- To te rośliny, przytłaczają mnie. - Jasne, przywykła do głuszy, ale te zamknięte w szklarni wzbudzały jej niepokój. Nie mogłaby stąd uciec, gdyby któraś próbowała ją zabić. Nie do końca potrafiła sobie radzić z magicznymi krzakami, skąd mogła wiedzieć, że nie są zaczarowane i nie będą chciały jej zeżreć? Ze stworzeniami było prościej, większość z nich była gotowa do ataku, kiedy czuła niezbepieczeństwo, tutaj nie do końca była w stanie stwierdzić, co może być zagrożeniem, a co nie.
Prychnęła słysząc jego komentarz. Chciał ją wystraszyć? Dobre sobie. Najwyraźniej zapomniał o tym, że ona również nie była taka święta, ba nie opuszczała jej pewność, że nie byłby w stanie jej skrzywdzić, nawet jeśli by spróbował.
- Nie wiem, czy to można faktycznie nazwać doświadczeniem, zapominasz o tym, że tamten już był martwy, kiedy na ciebie trafił. - Nie stawiał się, ledwie się ruszał, ona była bardzo żywa.
- Możesz spróbować mi je pokazać, lubię wyzwania. - Znowu prowokowała go do działania, nie sądziła jednak, że będzie w stanie zrobić coś, co mogłoby wkurzyć ją na tyle, żeby się oddaliła. Nie łatwo było ją od siebie odsunąć, nie kiedy ona tego nie chciała. Potrafiła być bardzo zawzięta.
Gerry wiedziała, że zapasy mogą skończyć się bardzo szybko, szczególnie, gdy zaczynało się gubić dni i tygodnie, odrywać od wszystkiego. Zdarzało jej się to już wcześniej. Sama posiadała sporą spiżarkę, która przestała jej wystarczać, gdy te epizody pojawiały się w jej życiu. Alkohol często bywał jej przyjacielem, otumaniał, gdy nie chciała myśleć, właściwie był najłatwiejszą drogą prowadzącą ku zatraceniu. Czasem każdy tego potrzebował.
- Jasne, dobrze, że to całkiem niedaleko. - Świadomość, że alkohol był pod ręką była całkiem uspokajająca, nie wydawało jej się, żeby szybko skończyli dzisiaj pić. Dzień się przecież dopiero zaczął, wiedziała, że jeśli już sięgnęła po procenty, to szybko nie przestanie w siebie w nich wlewać. Miała problem z umiarem, we wszystkim, bardzo łatwo przychodziło jej zatracanie się w nałogach.
Podciągnęła nogi na fotelu, piorunowała go wzrokiem, kiedy zdecydował się skomentować jej odpowiedź. Powinna się domyślić, że i po niej to widać. Zdecydowanie bywała już w lepszym stanie. Upiła kolejny łyk alkoholu, nie do końca wiedziała, czy chce opowiadać o swoich uczuciach. - Bardzo dobrze, czy tam chuja, to prawie to samo. - Właściwie co to za różnica, jak się trzymała? Nic to nie zmieniało. Musiała to przetrawić, zebrać się w sobie i stanie się tak prędzej, czy później. Nie miała innego wyjścia, może potrzebowała jeszcze odrobinę czasy, aby ułożyć sobie wszystko w głowie. Jechali na tym samym wózku, najwyraźniej też radzili sobie z tym, co zaszło w podobny sposób, musiała się z tym pogodzić. Musiała przyznać przed sobą, że nie do końca sobie radzi, chociaż nie znosiła tego robić. Oszukiwała siebie i innych, ubierała maskę, ale w tej chwili ona nie wystarczyła.
Wypuściła głośno powietrze z płuc. Nie była do końca zadowolona, że potwierdził to, iż ich trupem okazał się być Rosier. Rosierowie byli czystokrwiści, szanowani, może nie wszyscy, jednak to sporo zmieniało. Zdecydowanie wolałaby, aby trafili na jakiegoś nic nie znaczącego czarodzieja. W tym przypadku pochodzenie mogło wiele zmienić. Ktoś mógłby się zainteresować jego zaginięciem, jakaś daleka rodzina, nawet jeśli często się nie spotykali. - Myślisz, że po tygodniu się zorientują? - Podczas balu gdybali na temat tego ile czasu zajęłoby Rosierowi zauważenie, że jego żona zniknęła. Tamci jednak mieszkali razem, ten wydawał się nie być specjalnie związany z rodziną. - Czy może bardziej po miesiącu? - Wolałaby, żeby zajęło im to jeszcze dłużej, a najlepiej wieczność.
Kolejne pytanie nieco zbiło ją z tropu. Przyglądała się Greengrassowi dłuższą chwilę, nim dała mu odpowiedź. - To zależy od tego, w czyje wpadnie ręce. - Niektórzy potrafili wykorzystać każdy, nawet ten najmniej znaczący kawałek ciała zwierzęcia, tych ceniła najbardziej. Lubiła żyć w świadomości, że śmierć, którą przyniosła zwierzętom nie idzie na marne, że są traktowane z odpowiednim szacunkiem, skoro już zostało odebrane im życie.