11.09.2024, 19:31 ✶
Charles śnił i po raz pierwszy od wielu dni, ten sen był przyjemny. Niósł go przez miękkie, puchate chmurki czułości, które otulały go niemal tak delikatnie, jak delikatny był dotyk Rodolphosa. Przed przyjazdem do Anglii, Charles nigdy nie dopuściłby do siebie możliwości wpadnięcia w ramiona mężczyzny, ani nawet sytuacji, gdy mężczyzna wpadałby w jego ramiona.
Eugenia Jenkins, odbiło się echo imienia Minister Magii.
To, co ich otaczało, momentalnie przestało być ważne. Charlie nie pamiętał o zawiedzionym ojcu i zdenerwowanym wuju, nie zdawał sobie sprawy z planów, jakie tłoczył do jego głowy Rolph, ani z marzeń obejmujących szacunek i bogactwo, które tak pięknie malowały się przed nim, jeśli tylko będzie chciał. Pozostawiły ledwie cień uśmiechu na twarzy Charlesa, gdy ten wpatrywał się w Rodolphusa.
Mógł go odepchnąć, ale nie wytrzeźwiał, nie obudził się. Sam Rolph również nie panował na tym, co robiły jego dłonie, jego usta. Atmosfera gęstniała w ten przyjemny, wilgotny sposób, a powietrze rozpaliło się zapachem pożądania. To nie było to, do czego nawykł Charles, ale nie miał nic przeciwko poznaniu nowych doznań.
Powolny taniec ust sprawił, że Charlie poczuł się odsłonięty, jakby nagle leżał nagi w tym sterylnym mieszkaniu, na widoku, tylko dla oczu Rodolphusa. I zupełnie mu to nie przeszkadzało, bo miał jego wyłączną uwagę i zainteresowanie swoją osobą, swoimi wargami i swoim ciałem. Chciał być blisko, a czując dłoń na swojej szyi, nie powstrzymał rąk i sam oparł je na żebrach mężczyzny, tylko po to, by za moment przysunąć się jeszcze bliżej, podnosząc się nieco z kanapy, jakby nie chciał, by drugie usta miały choćby szansę ucieczki. Przymknął powieki, czerpiąc z uczucia cały.
I tylko nazwisko Eugenii Jenkins rozbrzmiewało w jego głowie jako echo ostatnio wypowiedzianych słów. Zdławił je pomrukiem.
Eugenia Jenkins, odbiło się echo imienia Minister Magii.
To, co ich otaczało, momentalnie przestało być ważne. Charlie nie pamiętał o zawiedzionym ojcu i zdenerwowanym wuju, nie zdawał sobie sprawy z planów, jakie tłoczył do jego głowy Rolph, ani z marzeń obejmujących szacunek i bogactwo, które tak pięknie malowały się przed nim, jeśli tylko będzie chciał. Pozostawiły ledwie cień uśmiechu na twarzy Charlesa, gdy ten wpatrywał się w Rodolphusa.
Mógł go odepchnąć, ale nie wytrzeźwiał, nie obudził się. Sam Rolph również nie panował na tym, co robiły jego dłonie, jego usta. Atmosfera gęstniała w ten przyjemny, wilgotny sposób, a powietrze rozpaliło się zapachem pożądania. To nie było to, do czego nawykł Charles, ale nie miał nic przeciwko poznaniu nowych doznań.
Powolny taniec ust sprawił, że Charlie poczuł się odsłonięty, jakby nagle leżał nagi w tym sterylnym mieszkaniu, na widoku, tylko dla oczu Rodolphusa. I zupełnie mu to nie przeszkadzało, bo miał jego wyłączną uwagę i zainteresowanie swoją osobą, swoimi wargami i swoim ciałem. Chciał być blisko, a czując dłoń na swojej szyi, nie powstrzymał rąk i sam oparł je na żebrach mężczyzny, tylko po to, by za moment przysunąć się jeszcze bliżej, podnosząc się nieco z kanapy, jakby nie chciał, by drugie usta miały choćby szansę ucieczki. Przymknął powieki, czerpiąc z uczucia cały.
I tylko nazwisko Eugenii Jenkins rozbrzmiewało w jego głowie jako echo ostatnio wypowiedzianych słów. Zdławił je pomrukiem.