Kupienie gotowca być może okaże się koniecznością. Tymczasowym wyjściem z sytuacji, kiedy czekasz na swój wymarzony dom, a kiedy bardzo nie chcesz przebywać w tym swoim obecnym. Kolejne inwestycje? Taak, ale ta druga byłaby tymczasowa. Środkowa? Bo trzech domów nie zamierzał utrzymywać, a nie zamierzał też sprzedawać swojej posiadłości z New Forest. Głównie dlatego, że nie chciał wszystkich zapraszać do swojego nowego przybytku. Chciał się w nim zwinąć jak smok na swojej górze klejnotów i złota i tak już zostać. Śpiewałoby mu morze, dźwięczałaby jakaś muzyka, albo to on by nucił, żeby świat stał się jeszcze piękniejszym i jeszcze lepszym miejscem. Gdyby żyli kilkadziesiąt lat w przód to zostałby jedną z księżniczek Disneya - chodziłby wśród stokrotek i tylko śpiewał, a jego głównym zadaniem byłoby wyglądanie dobrze i pozwalanie ptaszkom siadać na swoich paluszkach.
Rzeczy najbardziej oczywiste czasami były przed nami najbardziej zasłonięte. Ślepi jesteśmy, a tyle kolorów przecież widać, kiedy zamknie się powieki. Może to przez to - miraż barw zasłaniał te szczegóły, na które powinieneś zwrócić szczególną uwagę. Pokiwał więc głową. Nie musiała mówić, że to było głupie, co robił, niektóre rzeczy nie musiały i nawet nie powinny wybrzmiewać. Być może byłoby wskazane, żeby zadźwięczały, gdyby nie zdawał sobie z tego sprawy, ale w tej rozbudowanej wymianie zdań wszystko było ułożone tak, jak chcieli. Albo przesuńmy się dalej? Przecież rozumieli się bez słów. Jedno z nich mogło rozpocząć zdanie, żeby to drugie je dokończyło - nie było to między nimi dziwne, niepoprawne. Było naturalne. I być może Victoria by się zdziwiła, bo były tylko dwie kobiety, które wzbudziły jego zainteresowanie. Ona była właśnie jedną z nich. A drugą wcale nie była Fontaine. Jego relacja z Fontaine była co najmniej pokomplikowana. Tak jak wszystkie wydarzenia z tamtego czasu.
- Aach... więc wygrywasz cierpliwością i podstępem? - Znał Victorię, dobrze wiedział, że nacisk nie należał do jej standardowego trybu zachowania. Nigdy jej nie widział w pracy, w działaniu, więc może coś wyglądało inaczej za zasłonkami tego, czego zdążył doświadczyć. Tym nie mniej była łagodna z natury - nie pchałaby siłą kogoś, na kim jej zależało do czegoś, czego on sam nie chciał. Czasem wręcz własnym kosztem, ale nie zamierzał tego krytykować. Nigdy nie zamierzał. Chyba że szala jej szczęścia się za bardzo przechylała. Zadał to pytanie więc w humorystycznym nastroju. - Nie mam złego mniemania o wampirach jako jednostkach, po prostu... - nie, nie musiał kończyć. Cicho odetchnął, wiedziała dobrze, co by tu dopowiedziała, bo jak sama powiedziała: wiedziała. Tak, wiedziała. Wampiry są niebezpieczne. - Lubię Astarotha. Żal mi go, bo jest zagubiony i potrzebuje pomocy. Cieszę się, że Sauriel ma więcej samokontroli niż on. - Astaroth by się na pewno od razu rzucił do szyi Victorii. Albo prosto do krwi, bo przecież jej rany nie były na szyi. To jest - tam też je miała, ale nie te krwawe. - Dobrze. Bardzo zdrowe podejście. - Ulżyło mu, kiedy to usłyszał, że ona nie zamyka drzwi w żadną stronę. Może to ta normalność? - To romantyczne - poszukiwanie siebie wzajem na podjętej drodze. Własnej drodze. - Oparł policzek na zgiętych palcach, przechylając głowę w dół. Rozkładając się wygodnie na wygodnym krześle.
- Poznaliśmy się jakieś... cztery lata temu. - To JUŻ cztery lata? Czy DOPIERO cztery? - Crow... kochał ją i pracował dla niej. Ale ta kobieta nie wie, co to miłość. Może kiedyś wiedziała, ale zapomniała. - Czarna magia niszczyła ludzi. Wyżerała ich całkowicie, zostawiała tylko popiół i kości pod skórą, która powinna być czerwona. Stawała się szara. - Szybko się rozeszliśmy w swoich kierunkach. Myślałem, że zginął. Na tych Głębokich Ścieżkach. - O to w końcu nie było trudno, prawda? - Spotkaliśmy się jakiś miesiąc temu przypadkiem - byłem w cyrku i on tam występował. - To były bardzo oględne wyjaśnienia i to orbitujące dookoła tematu, niekoniecznie włączając w niego siebie samego. A to chyba było najistotniejsze. Przez moment milczał, spoglądając w tę lampkę wina. Ciasto naprawdę ładnie pachniało, kiedy sobie rosło pod ściereczką. - Nie opowiadałem o tym nikomu. Tylko Florence zna bardzo duży ogólnik kłopotów, w jakie się wtedy wpakowałem. - Stuknął palcem w szkło. - Poznałem się z Fontaine, bo pracowałem jako prostytutka, a Crow chciał się pobawić z chłopaczkiem. - W bardzo oględnej wersji, bo szukałem kontaktu z tą kobietą tak czy siak. Więc to nie było całkowicie przypadkowe. Odciągnął wzrok od kieliszka, żeby czasem nie zobaczyć w tym karminie swojego odbicia i przeniósł oczy z niby to zaciekawieniem na swoje pierścionki.