatego też rzucił klątwę na dwie pary butów, które wysłał im w prezencie. Nic nie podejrzewając ubrali je dość szybko, żeby w nich się pokazać. Wtedy się zaczęło - aż zachichotał. - Okazało się, ze mężczyzna musi chodzić na rękach, bo buty nie chciały dotykać ziemi. A kobieta, gdy tylko próbowała usiąść zaczynała tańczyć, nie mogła zaznać odpoczynku. Nie muszę chyba mówić, ze z racji swej niepopularności musieli ściągać klątwołamacza z zagranicy, co trochę trwało. Spędzili w tym stanie przeszło trzy miesiące. - zakończył opowieść ewidentnie rozbawiony. Mieli i tak szczęście, że tak krótko.
Zerknął jeszcze czy kobieta nie chce dalej ich niepokoić i kontynuował.
- Myślę, że bardzo by chcieli, ale był tak stary, że zanim sprawa wyszła na jaw, to zmarło mu się i nie wiedzieli jak zdjąć te klątwę - z sztućcami w dłoniach popatrzył na Brennę uważnie. - Na szczęście obyło się bez strat w ludziach, ale był blisko, jedna z kur już szła pod topór gdy się przemieniła z powrotem w człowieka - nie wspominając o traumie jednej i drugiej osoby, na szczęście przemienił się zanim stracił głowę, bo wtedy byłoby o wiele gorzej. I faktycznie klątwa zdawała się być formą żartu, jednak lokalni przedstawiciele prawa mieli z nią sporo problemu, wyśledzenie wszystkich przemienionych mugoli i wymazanie ich pamięci nastręczyło im sporo problemów.
Całą uwagę skupiał teraz na swojej rozmówczyni, uparcie ignorując kobietę z sępem na głowie, dopóki nie dochodziło do rękoczynów czy gróźb to zamierzał ignorować całą jej obecność, żeby nie karmić chorego zachowania dodatkową pożywką - zabrał się więc za jedzenie. Faktycznie naleśniki były dobre - użyli dobrego mięsa i nie żałowali sera, mimo, że delektowanie się nimi zostało nieco zakłócone wcześniejszym najściem nieznajomej to teraz mogli wrócić do rozmowy i jedzenia.
- Uhh, to brzmi jak dość popularna klątwa stosowana do zabezpieczania kurhanów przed złodziejami na Kaukazie - oczywiście, że zaczął analizować to co mu powiedziała poznał jej też dość paskudną formę, która była już mniej "zabawna", a o takie klątwy na razie nie prosiła. - A czemu mówisz o niej dopiero teraz? Wiesz, że wystarczyło napisać, pewnie wróciłbym świstoklikiem szybciej niż sowa po takiej podróży - rzucił żartobliwie i próbował sobie przypomnieć gdzie znajdował się rok temu. Gdzieś pomiędzy Peru a Egiptem właśnie, ale to nie przeszkadzałoby mu rzucić wszystkiego i wrócić do Anglii, gdyby dowiedział się, że ktoś z jego bliskich potrzebuje pomocy i on jest niemal najlepszą osobą do jej udzielenia. - Na szczęście widzę pozbyliście się jej, chyba, że nie i to dlatego to wszystko - wykonał delikatny ruch głową w stronę poprzedniego stolika, choć to był bardziej żart. Wątpił, żeby pozostawiła na sobie klątwę na tak długo.
- Myślę, że możesz nie mieć tyle czasu, żeby usłyszeć o wszystkich, ale to dobrze, będzie co ciekawego opowiadać na kolejnych spotkaniach - rzucił żartem i chwilę zastanowił się od czego zacząć, w międzyczasie pochłonął połowę swojego naleśnika, był tak dobry, ze nie mógł się powstrzymać, przed kolejnymi kęsami.
- W Libanie był pewien rzemieślnik, który sławił się w wykonywaniu niesamowitej jakości butów, niemal cały kraj zjeżdżał się do niego, żeby mieć choć jedną parę sygnowaną jego znakiem. O dziwo to nie jest historia o zazdrosnym konkurencie, bo szkolił każdego kto do niego przyszedł po porady. - nabrał nieco tchu, bo zaczynał już wpadać w tryb, ze mówi aż braknie mu oddechu. - Jednak niektórzy próbowali się wycwanić i nie dość, że próbowali go oszukać na zapłacie to jeszcze korzystali z różnych taktyk na przebranie się. Raz dowiedział się o skąpej parze, która wykorzystywała swoje bogactwo i niemal siłą za bezcen odkupowała buty od biedniejszych mieszkańców kraju - uśmiechnął się perfidnie, bo zbliżali się do puenty. - Dlatego też rzucił klątwę na dwie pary butów, które wysłał im w prezencie. Nic nie podejrzewając ubrali je dość szybko, żeby w nich się pokazać. Wtedy się zaczęło - aż zachichotał. - Okazało się, ze mężczyzna musi chodzić na rękach, bo buty nie chciały dotykać ziemi. A kobieta, gdy tylko próbowała usiąść zaczynała tańczyć, nie mogła zaznać odpoczynku. Nie muszę chyba mówić, ze z racji swej niepopularności musieli ściągać klątwołamacza z zagranicy, co trochę trwało. Spędzili w tym stanie przeszło trzy miesiące. - zakończył opowieść ewidentnie rozbawiony. Mieli i tak szczęście, że tak krótko.