08.09.2024, 23:36 ✶
– W porządku, skoro określasz go w ten sposób, uznaję to za tak – zdecydowała Brenna, odnotowując sobie w pamięci, by w najbliższym czasie podpytać wśród znajomych o dobrego terapeutę. Alastor zapewne miałby opory w przyjęciu pomocy finansowej w trafieniu do jakiegoś prywatnie, ale mogła szukać pośród tych z ludzkimi cenami za konsultację i próbować go przekonać, że stan psychiczny członków Zakonu to zdecydowanie sprawa ich wszystkich.
Brenna patrzyła na Millie, bardzo uważnie: najpierw dlatego, że chciała mieć większe szanse odgadnąć, gdyby ta skłamała, później z powodu wypowiedzianych słów. Nie odezwała się od razu, nie zasypała Moody powodzią słów, jak miała to w zwyczaju, bo zdarzały się chwile i tematy, gdy każde wypowiedziane słowo miało znaczenie i nie należało rzucać ich na wiatr.
To była jedna z nich.
Brenna obracała więc te słowa, wypowiedziane przez Millie, i które mogłaby wypowiedzieć sama, we własnej głowie, a w kuchni panowała cisza.
Miała pewne podejrzenia.
Ile jednak było w nich prawdy, a ile zaklęć, którymi trafiono Millie, ile traumy pozostałej po tym, jak być może dopadły ją tam, w mroku Kniei, widma?
– Może chodzić o kontakt z widmami – powiedziała w końcu, wydobywając z kieszeni spodenek chusteczkę i podsuwając ją Moody. Pierwszym odruchem Brenny w takich sytuacjach było zwykle objęcie kogoś, ale nie zrobiła tego tym razem. Nie chciała, aby Millie płakała jej teraz na ramieniu: chciała, żeby posłuchała, co miała do powiedzenia. Bo pamiętała aż za dobrze sny niezrozumiałe, rzeczy, których nikt inny nie widział, a ona przecież nie miała brata i matki aurowidzów, nie wywodziła się z rodziny proroków i szaleńców. – A może to nie z terapeutą powinnaś rozmawiać. Znałam poza tobą dwie osoby z krwią Trelawneyów. Obie widywały często rzeczy, których nie ma. To znaczy… których nie ma tutaj. U nas. A jedna z nich nawet nie ma Trzeciego Oka i zupełnie na tym, co widuje nie panuje. W Dolinie Godryka otworzono przejście do Limbo, przez cały maj takie rzeczy… widywali także zwykli ludzie. Ja i Mav widziałyśmy jakieś widmo. Heather i Cameron przeszłość, a nie są widmowidzami.
Atreus, błękitny ogień, krzak…
– Może wtedy… ta krew się przebudziła? – Jeżeli nawet nie jasnowidzenie, tak ponoć częste w tej rodzinie, to mógł to być ten talent i przekleństwo w jednym: spoglądanie poza te elementy świata, które widzieli zwykli ludzie.- Millie, może powinnaś iść do kogoś z Trelawneyów? Krewnych twojej matki? Słyszałam o jakieś Cassandrze Trelawney, słynnej jasnowidzce. Chodzi mi o kogoś starszego, kto… no mógł poznać lepiej temat. Albo… słyszałam, że podobno wasza rodzina jest jakoś spokrewniona z Szeptuchą.
Brenna może miałaby ją za szaloną, gdyby nie słowa, które ta nie tak dawno temu wypowiedziała do Patricka: i które wróciły do niego w Limbo.
Brenna patrzyła na Millie, bardzo uważnie: najpierw dlatego, że chciała mieć większe szanse odgadnąć, gdyby ta skłamała, później z powodu wypowiedzianych słów. Nie odezwała się od razu, nie zasypała Moody powodzią słów, jak miała to w zwyczaju, bo zdarzały się chwile i tematy, gdy każde wypowiedziane słowo miało znaczenie i nie należało rzucać ich na wiatr.
To była jedna z nich.
Brenna obracała więc te słowa, wypowiedziane przez Millie, i które mogłaby wypowiedzieć sama, we własnej głowie, a w kuchni panowała cisza.
Miała pewne podejrzenia.
Ile jednak było w nich prawdy, a ile zaklęć, którymi trafiono Millie, ile traumy pozostałej po tym, jak być może dopadły ją tam, w mroku Kniei, widma?
– Może chodzić o kontakt z widmami – powiedziała w końcu, wydobywając z kieszeni spodenek chusteczkę i podsuwając ją Moody. Pierwszym odruchem Brenny w takich sytuacjach było zwykle objęcie kogoś, ale nie zrobiła tego tym razem. Nie chciała, aby Millie płakała jej teraz na ramieniu: chciała, żeby posłuchała, co miała do powiedzenia. Bo pamiętała aż za dobrze sny niezrozumiałe, rzeczy, których nikt inny nie widział, a ona przecież nie miała brata i matki aurowidzów, nie wywodziła się z rodziny proroków i szaleńców. – A może to nie z terapeutą powinnaś rozmawiać. Znałam poza tobą dwie osoby z krwią Trelawneyów. Obie widywały często rzeczy, których nie ma. To znaczy… których nie ma tutaj. U nas. A jedna z nich nawet nie ma Trzeciego Oka i zupełnie na tym, co widuje nie panuje. W Dolinie Godryka otworzono przejście do Limbo, przez cały maj takie rzeczy… widywali także zwykli ludzie. Ja i Mav widziałyśmy jakieś widmo. Heather i Cameron przeszłość, a nie są widmowidzami.
Atreus, błękitny ogień, krzak…
– Może wtedy… ta krew się przebudziła? – Jeżeli nawet nie jasnowidzenie, tak ponoć częste w tej rodzinie, to mógł to być ten talent i przekleństwo w jednym: spoglądanie poza te elementy świata, które widzieli zwykli ludzie.- Millie, może powinnaś iść do kogoś z Trelawneyów? Krewnych twojej matki? Słyszałam o jakieś Cassandrze Trelawney, słynnej jasnowidzce. Chodzi mi o kogoś starszego, kto… no mógł poznać lepiej temat. Albo… słyszałam, że podobno wasza rodzina jest jakoś spokrewniona z Szeptuchą.
Brenna może miałaby ją za szaloną, gdyby nie słowa, które ta nie tak dawno temu wypowiedziała do Patricka: i które wróciły do niego w Limbo.
Don't promise to live forever. Promise to forever live while you're alive.