11.09.2024, 13:33 ✶
– Nie jestem hipnotyzerką, ale omówię opcje z amnestozjatorem i wybierzemy taką, która zapewni ci bezpieczeństwo. Wydaje mi się, że najrozsądniej będzie zamazać większość wspomnień związanych z tobą, ale to on podejmie decyzję – zastrzegła Brenna. Nie odpowiedziała na pytanie o inną dziewczynę, bo owszem, tego właśnie się bała, musiała jednak skupić się w tej chwili na załatwieniu dwóch innych problemów, czyli zamazaniu tego „incydentu” i upewnieniu się, że mugol nie zaatakuje Electry ponownie. Jak zagwarantować, że inna dziewczyna nie zostanie jego ofiarą… no, myśleć to myślała już teraz, ale plan opracuje do końca, kiedy załatwią najważniejsze rzeczy tutaj.
To że Prewettówna pozbyła się listów, nie było dobre, bo owszem, potwierdziłby jej wersję i że nie zaatakowała sobie tego mugola ot tak. Ale nie było także tragedią, bo mieli inne sposoby na ustalenie przebiegu wydarzeń. Byłyby przydatne, gdyby mogli iść z tą sprawą na mugolską policję… ale nie mogli. Brenna uważała, że już sama praca w agencji modelek kogoś, kto miał zapewne fałszywe dokumenty i żadnej przeszłości oficjalnej, była ryzykowna. Nie jakoś bardzo, bo cóż, to w końcu byli mugole i łatwo było ich w pewnych sprawach oszukać. Ale gdyby jeszcze poszła na komisariat? Dziewczyna bez rodziny, bez ukończonej szkoły, bez dotychczasowych adresów zameldowania, lepiej, by nikt w tym nie grzebał.
– Gdybyś dostała takie w przyszłości, zachowaj je. Na wszelki wypadek. Poradzimy sobie bez nich… – zaczęła, jednocześnie rzucając na mugola zaklęcie rozgrzewające (nie zasłużył, do licha, ale niestety nie mogła pozwolić, by dostał tu hipotermii, bo to wydłużyłoby potem pracę uzdrowiciela i ich wszystkich), a potem umilkła i uniosła spojrzenie znad nieprzytomnego mugola na Prewettównę, gdy ta zaniosła się łzami.
Brenna zwykle całkiem nieźle radziła sobie z płaczącymi ludźmi. Nie miała oporów wobec ich przytulania, rozmawiania, dawania się im wypłakać. Ale teraz stały na mrozie, w lutowy wieczór, miała tutaj nieprzytomnego mugola, musiały się stąd zabrać, zanim ktoś postanowi wejść do zaułka, by wrzucić coś do pojemnika na śmieci. Brenna podniosła się i wydobyła z kieszeni lnianą chusteczkę we wzór z jabłek, by podsunąć ją Prewettównie. Nie mogła uspokajać Electry tutaj: za duża szansa, że zwrócą na siebie czyjąś uwagę.
– Zajmiemy się tym – obiecała łagodnym tonem. – Nie będzie cię więcej dręczył i poradzimy sobie bez tych listów. A teraz chodź, musisz dać mi rękę, kiedy się nad nim pochylę i nas stąd zabiorę, dobrze?
To że Prewettówna pozbyła się listów, nie było dobre, bo owszem, potwierdziłby jej wersję i że nie zaatakowała sobie tego mugola ot tak. Ale nie było także tragedią, bo mieli inne sposoby na ustalenie przebiegu wydarzeń. Byłyby przydatne, gdyby mogli iść z tą sprawą na mugolską policję… ale nie mogli. Brenna uważała, że już sama praca w agencji modelek kogoś, kto miał zapewne fałszywe dokumenty i żadnej przeszłości oficjalnej, była ryzykowna. Nie jakoś bardzo, bo cóż, to w końcu byli mugole i łatwo było ich w pewnych sprawach oszukać. Ale gdyby jeszcze poszła na komisariat? Dziewczyna bez rodziny, bez ukończonej szkoły, bez dotychczasowych adresów zameldowania, lepiej, by nikt w tym nie grzebał.
– Gdybyś dostała takie w przyszłości, zachowaj je. Na wszelki wypadek. Poradzimy sobie bez nich… – zaczęła, jednocześnie rzucając na mugola zaklęcie rozgrzewające (nie zasłużył, do licha, ale niestety nie mogła pozwolić, by dostał tu hipotermii, bo to wydłużyłoby potem pracę uzdrowiciela i ich wszystkich), a potem umilkła i uniosła spojrzenie znad nieprzytomnego mugola na Prewettównę, gdy ta zaniosła się łzami.
Brenna zwykle całkiem nieźle radziła sobie z płaczącymi ludźmi. Nie miała oporów wobec ich przytulania, rozmawiania, dawania się im wypłakać. Ale teraz stały na mrozie, w lutowy wieczór, miała tutaj nieprzytomnego mugola, musiały się stąd zabrać, zanim ktoś postanowi wejść do zaułka, by wrzucić coś do pojemnika na śmieci. Brenna podniosła się i wydobyła z kieszeni lnianą chusteczkę we wzór z jabłek, by podsunąć ją Prewettównie. Nie mogła uspokajać Electry tutaj: za duża szansa, że zwrócą na siebie czyjąś uwagę.
– Zajmiemy się tym – obiecała łagodnym tonem. – Nie będzie cię więcej dręczył i poradzimy sobie bez tych listów. A teraz chodź, musisz dać mi rękę, kiedy się nad nim pochylę i nas stąd zabiorę, dobrze?
Don't promise to live forever. Promise to forever live while you're alive.