Laurent marzenia o domu miał wielkie. O każdym idealnym kąciku, o każdej rycinie, która mogłaby zdobyć jego ściany. Kiedy stawiał swój obecny dom chciał, żeby był skromny - szukał ucieczki i odmiany od polanego złotem Keswick, rodzinnego domu, który został stworzony po to, by inni mogli zazdrościć. Och, zgrozo, przecież Edward siedział na prawdziwym TRONIE ze ZŁOTA. Mimo to był przystrojony, wymuskany, kwiatki, wstążki i delikatność wszystkiego, co mogło stanowić ozdobnik. A nad kominkiem wielki obraz obnażonych selkie - albo kobiet po prostu, dla osób, które nie przeczytały tytułu dzieła - a jedna z nich przedstawiała jego matkę. Marzyło mu się... czy potrafił w ogóle ubrać w słowa te marzenia? Jak piękny powinien być to dom? Nie za duży, ale już nie tak niewielki jak ten, w którym mieszkał obecnie. Chyba jego garderoba była tam największym pomieszczeniem.
- Bałem się. O ciebie. - To były stworzenia czarnej magii. Ludzie, ale jednak ludzie, w których czaiła się groza. Nie byli w stanie żyć sami ze sobą, obrać ziemniaki w wolnym czasie, kiedy nie mieli pieniędzy i jeść je na śniadanie i kolację. Oni musieli polować na ludzi, a to polowanie mieli zakodowane w DNA. Więc oczywiście, że był negatywnie nastawiony, ale niekoniecznie do samych wampirów - boisz się tego, czego nie znasz, a on nie poznał do czasu spotkania Astarotha żadnego. Zdawał sobie sprawę, że wśród nich na pewno są tak owieczki, jak i wilki w owczej skórze. Potwory jak i niemalże święci - bo to ciągle były ludzkie istoty. Ze swoich marzeniami, pragnieniami i ze swoim strachem. Tutaj mówimy o wampirze, który zbliżył się do Victorii. Bardzo zbliżył. - Naprawdę? - Ucieszył się, nie mógł powiedzieć, że nie. Nie był jakoś szczególnie związany z Astarothem, ale widział, że to był człowiek, który bardzo potrzebował pomocy. I pomimo swojej natury bardzo chciał... żyć. Żyć w tym nieżyciu. Dlatego troszkę się ucieszył, kiedy usłyszał, że pojawi się ktoś, kto pomoże Yaxleyowi chociaż trochę. Pomijając to, że Victoria już pomagała. - Astaroth nie jest mi bliski, ale sprawił na mnie wrażenie dobrej osoby. Tylko... zagubionej. - Wyjaśnił od razu, żeby się nie zastanawiała zanadto skąd w ogóle to wszystko i skąd jego reakcja. A reszta pisała się sama - w jego naturze było wyciąganie dłoni do każdego, kto tylko pomocy potrzebował. I to właśnie niekoniecznie zawsze było mądre i czasem sprowadzało ogromne kłopoty. - Tak. Tak uważam. - Powstałaby z tego na pewno piękna książką. Może zatytułowaliby ją "Zmierzch"? To też była romantyczna nazwa - moment spotkania Słońca z Księżycem, Człowieka z Wampirem. Fakt, że Victoria romantyczką nie była - na szczęście Laurent nadrabiał za ich dwójkę. Mogliby tak trwać w bardziej pozytywnej myśli o romantyzmie i o tym, że ludzie się zmieniają, że nawet przeklętym nie jest przeznaczone zupełne zatracenie, a Grzeczne Dziewczynki mogą kochać się w całkiem Niegrzecznych Chłopcach. Ale temat zszedł na gorzki grunt.
Wino też potrafiło być gorzkie, więc nawet delikatnie się skrzywił przy kolejnym łyku, gdy padło to pytanie "dlaczego". Jak zazwyczaj w jego życiu - przez romanse. Przez pociąg do mroku, który wabił swoją możliwością zatopienia się i kusił, by próbować zdobyć nad nim kontrolę. Bo Laurent chciał go kontrolować tak samo mocno, jak chciał, żeby ktoś przejął kontrolę nad nim chociaż na kilka chwil. Niestety zazwyczaj tak bywa, że rzadko dostajemy dokładnie to, czego chcemy. A raz wypowiedziane życzenie może się szybko obrócić przeciw nam.
Otworzył swoje ramiona i odstawił w końcu tę lampkę, kiedy Victoria do niego przylgnęła. Przylgnął i do niej. Otulił ramionami - zimną kobietę, a jednocześnie całkowicie ciepłą. Lubił jej zapach, lubił jej obecność - tylko brakowało mu jej ciepła, tego czysto fizycznego. Bardzo brakowało. Jak zaś jej musiało go brakować? Skoro nic nie było w stanie pomóc jej w ogrzaniu się? Zamknął oczy, opierając czoło na jej barku.
- Tak jakby tobie brakowało teraz tam interesów. Jesteś przecież aurorem. - Tylko to były... interesy innego rodzaju, zdawał sobie z tego sprawę. To miał być taki lekki żart na rozładowanie sytuacji. - Prawdę mówiąc to chyba nie ma się nad czym rozwodzić. Jestem uzależniony od seksu. Co za różnica, czy nazwiemy to dziwką, czy seksem dla satysfakcji. Wynik jest tak samo żałosny.