10.09.2024, 17:58 ✶
Może nie przyznałby się do tego otwarcie przed większością znanych mu osób, ale poniekąd chciał być rozpieszczany. Chociaż zaciekle podkreślał, że nie był już młodym, niedoświadczonym czarodziejem, tak mimowolnie lgnął do tych nielicznych chwil, gdy mógł na moment przestać stawiać się w roli lidera i zapomnieć o całym ogromie zasad i obowiązków zrzuconych na jego barki w minionych latach.
Bywały takie dni, gdy z przyjemnością rzucał na wieszak mundur Brygadzisty, wmawiając sobie, że na te kilka godzin uda mu się zapomnieć o rolach narzuconych mu w trakcie życia: dziedzic Warowni, Brygadzista, działacz Zakonu Feniksa. Każda z nich tak odmienna, a jednak każda charakteryzowała się presją, która zdawała się tylko nabierać na sile. W takich chwilach zdarzało mu się flirtować z marzeniem o prostym życiu, wolnym od odpowiedzialności i nieustannej walki.
— Naprawdę się nie domyślasz? — spytał nieoczekiwanie, wyrwany z zamyślenia. Przeniósł mętne spojrzenie na Anthony'ego, pozwalając sobie na dłuższą pauzę. Czy naprawdę nie zrozumiał, co próbował mu przekazać zaledwie chwilę wcześniej? — Chodziło mi o to, że wolałbym, żeby nie dochodziło do sytuacji, gdzie Wergiliusz z czystej ciekawości miałby obserwować nas razem w łóżku.
Skrzywił się lekko, bo sama idea takiego scenariusza wydawała mu się nieco niesmaczna. A chociaż oboje byli wyjątkowo zgodni, jeśli chodziło o kwestie eksperymentowania w sypialni, tak towarzystwo osoby trzeciej zwłaszcza w formie skrzata to była granica, której Erik zdecydowanie nie chciał przekraczać. Tym bardziej zaczerwienił się, niepocieszony tym, że musiał wygłosić podobną wizję na głos.
— Całkowicie mi wystarczasz — zapewnił go z przewrotnym uśmiechem, starając się zmienić nieco ton konwersacji. — Zwłaszcza teraz, gdy wiem, gdzie nacisnąć, żeby wywołać konkretną reakcję. Ostatnie w mig przypomniałeś mi o paru rzeczach. — Pochylił się ku niemu, zbliżając usta do jego ucha. — Chętnie się odwdzięczę... w odpowiedniej chwili.
Przejechał delikatnie wargami po policzku mężczyzny, wypuszczając powoli powietrze z ust. Dobry Merlinie, jak łatwo przychodziło mu po prostu, cieszyć się z jego towarzystwa. Czy naprawdę tak mało było trzeba, aby tworzyć dobre wspomnienia? Kawałka drugiego ciasta i bliskości drugiej osoby? Uśmiechnął się pod nosem. Może faktycznie im się uda? O ile powstrzymam się przed zaciągnięciem go na jacht w środku dnia, pomyślał przekornie Erik, gryząc się jednak w język, zanim podobna sugestia zdołała ukształtować się w słowa.
Bywały takie dni, gdy z przyjemnością rzucał na wieszak mundur Brygadzisty, wmawiając sobie, że na te kilka godzin uda mu się zapomnieć o rolach narzuconych mu w trakcie życia: dziedzic Warowni, Brygadzista, działacz Zakonu Feniksa. Każda z nich tak odmienna, a jednak każda charakteryzowała się presją, która zdawała się tylko nabierać na sile. W takich chwilach zdarzało mu się flirtować z marzeniem o prostym życiu, wolnym od odpowiedzialności i nieustannej walki.
— Naprawdę się nie domyślasz? — spytał nieoczekiwanie, wyrwany z zamyślenia. Przeniósł mętne spojrzenie na Anthony'ego, pozwalając sobie na dłuższą pauzę. Czy naprawdę nie zrozumiał, co próbował mu przekazać zaledwie chwilę wcześniej? — Chodziło mi o to, że wolałbym, żeby nie dochodziło do sytuacji, gdzie Wergiliusz z czystej ciekawości miałby obserwować nas razem w łóżku.
Skrzywił się lekko, bo sama idea takiego scenariusza wydawała mu się nieco niesmaczna. A chociaż oboje byli wyjątkowo zgodni, jeśli chodziło o kwestie eksperymentowania w sypialni, tak towarzystwo osoby trzeciej zwłaszcza w formie skrzata to była granica, której Erik zdecydowanie nie chciał przekraczać. Tym bardziej zaczerwienił się, niepocieszony tym, że musiał wygłosić podobną wizję na głos.
— Całkowicie mi wystarczasz — zapewnił go z przewrotnym uśmiechem, starając się zmienić nieco ton konwersacji. — Zwłaszcza teraz, gdy wiem, gdzie nacisnąć, żeby wywołać konkretną reakcję. Ostatnie w mig przypomniałeś mi o paru rzeczach. — Pochylił się ku niemu, zbliżając usta do jego ucha. — Chętnie się odwdzięczę... w odpowiedniej chwili.
Przejechał delikatnie wargami po policzku mężczyzny, wypuszczając powoli powietrze z ust. Dobry Merlinie, jak łatwo przychodziło mu po prostu, cieszyć się z jego towarzystwa. Czy naprawdę tak mało było trzeba, aby tworzyć dobre wspomnienia? Kawałka drugiego ciasta i bliskości drugiej osoby? Uśmiechnął się pod nosem. Może faktycznie im się uda? O ile powstrzymam się przed zaciągnięciem go na jacht w środku dnia, pomyślał przekornie Erik, gryząc się jednak w język, zanim podobna sugestia zdołała ukształtować się w słowa.
the he-wolf of godric's hollow
❝On some nights, the moon thinks about ramming into Earth,
slamming into civilization like some kind of intergalactic wrecking ball.
On other nights, it's pretty content just to make werewolves.❞
❝On some nights, the moon thinks about ramming into Earth,
slamming into civilization like some kind of intergalactic wrecking ball.
On other nights, it's pretty content just to make werewolves.❞