Norka wierzyła we wszystkich, taka już była. Jej zdaniem Fergus musiał się znać choć trochę na czarowaniu, skoro tworzył różdżki, którymi resztą czarodziejów się posługiwała, to brzmiało całkiem logicznie? Figg zaś zupełnie przeciwnie, od zawsze wychodziło jej wszystko raczej jako tako, zdecydowanie lepiej czuła się tworząc eliksiry i inne takie, jakoś tak odtwarzanie przepisów przychodziło jej od zawsze bardzo łatwo. - Możesz mieć rację, Brenna zna się na wszystkim. - Dobrze wiedzieć, że nie tylko ona tak uważała, najwyraźniej Fergus też dostrzegał talent przyjaciółki. - Tylko ona jest wiecznie tak zabiegana, że chyba nie chciałabym jej dorzucać kolejnej rzeczy na głowę. - Norze wcale nie tak łatwo przychodziło proszenie o pomoc, zresztą już czuła, że Brenna dosyć mocno angażowała się w reklamowanie cukierni, czuła że będzie jej dłużna sporą przysługę za to wszystko, a najgorsze było to, że tak naprawdę nie wiedziała w jaki sposób powinna się jej odwdzięczyć.
- Ulżyło mi, bałam się, że się skarży, że coś mu nie pasuje. - Wolałaby zresztą, żeby Nico przyszedł do niej z ewentualnymi problemami, które by się pojawiły. Miała świadomość, że warunki w jakich mieszkali wszyscy razem, nie były szczególnie wspaniałe, jednak wydawało jej się, że nikomu z nich to nie przeszkadza. Miałaby do siebie wyrzuty, gdyby nie dostrzegła, że brat się tu męczy. Na szczęście Fergus dodał, że był to jedynie żart z jego strony. Kamień spadł jej z serca.
- To zależy, jak leży, tak właściwie, dużo może się wydarzyć w cztery lata, a z drugiej strony, spotykam ostatnio wiele osób, które ostatnio widziałam jeszcze w Hogwarcie i nie czuję, żeby się specjalnie zmieniły. - Na pewno wiele zależało od sytuacji. Gdyby Figg wiedziała, że ten oto Rookwood, który potrafił ją tak oczarować samymi słowami w między czasie umarł, a w sumie to nie do końca, bo żył jednak pewnie by się zdziwiła. Na całe szczęście jeszcze nie posiadała takiej wiedzy. Nie miała sobie więc nic do zarzucenia, uważała, że jest jak dawniej, a może jakoś tak nawet bardziej odważna w tej relacji się stała, bo przestała się bać mówić w głos swoich myśli, jakby wstydu miała mniej, niż kiedy była młodsza.
- Myślę, że właśnie racjonalnie do tego podchodzę, a wolałabym nie mieć żadnych długów. - Uśmiech nie schodził z twarzy Nory, obaj mogli zauważyć, że naprawdę dobrze się tutaj bawi, przynajmniej jak na razie. Upiła nawet kolejny łyk alkoholu, choć wcale nie potrzebowała go więcej, żeby się rozluźnić.
- Łamanie rąk mi się nie podoba. - Postanowiła się wtrącić do ich wymiany zdań, gdyby przypadkiem zapomnieli o tym, że stoi obok. Najwyraźniej, coś było na rzeczy, coś nie do końca między nimi grało, tylko nie miała pojęcia o co chodziło. Dlaczego Fergus poczuł się taki urażony tym wszystkim? Zdecydowanie humor mu się pogorszył, kiedy zobaczył Sauriela, niegrzecznie byłoby o to pytać, kiedy ten stał obok, choć naprawdę ciekawa była, co ugryzło Ollivandera. Dostrzegła, że wypił cały alkohol ze swojej szklanki, nie zwlekała więc tylko dolała mu więcej trunku i przesunęła szkło w jego kierunku, wyciągnęła też jeszcze jedną szklankę, którą napełniła trunkiem i postawiła ją przed Rookwoodem, jakby alkohol miał pomóc w rozmowie.
- Znamy, tak właściwie nawet ciężko mi stwierdzić od kiedy. - Miała wrażenie, że Fergus zawsze był gdzieś obok. Pewnie trudno byłoby jej stwierdzić kiedy dokładnie się poznali, ale czy było to ważne? Grunt, że trafili na siebie te kilkanaście lat temu i nadal był gdzieś obok. - Dziwne, że dopiero teraz to wszystko wyszło. - Jak to możliwe, że nie zauważyła jeszcze w szkole, że oni też się przyjaźnią? Nie miała zielonego pojęcia, nigdy też nie spędzali czasu we trójkę. Dziwny zbieg okoliczności, na szczęście dzisiaj mogli się tego wszystkiego o sobie dowiedzieć. Na pewno ułatwiało to egzystencję gdzieś obok siebie. Nie zdawała sobie sprawy, że Ferg może być zazdrosny o to, że Rookwood pojawił się tu jakiś czas temu, pewnie sama by tak zareagowała, gdyby była na jego miejscu i myślała, że Sauriel nie żyje.
- Musisz? Myślałam, że posiedzimy sobie tu razem, we trójkę, szczególnie kiedy wyszło, że się wszyscy tutaj przyjaźnimy. - Spojrzała na Sauriela swoimi błękitnymi oczami. Czuła, że coś niepokojącego wisi w powietrzu, napięcia między mężczyznami nie dało się nie zauważyć, jednak liczyła na to, że może jeśli uda im się spędzić trochę czasu razem, to ta dziwna atmosfera minie. Norka była naiwna, szczególnie, że nie miała pojęcia, co jest przyczyną tego wszystkiego.