Miała świadomość, że dla osób, które wiodły zwyczajne życie cyrk mógł wydawać się czymś fascynującym. Mało kto z zewnątrz bowiem miał szansę obejrzeć wszystkie zakamarki, dlatego też właśnie zaprosiła ich do siebie. Chciała pokazać jak wygląda jej życie, przynajmniej po trosze, polubiła Thomasa i nie miała nic przeciwko temu, aby dowiedział się o niej nieco więcej. Nie robiła tego często, bo miała raczej niewielu znajomych spoza swojej cyrkowej rodziny.
- To prawda, teleportacja to jedna z najlepszych sztuczek magicznych. - Sama również doceniała tę umiejętność, na całe szczęście nauczyła się korzystać z translokacji, to dosyć mocno ułatwiało życie.
Roześmiała się, kiedy usłyszała komentarz związany ze zmianą, jaka zaszła w jej wyglądzie. To była prawda, wyglądała jak zupełnie inny człowiek, scena rządziła się jednak swoimi prawami, a Fiery nie była jakoś specjalnie krzykliwa jeśli chodzi o swój codzienny wygląd. - Tak, na scenie muszę zwracać na siebie uwagę, tak normalnie nie do końca jest to w moim stylu, rzadko kiedy ktoś mnie rozpoznaje. - Było jej to na rękę, wolała raczej trzymać się w cieniu, szczególnie teraz, kiedy konflikt toczył się w świecie czarodziejów. Tacy jak ona nie byli mile widziani w magicznym świecie, a sporo osób znało historię cyrku. Członkami rodziny Bell byli przecież tylko mugolacy i charłacy.
- Skoro tak mówisz, to chodźmy. - Cóż, podobało jej się takie nastawienie. Bracia na pewno byli głodni, bez względu na to, czy zmienią postać będą musieli zjeść, bo dzisiaj posłuchali Fiery i praktycznie nic nie jedli.
- Och tak, jasne, opowiem ci wszystko. - Bardzo dokładnie wiedziała, co się wtedy wydarzyło, bo przecież była świadkiem tego wydarzenia. Obwiniała się przez ostatnie lat przez to co im się przydarzyło.
Powoli oddalali się od przyczepy Fiery, prowadziła ich między innymi, podobnymi do tej jej, aż trafili na niewielki plac, gdzie znajdowała się ogromna klatka. W jej wnętrzu można było dostrzec dwa lwy. Aktualnie leżeli, odpoczywali po występie. Panna Bell podeszła bliżej i otworzyła klatkę. - Chłopaki, zachowujcie się to jest Thomas, opowiadałam wam o nim. - Przesunęła się w bok, aby lwy mogły wyjść na zewnątrz. Od zwyczajnych zwierząt, które mógł znać ze świata mugolskiego różniły się tylko tym, że miały skrzydła. Lwy wygramoliły się leniwie z klatki.
- To są Leo i Theo. - Zademonstrowała mężczyźnie braci. Spoglądała na niego dość niepewnie, bo nie wiedziała, jak zareaguje na obecność zwierząt.
- Co do klątwy, rzuciła ją na nich pewna czarownica. Udało mi się ukraść jej pierścień, a ona nie mogła tego przeżyć, przez co rzuciła w nich jakieś zaklęcie, podejrzewam, że czarnomagiczne, mnie udało się uciec. - Mówiła o tym cicho, nie łatwo było się przyznać bowiem do kradzieży.