08.09.2024, 20:25 ✶
Charlie wziął głębszy wdech, jak topielec wyciągnięty z wody, łapiący powietrze mimo tego, iż płuca już dawno miał zalane i zbliżała się jego godzina.
- Nikt nie podążyłby za takim Ministerstwem. - Powiedział pewnie, kręcąc lekko głową. - Za mugolami? Kto miałby? Nie my, nie Mulciberowie. - Wypowiedział się za całą swoją rodzinę i tym razem był pewny, że nie skłamał. Zresztą, rodzina już pokazała, na co ją stać! - Obaliliby ich, wszystkich. A... a teraz? Kto rządzi? - Wolał się upewnić, bo i nie miał pojęcia. Nie interesował się tymi rzeczami, a i był pewny, że władza przeszła w odpowiednie ręce. Przecież świat nie mógł godzić się na mugolaka na takim stanowisku przez zbyt długi czas? - Mój tata... - Stracił na chwilę wątek. - Jest mądry. Mógłby porwać, jeśli by chciał. - Uparł się i nie było sensu przekonywać go, że jest inaczej. Richard może miał swoje wzloty i upadki, ale Charlie rozumiał, jak trudna była to sytuacja. Ojciec zasługiwał tylko na szacunek i posłuszeństwo.
Wiele osób nie popierało penisowych świeczek i Charlie dalej nie rozumiał, dlaczego. Wszystko było dla ludzi, również takie niegrzeczne wynalazki. Ich kształt miał być zabawny, nie szokujący, pasujący do zastosowania. Rolph jednak miał rację. Musiał mieć. Nie było innej możliwości.
- Chcę... szacunku. I bogactwa. - Zgodził się, zaraz jednak zmarszczył brwi i zawahał się. Było coś ważniejszego. - Chcę, żeby tata był ze mnie dumny.
Charlie miał zdolności, a jeśli tych zabraknie, nie było problemem zlecenie wykonania formy, w której mógłby tworzyć świeczki, a może nawet odlewanie formy z naturalnych przedmiotów. To były jednak dalekoidące plany, na które Charlie nie miał przede wszystkim pieniędzy. Kiedy złapie jakąś robotę może i zainteresuje się na nowo produkcją świeczek i kadzideł pod własne nazwisko, jednak póki co musiał znaleźć pracę, dom i, co najważniejsze, wytrzeźwieć.
Rodolphus nie pomagał mu jednak otrząsnąć się z działania alkoholu, jak i z tego snu. Charlie zadrżał, odruchowo uchylając usta, gdy znalazł się na nich palec Lestrange'a, przymknął powieki, chłonąc szeptane do ucha słowa.
- Od jutra. Od jutra... nie zawiodę. - Obiecał szeptem. Obietnicę składał sobie, lecz Rolph był jego świadkiem.
- Nikt nie podążyłby za takim Ministerstwem. - Powiedział pewnie, kręcąc lekko głową. - Za mugolami? Kto miałby? Nie my, nie Mulciberowie. - Wypowiedział się za całą swoją rodzinę i tym razem był pewny, że nie skłamał. Zresztą, rodzina już pokazała, na co ją stać! - Obaliliby ich, wszystkich. A... a teraz? Kto rządzi? - Wolał się upewnić, bo i nie miał pojęcia. Nie interesował się tymi rzeczami, a i był pewny, że władza przeszła w odpowiednie ręce. Przecież świat nie mógł godzić się na mugolaka na takim stanowisku przez zbyt długi czas? - Mój tata... - Stracił na chwilę wątek. - Jest mądry. Mógłby porwać, jeśli by chciał. - Uparł się i nie było sensu przekonywać go, że jest inaczej. Richard może miał swoje wzloty i upadki, ale Charlie rozumiał, jak trudna była to sytuacja. Ojciec zasługiwał tylko na szacunek i posłuszeństwo.
Wiele osób nie popierało penisowych świeczek i Charlie dalej nie rozumiał, dlaczego. Wszystko było dla ludzi, również takie niegrzeczne wynalazki. Ich kształt miał być zabawny, nie szokujący, pasujący do zastosowania. Rolph jednak miał rację. Musiał mieć. Nie było innej możliwości.
- Chcę... szacunku. I bogactwa. - Zgodził się, zaraz jednak zmarszczył brwi i zawahał się. Było coś ważniejszego. - Chcę, żeby tata był ze mnie dumny.
Charlie miał zdolności, a jeśli tych zabraknie, nie było problemem zlecenie wykonania formy, w której mógłby tworzyć świeczki, a może nawet odlewanie formy z naturalnych przedmiotów. To były jednak dalekoidące plany, na które Charlie nie miał przede wszystkim pieniędzy. Kiedy złapie jakąś robotę może i zainteresuje się na nowo produkcją świeczek i kadzideł pod własne nazwisko, jednak póki co musiał znaleźć pracę, dom i, co najważniejsze, wytrzeźwieć.
Rodolphus nie pomagał mu jednak otrząsnąć się z działania alkoholu, jak i z tego snu. Charlie zadrżał, odruchowo uchylając usta, gdy znalazł się na nich palec Lestrange'a, przymknął powieki, chłonąc szeptane do ucha słowa.
- Od jutra. Od jutra... nie zawiodę. - Obiecał szeptem. Obietnicę składał sobie, lecz Rolph był jego świadkiem.