11.09.2024, 09:32 ✶
Dla Charlotte nawet zadbany mugolski samochód wciąż był samochodem. Silnik było słychać: wszystkie zachodzące w nim procesy, związane ze spalaniem paliwa, zanieczyszczały środowisko. Nie że tego nie rozumiała. Jako kobieta bardzo wygodna, lubiąca komfort, z pewnością nie mogąc się teleportować, nie miałaby ochoty podróżować piechotą czy jakimiś tam wozami, bo to ekologiczne. Ale była czarodziejką, umiała się teleportować i nie szalała za autami.
Mogła jednak czasem do takiego wsiąść.
– Gryfoni to zakute łby – powiedziała Charlotte z niezmąconym spokojem i równie niezmąconą pewnością siebie. Oczywiście, że Jonathan był zakutym łbem i dlatego nie dostrzegał oczywistego. – Na szczęście nie muszę z nim ani z nikim innym ustalać, że jestem najpiękniejsza, nie muszą mi tego też potwierdzać żadne lustra… – rzuciła, a jej myśli pomknęły na moment setki mil stąd, prosto do Mediolanu i zaklętego zwierciadła. Westchnęła z odrobiną żalu: jaka szkoda, że musieli je zniszczyć. – Nie martw się, Jessie, nie przestałam się z nim przyjaźnić mimo jego urojeń przez tyle lat, to teraz też nie przestanę.
Charlotte przy kolejnych pytaniach rzuciła Jasperowi nieco podejrzliwe spojrzenie.
Jej syn drążył.
Jonathan chciał wiedzieć, czy nie jest na niego zła.
I jednak nie kupił smoka.
– Nie, za to zaczynam się zastanawiać, co strzeliło do głowy jemu albo tobie – powiedziała, obrzucając go takim wzrokiem, jakim patrzyła, kiedy był dzieckiem, a ona była pewna, że coś przeskrobał i nie chciał się do tego przyznać. Zmarszczyła lekko czoło, rozważając, o co mogło chodzić. O bogowie, miała nadzieję, że Selwyn nie powiedział dzieciom, że do nich strzelano – na pewno by się zmartwiły. Ale chyba nie sądził, że była o niego zła o tę strzelaninę? Przecież bawiła się całkiem dobrze.
Nie. Nie pomyślała, że uważał, że jest zła o to, że się całowali, biorąc pod uwagę, że sama go pocałowała, a poza tym nie przywiązywała do tego tak straszliwej wagi. Całowanie Jonathana było miłe. Może zastanowiłaby się nad tym, czy nie zrobić tego znowu – i to niekoniecznie tylko na złość matce. Ale byli przede wszystkim przyjaciółmi i nawet nie przyszłoby jej do głowy zachowywać się choć odrobinę inaczej niż dotąd tylko z takiego powodu.
- Nie. Ubrudzę sobie ubranie - poinformowała Kelly, kiedy już wyszła z auta i poprawiła ubranie. - Mam nadzieję, że mają tutaj porządny dom strachów.
Mogła jednak czasem do takiego wsiąść.
– Gryfoni to zakute łby – powiedziała Charlotte z niezmąconym spokojem i równie niezmąconą pewnością siebie. Oczywiście, że Jonathan był zakutym łbem i dlatego nie dostrzegał oczywistego. – Na szczęście nie muszę z nim ani z nikim innym ustalać, że jestem najpiękniejsza, nie muszą mi tego też potwierdzać żadne lustra… – rzuciła, a jej myśli pomknęły na moment setki mil stąd, prosto do Mediolanu i zaklętego zwierciadła. Westchnęła z odrobiną żalu: jaka szkoda, że musieli je zniszczyć. – Nie martw się, Jessie, nie przestałam się z nim przyjaźnić mimo jego urojeń przez tyle lat, to teraz też nie przestanę.
Charlotte przy kolejnych pytaniach rzuciła Jasperowi nieco podejrzliwe spojrzenie.
Jej syn drążył.
Jonathan chciał wiedzieć, czy nie jest na niego zła.
I jednak nie kupił smoka.
– Nie, za to zaczynam się zastanawiać, co strzeliło do głowy jemu albo tobie – powiedziała, obrzucając go takim wzrokiem, jakim patrzyła, kiedy był dzieckiem, a ona była pewna, że coś przeskrobał i nie chciał się do tego przyznać. Zmarszczyła lekko czoło, rozważając, o co mogło chodzić. O bogowie, miała nadzieję, że Selwyn nie powiedział dzieciom, że do nich strzelano – na pewno by się zmartwiły. Ale chyba nie sądził, że była o niego zła o tę strzelaninę? Przecież bawiła się całkiem dobrze.
Nie. Nie pomyślała, że uważał, że jest zła o to, że się całowali, biorąc pod uwagę, że sama go pocałowała, a poza tym nie przywiązywała do tego tak straszliwej wagi. Całowanie Jonathana było miłe. Może zastanowiłaby się nad tym, czy nie zrobić tego znowu – i to niekoniecznie tylko na złość matce. Ale byli przede wszystkim przyjaciółmi i nawet nie przyszłoby jej do głowy zachowywać się choć odrobinę inaczej niż dotąd tylko z takiego powodu.
- Nie. Ubrudzę sobie ubranie - poinformowała Kelly, kiedy już wyszła z auta i poprawiła ubranie. - Mam nadzieję, że mają tutaj porządny dom strachów.