• Londyn
  • Świstoklik
    • Mapa Huncwotów
    • Spis lokacji
  • Dołącz do gry
  • Zaloguj się
  • Postacie
  • Accio
  • Indeks
  • Gracze
  • Accio
Secrets of London Greater London Niemagiczny Londyn v
« Wstecz 1 2 3 4 5 6 Dalej »
[Sierpień 1972] Bezczelne - ciągle tylko pada w tym Londynie - Severine & Oleander

[Sierpień 1972] Bezczelne - ciągle tylko pada w tym Londynie - Severine & Oleander
miss goodman
rage, maybe rage would lift me up, make me stand, make me walk—
wiek
sława
krew
genetyka
zawód
Wysoka (177 centymetrów) i niekształtna; wąska talia, niemalże płaska klatka piersiowa, szerokie ramiona oraz krzywe, bocianowate nogi zaskarbiły jej w szkolnych latach niechlubne przezwisko - oset. Jej miodowe włosy, jeśli nie potargane, upięte są w niedbały kok, zaś spojrzenie błękitnych oczu kryje w sobie zmęczenie. Poza tym nosi się elegancko, choć mało kobieco, lubując się w idealnie skrojonych garniturach.

Severine Crouch
#2
09.09.2024, 14:19  ✶  
Chybotliwa poręcz klatki schodowej drżała niepewnie pod dłonią Severine, a stare deski uginały się pod jej krokami z jękiem, kiedy pośpiesznie zmierzała do swojego mieszkania. Minęła bez słowa schodzącą z piętra wyżej sąsiadkę; być może w innych okolicznościach zamieniłaby z nią kilka zdań, może z udawaną grzecznością zapytałaby nawet, dlaczego wychodzi w taką pogodę, ale nie dziś - dziś bowiem pragnęła tylko zapaść się w miękkości kanapy i wychylić kieliszek skrzętnie ukrytego przed światem laudanum. Przełknęła ślinę na myśl o doskonale znanej jej goryczy rozlewającej się po podniebieniu i ekstatycznej niemocy ogarniającej jej ciało, cal po calu, aż w końcu błękit oczu ginął za kurtyną powiek, a sama odpływała w błogi, pozbawiony marzeń sen.

Woda ociekająca ze złożonego parasola tworzyła na podłodze obok jej butów kałużę, kiedy rozedrgane dłonie szukały w torebce kluczy. Na próżno, jak się okazało; drzwi do mieszkania okazały się być otwarte. Cienka bruzda wykwitła pomiędzy jej brwiami; był to raczej grymas irytacji, aniżeli zmartwienia. Mimo to sięgnęła po różdżkę i ostrożnie nacisnęła klamkę, gotowa zmierzyć się z intruzem, który niewątpliwie czekał na nią w środku. Złodziej? Wszystkie swoje pieniądze trzymała na koncie w banku. Czy ktoś połasił się na te kilka błyskotek, które trzymała w szkatułce na komodzie? Może chodziło o inkrustowany stół, ręcznie tkany turecki dywan, czy zastawę, która miała być częścią jej posagu, ale została jej podarowana, kiedy rodzice całkiem stracili nadzieję na jej zamążpójście? A co jeśli przybył po dokumenty starannie posegregowane w teczkach w jej domowym gabinecie? Poczuła, jak drobne włoski na jej karku stanęły dęba - to rzeczywiście mogło generować pewne kłopoty.

Ukryta w półmroku holu poruszała się naprzód, noga za nogą, jakby chciała maksymalnie odłożyć w czasie spotkanie z owym nieznanym, które nawiedziło jej mieszkanie. Wreszcie jej oczom ukazał się salon i żałośnie efemeryczna postać brata odcinająca się bladością na tle ciemnej kanapy. Odetchnęła z ulgą, chowając różdżkę do kieszeni i cofnęła się, by zostawić parasol, ściskany do tej pory przez nią jak tarcza, w ociekaczu obok szafki na buty.

— Jest zabezpieczone — odpowiedział mu matowy, pozornie pozbawiony emocji głos, lecz gdyby tylko Oleander wsłuchał się w subtelne wibrato wybrzmiewające pomiędzy uderzeniami kropli o szybę, pojąłby, że to tylko gra, nieudolna próba maskowania swoich własnych uczuć. A tych z kolei przelewała się przez nią cała fala; wzburzona, bezkształtna, trudna do nazwania i jeszcze trudniejsza do okiełznania — Ale nie przed tobą.

Być może kiedyś zaklęcie powstrzymałoby Oleandra przed przekroczeniem progu jej mieszkania, zwróciłoby go w połowie drogi lub rozlała się w jego ciele wątpliwą pieszczotą przekleństwa - kary, za to, że ośmielił się naruszyć jej przestrzeń. Kiedyś go nienawidziła - tych jego po dziecięcemu jeszcze pyzatych policzków i loków opadających miękko na skronie, którymi tak zachwycała się ich matka i sunących po klawiaturze pianina palców, którym z dumą przyglądał się ojciec. Nie potrafiła jasno określić momentu, w którym zdała sobie sprawę z tego, że to nie brat jest antagonistą w tej historii, lecz rodzice tak okrutnie zapatrzeni w syna, którego tak bardzo pragnęli. Oboje zostali przez nich skrzywdzeni, choć na różnych sposób. Severine nigdy przy nich nie rozwinęła skrzydeł; Oleander z kolei nie nauczył się jak lądować. A przecież życie nie było jedynie beztroskim lotem nad rodzinnym gniazdem; czasem było tarzaniem się w błocie. Bardzo bała się jego pierwszego upadku; tego, jak trudno go zniesie…

…choć sądząc po obrazie, jaki sobą prezentował, chyba właśnie do niego doszło. Nie potrzebował stroju, aby wzbudzić w niej współczucie, choć to z pewnością wzmacniało cały efekt.

— Wyglądasz, jakbyś potrzebował kieliszka wina — zawyrokowała, zrzucając z ramion cienki płaszcz.
« Starszy wątek | Nowszy wątek »

Użytkownicy przeglądający ten wątek: 1 gości
Podsumowanie aktywności: Przełącz sortowanie alfabetycznie/ilość słów Oleander Crouch (599), Severine Crouch (586)




Wiadomości w tym wątku
[Sierpień 1972] Bezczelne - ciągle tylko pada w tym Londynie - Severine & Oleander - przez Oleander Crouch - 20.07.2024, 18:53
RE: [Sierpień 1972] Bezczelne - ciągle tylko pada w tym Londynie - Severine & Oleander - przez Severine Crouch - 09.09.2024, 14:19

  • Pokaż wersję do druku
  • Subskrybuj ten wątek

Przydatne linki
Kolejeczka
Tryb normalny
Tryb drzewa