Sama Yaxley nie do końca kojarzyła swojego niedoszłego klienta. Nie pamiętała go z Pokątnej, miała jakieś skrawki wspomnień związane z nim z Nokturnu, minęła go pewnie parę razy, może nawet grała z nim w karty. Nie był jednak na tyle istotną osobą, aby kojarzyła go od razu. Musiała sięgnąć bardzo głęboko, aby odnaleźć te kilka wspomnień.
Po tonie jego głosu wywnioskowała, że nie jest w najlepszym nastroju, idealnie pasowało to do tej aury, która roztaczała się w powietrzu. Nie spodziewała się, że będzie inaczej. Nie minęło wiele czasu, sama zresztą miała humor raczej wisielczy, chociaż udało się jej wyrwać z jaskini. Zmieniła swoją na jego, nie był to za wielki sukces.
- Zarejestrowałam, postaram się więc więcej nie sięgać po filozofię. - Bywało, że jej odpowiedzi nie były proste, chciała dać swoim rozmówcom pole do domysłów, nie lubiła dawać odpowiedzi podanych na tacy, szczególnie takim osobom jak on, które wydawały się bardzo szybko wyciągać wnioski.
Miała świadomość, że ludzie mogą reagować na takie wydarzenia, jak to co ich spotkała w różny sposób. Niektórzy woleli cierpieć w samotności, obwiniać się i egzystować, zaszywać w swoim świecie. Sama zresztą działała podobnie, dosyć szybko jednak dotarło do niej, że nie ma to większego sensu. Takie podejście zabijało powoli, zabierało wszystko, co było dla niej ważne. Zresztą spotykało to każdego. Może ruszenie do przodu, powrót do życia nie był wcale taki prosty, ale dużo bardziej wskazany, nawet po kilku głębszych. Najważniejsze, aby się nie zasiedzieć i za bardzo nie zatracić w egzystencji.
To był pierwszy raz, gdy z kimś rozmawiała po tym wieczorze. Wiele myśli kłębiło jej się w głowie, ale z nikim się nimi nie podzieliła. Zresztą po co miałaby dyskutować o sensie życia z osobami, które nie wiedziały co zrobiła. Miała ledwie dwadzieścia dwa lata, a już mogła pochwalić się tym, że kogoś zamordowała. Pewnie niektórzy mogliby się tego po niej spodziewać, Yaxleyówna przecież miała przemoc we krwi, od zawsze traktowali ją jak jednego z potworów, które przyszło jej zabijać. Zabawne, że dostali to, czego chcieli.
Papieros co chwilę wędrował do jej ust, wypuszczała przy tym małe kłęby dymu, drapał ją bardzo przyjemnie w gardło. W przeciwieństwie do Ambroise'a ona czuła ciepło rozchodzące się po ciele. Ostatnio ciągle było jej gorąco, jej krew wrzała. Pewnie ze zdenerwowania, które jej towarzyszyło. Postanowiła więc ściągnąć płaszcz, który teraz wydawał się na niej wyjątkowo ciążyć. Odetchnęła z ulgą, gdy się go pozbyła.
- Dlatego się tutaj pojawiłam. - Cóż, miała świadomość, że mógł różnie zareagować na to, co zrobili. Musiała sprawdzić, czy wszystko z nim w porządku. Nie miała najmniejszego problemu z tym, że nie był w nastroju do odwiedzin, nie przeszkadzało jej to wcale. Tak czy siak by tutaj przylazła, bo obiecała, że to zrobi.
- Czy ja wiem, czy takim chujowym, masz alkohol i skręty, mogło być gorzej. - Sięgnęła przy okazji po butelkę, którą jej zaoferował i upiła z niej spory łyk. Poczuła gorąc, który zaczął się rozchodzić po jej ciele, to co jej dał było mocne, aż skrzywiła się, kiedy łyknęła trunek.
- Udało ci się pozbierać po tym wypadku? W sensie zdrowotnie? - To pytanie raczej powinno być zbędne, bo wyglądał nie najlepiej, nie wiedziała jednak, czy jest to spowodowane chorobą, czy chujowym samopoczuciem, póki co nie poruszyła jeszcze tematu jegomościa, który gryzł ziemię od spodu, na to jeszcze przyjdzie czas.