10.09.2024, 01:02 ✶
Był jej wdzięczny, może i zamierzał odebrać swoje życie, to jednak nie zamierzał przy okazji również zabierać ze sobą kogokolwiek innego - choć przez myśl mu nawet nie przeszło, że mógłby spaść na kogoś i tym samym zabić jego nie siebie. To dopiero byłby niezwykły pech - do takich akcji to trzeba by było być chyba arcymistrzem przegrywu. Thomas zamknął oczy wracając do swoich myśli i godzenia się z tym co ma nadejść za chwile. Wszelkie odgłosy z dołu zdawały się mu być jedynie szumem liści na wietrze, odzyskiwał lekkość i poczucie ulgi - a wszystko to przez fakt, że zaraz się wszystko skończy. Nie był się czego bać przecież, krótki lot i wszystko zniknie, nie będzie musiał walczyć o kolejny oddech. Nie będzie musiał już stwarzać iluzji i przybierać sztucznego, wymuszonego uśmiechu, gdy oczy pozostawały puste.
Drgnął zdając sobie sprawę, że coś przebija się przez jego mentalny mur, już wyciągał nogę, żeby zrobić ten jeden ostatni krok i przestać czuć. Niczym natrętny komar w środku nocy, gdy człowiek położy głowę do poduszki wróciła ona. Nie miał pojęcia kim jest ta ślizgonka, ale chyba za punkt honoru obrała sobie wybijanie go z rytmu. Może chciała po prostu zebrać jak największą "publikę" i dlatego grała na czas. Pusty śmiech potoczył się z ust Thomasa, ale urwał się niemal natychmiast, kiedy zaczął przechodzić w szloch - nie doliczyłby się już ile łez było w jego słowach.
- Dlaczego - zapytał z rezygnacją w głosie, nawet nie siląc się na krzyk, było mu już naprawdę wszystko jedno czy dotrze do niej jego głos. Czemu ją to interesowało? Dlaczego musiała mu okazywać zainteresowanie i nie pozwalała odejść w spokoju. Gdyby potrafiła to dojrzeć to by wiedział, że faktycznie coś znaczy, jednak jak małe musiało to być, że nikt nie potrafił tego dojrzeć (nie brał pod uwagę faktu, że nie dał nikomu zobaczyć co z nim się dzieje, przybierając maski i udając, ze wszystko jest w porządku przez ten cały rok). Jak miał powiedzieć, że codziennie rano jadł tosty z nie z dżemem czy serem, ale z nadzieję, że się zadławi i umrze? Ale miał dość czekania na szczęście i postanowił wziąć to we własne ręce? Jak miałby jej wytłumaczyć swój gigantyczny strach, ciemność, która go spowija i paralizuje dłonie. - Bo już nie mam sił i chcę przestać czuć - czy to ważne co przestać czuć? Nie chciał tego mówić wprost, przecież ludzie nie skaczą z wieży ze szczęścia. Miał nadzieję, że da mu już spokój, chciał osiągnąć ponownie ten wewnętrzny spokój nim skoczy. Wokół nich zaczynało się robić spore zbiegowisko, kto by nie chciał patrzeć jak jakiś kretyn skacze z wieży, no przecież to beka w chuj, ktoś gdzieś tam nawet pobiegł po nauczycieli.
Drgnął zdając sobie sprawę, że coś przebija się przez jego mentalny mur, już wyciągał nogę, żeby zrobić ten jeden ostatni krok i przestać czuć. Niczym natrętny komar w środku nocy, gdy człowiek położy głowę do poduszki wróciła ona. Nie miał pojęcia kim jest ta ślizgonka, ale chyba za punkt honoru obrała sobie wybijanie go z rytmu. Może chciała po prostu zebrać jak największą "publikę" i dlatego grała na czas. Pusty śmiech potoczył się z ust Thomasa, ale urwał się niemal natychmiast, kiedy zaczął przechodzić w szloch - nie doliczyłby się już ile łez było w jego słowach.
- Dlaczego - zapytał z rezygnacją w głosie, nawet nie siląc się na krzyk, było mu już naprawdę wszystko jedno czy dotrze do niej jego głos. Czemu ją to interesowało? Dlaczego musiała mu okazywać zainteresowanie i nie pozwalała odejść w spokoju. Gdyby potrafiła to dojrzeć to by wiedział, że faktycznie coś znaczy, jednak jak małe musiało to być, że nikt nie potrafił tego dojrzeć (nie brał pod uwagę faktu, że nie dał nikomu zobaczyć co z nim się dzieje, przybierając maski i udając, ze wszystko jest w porządku przez ten cały rok). Jak miał powiedzieć, że codziennie rano jadł tosty z nie z dżemem czy serem, ale z nadzieję, że się zadławi i umrze? Ale miał dość czekania na szczęście i postanowił wziąć to we własne ręce? Jak miałby jej wytłumaczyć swój gigantyczny strach, ciemność, która go spowija i paralizuje dłonie. - Bo już nie mam sił i chcę przestać czuć - czy to ważne co przestać czuć? Nie chciał tego mówić wprost, przecież ludzie nie skaczą z wieży ze szczęścia. Miał nadzieję, że da mu już spokój, chciał osiągnąć ponownie ten wewnętrzny spokój nim skoczy. Wokół nich zaczynało się robić spore zbiegowisko, kto by nie chciał patrzeć jak jakiś kretyn skacze z wieży, no przecież to beka w chuj, ktoś gdzieś tam nawet pobiegł po nauczycieli.