- Spróbuję. - To wcale nie było łatwe zważając na te rośliny, które otaczały ich z każdej strony. Czuła się przez nie nieco nieswojo. W jej mieszkaniu nie było żadnych roślin, bo nie potrafiła ich hodować. Zabiła nawet kaktusa, którego dostała od brata. Nie potrafiła się zaopiekować niczym, co było żywe. Ledwie dawała sobie radę z dbaniem o samą siebie, zapominała o posiłkach, żywiła się głównie kawą, tytoniem i alkoholem, Triss dbała o to, żeby nie zdechła z głodu.
- Mhm, nie zauważyłam, żeby ktoś pytał o zwolnienie. - Mógł sobie darować. Gdyby nie chciała tutaj zajrzeć, to by tego nie zrobiła. Gdyby nie chciała składać obietnicy, to też by jej uniknęła. Najwyraźniej jakikolwiek powód był dobry, aby móc się wytłumaczyć z jej obecności w tym miejscu. Wbrew pozorom Yaxleyówna wcale nie chciała trzymać się z dala od ludzi, no, może jakaś część niej, ale miała dla niej usprawiedliwienie z tego zachowania, całkiem honorowe - dotrzymanie słowa. - Nie tak łatwo się mnie pozbyć Greengrass. - Rzuciła jeszcze, mogłaby zaprzestać pojawiać się obok gdyby ją o to poprosił, bo nie znosiła się narzucać, póki co jednak zamierzała go poznać trochę lepiej, musiała sprawdzić z kim ma do czynienia. Byli ledwie znajomymi, kiedy połączyła ich dość mocno nieprzyjemna sprawa, o której pewnie nigdy nie zapomną. Chcąc, nie chcąc czuła się z nim w pewien sposób związana. Sama nie wiedziała, jak bardzo jej to w tym momencie ciążyło, zdawała sobie jednak sprawę, że mogła trafić gorzej, mógł znaleźć się ktoś, kto zamierzałby oceniać jej wątpliwą moralność, on nie wydawał się mieć problemu z tym, co robiła w wolnym czasie. Zresztą póki co się dystansowała od swoich zajęć, tak jak mówiła. Musiała dać sobie czas, jakoś przeżyć najbliższy miesiąc. Jako, że nie miała przez to zbyt wiele na głowie, mogła go nawiedzać i nieco uprzykrzyć mu życie (jakby już tego nie zrobiła).
- Każde źródło się kiedyś kończy. - Nieograniczona ilość brzmiała dobrze, aczkolwiek nie mógł mieć tutaj samonapełniającej się studni z alkoholem. Prędzej, czy później zdoła wlać w siebie wszystko, szczególnie jeśli zamierzał się tutaj zaszyć na dłużej. Rozumiała tę chęć ucieczki przed światem. Nie sądziła jednak, że jest to metoda, która sprawdzi się na dłuższą metę. Kiedyś będzie musiał stąd wyjść, wrócić do życia, do normalności. Nie, żeby ona sama póki co się ku temu spieszyła. Kilka dni przerwy od codzienności dobrze im zrobi, zastanawiała się tylko jak wyglądało to w przypadku jego pracy. Sam wspominał jej o tym, że nie może sobie pozwolić na takie wybryki jak ona. Jej braku w pracy nikt nie dostrzeże, bo sama była sobie szefem. - Nie potrzebuję nic więcej, to jest odpowiednie. - Pomachała jeszcze w powietrzu butelką, którą trzymała w dłoni, a później jakby na potwierdzenie swoich słów upiła z niej spory łyk. Powoli przyzwyczajała się do tego smaku, grymas na jej twarzy tuż po wypiciu kolejnej dawki nie był już aż tak widoczny. Piła w swoim życiu gorsze rzeczy, zresztą ojciec raczył ją głównie księżycówką sprowadzaną z okolicznych wiosek. Nie było to dla niej nic nowego, musiała tylko przeżyć jakoś pierwszy łyk.
- Trochę tak jakoś wyglądasz. - Miała na myśli, że nie do końca dobrze, może nie powinna o tym wspominać, miała ugryźć się w język, ale tego nie zrobiła. Nie to, że ona wyglądała dużo lepiej, widać po niej było zmęczenie, ale w przeciwieństwie do niego nie oberwała przy okazji w głowę, zdecydowanie jego przeżycia były trochę bardziej bolesne. Nie tylko te fizyczne, to on przyłożył mężczyźnie poduszkę do głowy, to on wykonał wyrok. Była mu za to wdzięczna, ale miała wrażenie, że może lepiej by się stało gdyby ona to zrobiła. Jakoś by sobie z tym poradziła, i tak była mordercą, on za to należał do ich przeciwieństwa, był uzdrowicielem, to mogło mieć na niego dużo większy wpływ niż mu się mogło wydawać.
- Trzymam się dobrze. - Gówno prawda, ale nie chciała o tym mówić. Wolała udawać, że jest silna. Tak było prościej, zresztą i tak nie potrafiłaby opowiedzieć o tym, co czuła. Była chujowym mówcą. - To Rosier, prawda? - Wcześniej miała wrażenie, że nie tylko ona się czegoś dowiedziała, wolała sprawdzić, czy obie wersje się pokrywały.