To nie było takie łatwe, jak mogło się jej wydawać na początku. Niby rozwiązali problem, tylko na jak długo? Nie mogła przestać o tym myśleć, kiedy tylko zamykała oczy pojawiała się jej przed nimi twarz tego obcego mężczyzny, którego pogrzebali w środku lasu, któremu pozwolili umrzeć. Próbowała pić, nawet pomagało, może przez to, że przez kilka ostatnich dni, whisky mogłaby zastępować jej krew, tyle jej w siebie wlała. Koiło to niepokój, dzięki temu udawało jej się zasnąć chociaż na chwilę. Wiedziała jednak, że nie może tkwić w takiej pętli przez długo. Musiała ruszyć dalej, żyć, zabawne, że mężczyzna faktycznie wtedy stracił życie, a ona czuła, że zabrał do swojego w grobu w środku lasu również część jej. Tą najbardziej niewinną, której już nigdy miała nie odzyskać.
Ambroise do niej nie napisał. O nim myślała pozostałą część czasu, zastanawiała się, jak właściwie się ma, czy wszystko z nim w porządku. Nie wyglądał wtedy najlepiej, po tym pamiętnym wieczorze był poturbowany nie tylko fizycznie, skoro ona nie mogła się otrząsnąć z nim pewnie było podobnie, albo jeszcze gorzej, bo to w końcu jego ręce odebrały tamtemu życie, znaczy skróciły cierpienie, nadal próbowała sobie tłumaczyć to w ten sposób.
Trzeciego dnia pojawiła się na Nokturnie pod postacią skunksa, nikt nie wiedział, że przybiera taką formę. Skryła się w cieniu, przemierzała alejki, próbowała dowiedzieć się czegokolwiek. Ktoś na pewno zauważył zniknięcie tego typa, chociaż czy faktycznie? Ostatnio zresztą o tym rozmawiali, może powinien minąć tydzień, albo więcej? Nie wiedziała, jak wyglądało życie nieznajomego, czy ktoś go szuka, już teraz, albo zacznie szukać?
Udało jej się podsłuchać kilka rozmów, kiedy przemierzała Nokturn, niektóre szczegóły wydawały się być bardziej istotne od innych. Ktoś wspominał o mężczyźnie sprzedającym za dnia gazety na Pokątnej, to jej nie zaciekawiło, tyle, że później padł kolejny szczegół, nocą ponoć handlował różnymi rzeczami na Nokturnie. Farciarz dobiegło do jej skunksich uszu. Tyle wystarczyło, wróciła do siebie i wiedziała, że będzie musiała spotkać się z Greengrassem.
Noc minęła jej podobnie do poprzednich, nadal nie mogła zasnąć bez odpowiedniej ilości alkoholu, nadal wracały do niej urywki z tamtego wieczoru, nie miała pojęcia kiedy to się skończy i czy w ogóle.
Obudziła się jeszcze przed wschodem słońca, wiedziała, że musi się dzisiaj z nim spotkać. Może nie powinna odwiedzać go w domu, ale wizyta w szpitalu wydawała się być jeszcze bardziej ryzykowna. Wiedziała gdzie mieszka, lokalizacja rezydencji czystokrwistych nie była dla arystokracji tajemnicą. Zamierzała jednak jeszcze chwilę poczekać, godzina nie była zbyt odpowiednia na wizyty.
Próbowała doprowadzić się do porządku, jednak nie do końca jej to wyszło. Gdy zjawiła się przed rezydencją Greengrassów nadal miała podkrążone oczy, jej twarz była jeszcze bledsza niż zwykle, co było zasługą nieprzespanych nocy. Poza tym wyglądała zupełnie zwyczajnie, skórzane spodnie, buty ze smoczej skóry i gruby, wełniany płaszcz, w którym mogła się ukryć, gdy szła ulicą wydawało jej się, że wszyscy wiedzą, co zrobiła, chociaż zdawała sobie sprawę, że nie ma takiej możliwości. Zastukała w drzwi kilka razy, poinformowała służbę do kogo przyszła, powiedziała jedynie, że jest starą znajomą i pojawiła się w interesach, zaczekała dłuższą chwilę na to, aż ktoś ją poprowadzi. Wreszcie została pozostawiona przed szklarnią.
Nim weszła do środka zdjęła z głowy kaptur i schowała za ucho pasmo włosów, które zdecydowanie nie zamierzało tkwić ściśnięte w warkoczu. Nie miała pojęcia, czy powinna się tu pojawić, jednak to zrobiła. Odetchnęła głęboko nim weszła do środka pomieszczenia. Poruszała się po cichu, próbowała zlokalizować Ambroise'a nie oznajmiając jeszcze głośno swojej obecności. Trochę bała się tego spotkania.